Bez klucza…?

Stępniak z córką Aleksandrą

Janusz Stępniak (z córką Aleksandrą): – Jest szansa, że w demokracji coś drgnie.

KANDYDACI

Marian Bieliński, lat 19, członek ZMW i ZSL, radny kończącej się kadencji, żonaty (od pierwszej majowej niedzieli).

– Wiem, że ZSL umieści mnie na liście, ale na zebraniach nie byłem, miałem na głowie… ślub wesele. Jako radny zdobyłem sporo doświadczenia, byłem w komisji kultury, oświaty i sportu. Mam jednak uczucie niedosytu; po mojej kadencji pozostał w całej gminie tylko jeden klub rolnika, chociaż walczyłem o przetrwanie innych.

Jeszcze nie sprecyzował programu wyborczego; chciałby doprowadzić do wybudowania ośrodka zdrowia, ale ten postulat już od dawna zapisano w realizacji. Myśli o telefonach dla wsi, ale… nie ma centrali, więc to chyba nierealne. Na temat osławionego protestu może powiedzieć tyle, że go nie podpisał, chociaż tak w głębi duszy zgadza się z tym, co napisano, ale nie tedy droga. Którędy? Wiadomo, legalnie!

Marian Greczkowski, lat 57, właściciel 8 hektarów, bezpartyjny, wysunięty przez zebranie wiejskie.

– Mój program? Asfaltówka w Ignasinie, walka o przydziały maszyn. Sam będę głosował na Stępniaka i Wrońskiego, to nowoczesna chłopaki. Wiedzą, gdzie pójść i jak załatwić. Do ustępującej GRN ma pretensje takie bardziej osobiste – nie przydzielili mi rozrzutnika do obornika, chociaż trzymam chyba najwięcej macior.

Janusz Stępniak, lat 36, żonaty, 6 dzieci, siódme w drodze, 6 hektarów, inżynier rolnik.

Wieś zgłosiła moją kandydaturę, a gminne kolegium wyborcze wpisało mnie na listę, mimo że wszystkim jest znana moja przynależność do b. „Solidarności Rolników”.

Zgodził się kandydować, uznał bowiem, że projekt Ustawy o Radach Narodowych jest interesujący, daje możliwości odbudowy infrastruktury wsi. Spotkał się już z opinią, że opadł na głowę, jeżeli wierzy, iż coś w tej demokracji drgnęło. Uważa, że jeżeli jeszcze niewiele się zmieniło, to jest taka szansa. O programie nie chce się wypowiadać. Przypomina mu to planowanie na przykład podniesienia mleczności krowy z 2,5 tys. litrów do 5 tys. A to wcale od krowy nie zależy, tylko od warunków, jakie się jej stworzy.

Stępniak, jak mówi, jest jednym z kilkunastu rolników z gminy Fajsławice, którzy nadal nie wpłacili części składki emerytalnej. Przyznaje, że to forma protestu, na razie bez niczyjej reakcji.

Leon Surma, 72 lata, emeryt, radny od pięciu kadencji, członek ZSL wysunięty przez stronnictwo.

Owszem, słyszał, że zaproponowali jego kandydaturę, ale nikt z nim tego nie uzgadniał, nie pytał o zdanie. A gdyby spytał, to usłyszałby, że Leon Surma ma już tego dość, zmęczony jest. Słabuje na nogi i to go bardziej dręczy niż wybory. Czarno widzi też swoje szanse.

– Ogół mnie nie wybierze, jestem za stary. Teraz inne wybory, potrzebna nowa miotła, bo lepiej miecie.

O programie wyborczym nie ma więc co mówić. Ale do urny oczywiście pójdzie, będzie głosował chyba na Greczkowskiego, bo jest chętliwy. W drugiej kolejności – na Stępniaka, tej jest uparty, a to dobrze.

Józef Wroński, 37 lat, żonaty, 3 dzieci, 10 hektarów.

Jego program będzie wynikał z potrzeb wsi, która go przecież wytypowała.

– Obiecałem ludziom, że jeżeli nic na nich nie będę mógł zrobić, złoże mandat. Nie idę, żeby klaskać. Niektórzy przykleili mi etykietkę opozycjonisty i teraz mają pretensje, że zostałem kolaborantem. Myślę, że trzeba być, aby coś zrobić. Więc chcę być w radzie, żeby zmienić coś we wsi na lepsze.

Andrzej Wójcik, 24 lata, etatowy pracownik GK ZSL i działacz ZMW. Bliższych danych brak, ponieważ kandydat z listy ZSL został powołany do wojska. Wróci w połowie kadencji.

Surma Leon: - Potrzebna nowa miotła, bo lepiej miecie.

Leon Surma: – Potrzebna nowa miotła, bo lepiej miecie.

WYBORCY O KANDYDATACH

Przewodniczącą komisji wyborczej w Boniewie, gdzie będą głosowali mieszkańcy Ignasina, jest Halina Hukiewicz, nauczycielka rosyjskiego w Szkole Podstawowej im. Małgorzaty Fornalskiej. Z kandydatów ignasińskich zapadł jej w pamięci Janusz Stępniak. W czasie spotkania przed referendum zadawała posłom tzw. trudne pytania. Posłowie pocili się, a ludziom to się podobało.

Pani Hukiewicz zwróciła taż uwagę na kandydata Wrońskiego, ze zrozumiałych względów – była przewodniczącą komisji podczas powtórki wyborów przed czterema laty.

Aniela i Czesław Cholewowie patrzą zdziwieni.

Wybory? Ten temat nas nie interesuje. Nie bierzemy w nich udziału. Nie jesteśmy ani przeciw, ani za. Dlaczego? No cóż, jako świadkowie Jehowy jesteśmy neutralni.

Czy znaj kandydatów? Znają. Jaki według nich powinien być radny? Powinien być najlepszym dobry gospodarz i dobry człowiek.

Aniela Cholewa mówi: – W Piśmie Świętym jest werset, że biskup powinien być nienaganny. Tak samo radny. Nasze pole sąsiaduje z polem Bielińskiego, radnego i kandydata. U niego pszenica ledwo po kolana. Jak nie potrafi gospodarować na swoim, to co on może pomóc innym?

Klementyna i Władysław Kuliszowie zastanawiają się.

– Wybory? Sprawa ważna.

Janusz Błaziak, ich zięć, dorzuca: – Te wszystkie rady, co do tej pory były, nic dla wsi nie zrobiły. Stanowiły parawan dla władzy.

Na kogo będę głosować? Na Stępniaka i Wrońskiego.

Te opinie powtarzają się. Wroński i Stępniak maja po swojej stronie przynajmniej trzy czwarte Ignasina.

Będziemy na nich głosować powiedział starszy wiekiem rolnik – żeby miał za nas walczyć.

Na zebraniu konsultacyjnym ludzie wyrazili zaniepokojenie, w jakim porządku kandydaci z Ignasina zostaną umieszczeni na liście wyborczej. Czy dla Wrońskiego i Stępniaka przewidziano jedno miejsce mandatowe (oznaczałoby to, że tylko jeden z nich będzie radnym)? Padały nawet głosy, że jeżeli tak się stanie, to wieś zbojkotuje wybory. Na wszelki wypadek zebranie wiejskie dokooptowało do komisji wyborczej mieszkańca Ignasina, Bolesława Hawryła.

CO NA TO WŁADZA?

W lokalu gminnego kolegium wyborczego honory gospodarzy pełnią: przewodniczący kolegium Zbysław Kutrzepa i jego zastępca, I sekretarz KG PZPR Tadeusz Okoński.

Tadeusz Okoński: Moim zdaniem powinno być lepiej niż podczas referendum. Procedurę wyborczą przeprowadzamy nadzwyczaj uczciwie, nauczka sprzed 4 lat. Gmina jest bogata bogactwem rolników, jeden ciągnik przypada na 10 hektarów, w prywatnych rękach jest 30 kombajnów.

Zbysław Kutrzepa: – Trzeba przed dniem wyborów pokazać, że coś się robi przy budowie nowego ośrodka zdrowia, bo społeczny komitet ma na koncie ponad 6 milionów. Niech ludzie zobaczą, niech uwierzą.

Jakie prognozy przed Ignasinem?

Sekretarz Okoński: – Jest wniosek, żeby Stępniak i Wroński byli rozdzieleni. Ale gdy moja partia zgłasza kandydatów, to grupuje się ich na jednym miejscu mandatowym. Musimy się nad tym głęboko zastanowić. Zresztą wcale nie jest powiedziane, że akurat oni wygrają wybory.

Przewodniczący Kutrzepa: – Dzisiaj mieszkaniec może mówić jedno, a potem, z kartką wyborczą, zrobi coś innego…

Sekretarz Orliński: – W radzie narodowej potrzebni są ludzie krytyczni. Oni ustawiają przed urzędem gminy poprzeczkę. Co tu dużo mówić, poprzednie rady to rady klakierów.

Czy wybory przygotowane są uczciwie?

Sekretarz Okoński: – Wyobraźmy sobie, że ja to nie ja, stoję z boku i przyglądam się naszej komisji. Niczego nie mógł bym zarzucić.

Przewodniczący Kutrzepa: – I nic dziwnego, bo idziemy w dobrym kierunku, realizujemy nasze postulaty. Mamy prawo domniemywać, że ktoś szuka na nas haczyka, żeby dać komuś pretekst. Sądzę, że nie znajdą. W czasie szkoleń przedwyborczych uczulają nas: „Dołóżcie starań,Fajsławice 1984 nie mogą się powtórzyć”.

PROGNOZY

Wszystko ma być sprawiedliwie i bez klucza. W gminie liczącej około 1500 „dymów” jest 173 członków PZPR i 164 należących do ZSL, reszta bezpartyjni. W kolegium wyborczym zarejestrowano 112 kandydatów na radnych. 31 to członkowie PZPR, 41 – ZSL, 40 – bezpartyjni. I tak się mają rozłożyć mandaty w nowo wybranej 40-osobowej GRN w Fajsławicach.

Bezpartyjni liczą po swojemu i suma im się nie zgadza. Pocieszają się: – To dopiero początek.

Autorzy:

GRZEGORZ KULIŃSKI, PIOTR PYTLAKOWSKI

Artykuł opublikowany w 1988 roku, tuż przed wyborami do Gminnej Rady Narodowej w tygodniku Nowa Wieś.

Please follow and like us:
0