Czy Margonin zarabia na wiatrakach?

Farma wiatrowa w Margoninie

Farma wiatrowa w Margoninie

Czy gmina Margonin rzeczywiście zarabia na wiatrakach? Postanowił to sprawdzić jeden z jej mieszkańców. Wystosował do swoich władz pismo z pytaniem o wysokość dochodów z podatku od nieruchomości wpłacanych przez firmy wiatrowe. To właśnie na ten dodatkowy zastrzyk gotówki liczą władze gmin, wpuszczając na swój teren inwestorów wiatrowych. Szybko nie pozna jednak odpowiedzi. Burmistrz Margonina, który od lat propaguje w Polsce tego typu inwestycje, zasłania się tajemnica skarbową.

Na terenie gminy Margonin znajduje się największa w Polsce farma wiatrowa. Wybudowano tam już 60 potężnych siłowni, każda o wysokości 100 m, a w planach są kolejne. Burmistrz Margonina Janusz Piechocki, jest gorącym zwolennikiem energetyki wiatrowej. Zasiada we władzach ogólnopolskiego Stowarzyszenia Gmin Przyjaznych Energii Odnawialnej. Chętnie publicznie zabiera głos w dyskusji o rozwoju energii wiatrowej w Polsce. Często też przywołuje przykład swojej gminy, wskazując na krociowe zyski z tego tytułu: – Przy naszym niewielkim budżecie zastrzyk finansowy dla gminy był znaczny. Z farmy wpływa do budżetu 5,2 mln zł, przy rocznym budżecie na poziomie 25 mln zł – mówił w sierpniu 2014 r. na antenie Polskiego Radia.

Krzysztof Bereta, mieszkaniec Margonina postanowił sprawdzić, czy rzeczywiście inwestycja jest aż tak korzystna. W pisemnym wniosku poprosił o dokumenty i wyliczenia. Interesowała go wysokość wpływu z tytułu podatku od nieruchomości od 2010 r. Niby nic wielkiego, skoro burmistrz publicznie mówił o tych dochodach, a jednak władze Margonina odmówiły mieszkańcowi udostępnienia informacji publicznej, wydając w tym zakresie specjalną decyzje administracyjną. W ich opinii informacje, które dotyczą podatku stanowią tajemnicę skarbową, a takiej ujawniać nie można.

Nie zgadza się z tym Krzysztof Bereta – Skoro burmistrz publicznie mówi o dochodach z podatków od firm wiatrowych, mieszkańcy powinni mieć możliwość sprawdzenia tego, czy jest to rzeczywiście prawda. Kwoty te obrosły już legendą, ale oficjalnie nikt ich nigdy nie podał. Moją gminę często podaje się jako argument, gdy przedstawiciele firm wiatrowych i lokalnych władz próbują przekonać mieszkańców protestujących przeciwko wiatrakom. Najbardziej interesuje mnie, czy wpływy te mają tendencję stałą czy malejącą rok do roku. Jeżeli tak, to o ile w skali roku się kurczą. Siłownie wiatrowe wznosi się najczęściej na 30 lat. Może się okazać, że po kilku lub kilkunastu latach, ze względu na amortyzację budowli, wiatraki będą przynosiły więcej strat niż korzyści – twierdzi Krzysztof Bereta.

Dlatego też mieszkaniec nie składa broni. Wniósł już odwołanie od decyzji burmistrza. – Wiem, że odmowa burmistrza ma solidne oparcie w prawie i sprawę będzie trudno wygrać. Organy odwoławcze i sądy administracyjne niechętnie mierzą się z tajemnicą skarbową. Ale bez informacji, o które wystąpiłem do władz gminy, niemożliwa jest debata o rozwoju energetyki wiatrowej w mojej gminie i naszym kraju. Do czasu poznania faktów, będziemy mieli do czynienia z demagogią, a nie z rzeczową dyskusją – kwituje sprawę Krzysztof Bereta.

SM

Please follow and like us:
0