Demokracja od dołu

– Rozsypało się w proch imperium rzymskie. Upadły państwa Dżyngischana i Tamerlana. Upadł Hitler. Upadną i oni – wykładał ludziom bieg dziejów Józef Wójcik. Ale prawa historii zdawały się nie działać na terenie Fajsławic. Ci, którzy związali swe losy z władzą, patrzyli na Wójcika z góry: partia nie dopuści…

Wszystko jest tu w zasięgu ręki. Po jednej stronie rozciągają się rozległe włości Gminnej Spółdzielni z magazynami, sklepami i zakładami usługowymi oraz szereg schludnych domów funkcjonariuszy administracji i gospodarki, po drugiej wznosi się siedziba Banku Spółdzielczego i piętrowy, przedwojenny jeszcze budynek Gminnej Rady Narodowej. Tu właśnie zbiegają się nici władzy. Tablice przybite ciasno u wejścia informują, że mieści się tutaj — obok GRN — Urząd Gminy, komitet gminny partii, komitet ZSL, zarządy ZSMP, ZMW, ZBOWiD, LZS i kółka rolnicze. Przed budynkiem, wśród czerwonych róż, można podziwiać dużą kamienną płytę z wizerunkiem godła PRL, przypominającą grobowiec, w którym spoczywa biały orzeł.

Ten spokój, ład, ów zwykły stan rzeczy, został ostatnio naruszony. W sanktuarium władzy pojawiły się obce symbole. Naprzeciw budynku gminy zawieszono na płocie transparent z napisem „Solidarność naszym związkiem”, zaś w jednym z pomieszczeń GRN umieszczono na ścianie niewielki krzyż. Wyłom nie dotyczy wyłącznie symboli: od ponad roku przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej w Fajsławicach jest Henryk Janusz Stępniak, działacz, Solidarności” Rolników Indywidualnych, wybrany w ostatnich wyborach senatorem Ziemi Lubelskiej.

Siódmego grudnia 1981 roku Henryk Stępniak, inżynier rolnik, właściciel gospodarstwa we wsi Ignasin, został wybrany przewodniczącym „Solidarności” RI w Fajsławicach. Stan wojenny nie przerwał działalności Związku. Miejscowi działacze postanowili wypełniać w miarę możliwości podjęte wcześniej uchwały tak, jakby nic się nie wydarzyło. Najwięcej miejsca zajmowała w nich praca samokształceniowa. Pierwsze zebrania odbywały się już owej pierwszej, mroźnej zimy. Z czasem do Fajsławic zaczęli przyjeżdżać wykładowcy z pobliskiego Lublina. Podjęło działalność duszpasterstwo rolników. We wsiach gminy krążyły ulotki i niezależna literatura, zaś w 1986 roku rolnicy wydrukowali pierwszy numer własnego pisma.

Z biegiem lat nurt niezależnego życia wzbierał w Fajsławicach coraz wyżej. Aż w końcu — wyrwał się na powierzchnię. W czasie wyborów w 1984 roku działacz Związku Józef Wroński, który znalazł się w składzie komisji wyborczej w swojej wsi, zarzucił władzom sfałszowanie wyników głosowania i złożył oficjalny protest. Mimo wściekłego przeciwdziałania ze strony gminy i szykan, sprawę doprowadzono do końca, protest został uwzględniony. Ta pierwsza próba zachęciła działaczy „Solidarności” do podjęcia następnej: wiosną ubiegłego roku w wyborach do rad narodowych niezależne Fajsławice wystawiły kandydaturę Henryka Stępniaka. Sprawę udziału w owych pseudowyborach potraktowano głównie w kategoriach eksperymentu. Chodziło o sprawdzenie, czy zwarta i zorganizowana w niezależnych strukturach społeczność lokalna jest w stanie wykorzystać istniejące warunki dla przeprowadzenia swojego kandydata.

Janusz Henryk Stępniak z córką Alksandrą

Tak oto Henryk Stępniak został radnym, a następnie przewodniczącym GRN – pierwszą osobą w gminie, zarówno według prawa, jak i w oczach mieszkańców – w ostatnich wyborach, jako kandydat na senatora, uzyskał w Fajsławicach ponad 98 procent głosów. Jego pozycji nikt nie jest w stanie zakwestionować, nie ma nawet takich prób. Nie oznacza to jednak rzecz jasna, że władza przeszła w jego ręce.

Od kilkunastu miesięcy Henryk Stępniak stara się, wraz z częścią rady, przeniknąć tajemnicę władzy gminnej i uzyskać wpływ na bieg spraw w Fajsławicach. Z determinacją brnie przez dokumenty, żąda wyjaśnień od urzędu gminy i innych instytucji. Jednakże istota rzeczy cięgle mu się wymyka – jest obcy. Wie coraz więcej, ale tym jaśniej widzi, jak w złym śnie, że ma spętane ręce. Jedynym właściwie konkretnym aktem sprawowania władzy za kadencji nowej rady było uchwalenie, w granicach określonych przepisami, podatków od psów. Uchwalono ponadto, po długich wahaniach, opracowany w starym stylu, plan rozwoju społeczno-gospodarczego gminy, pełen ogólników dotyczących przewidywanych plonów i pogłowia bydła oraz plan działania samej rady. W tym ostatnim dokumencie czytamy między innymi: zdajemy sobie sprawą, że GRN obecnej kadencji nie zdoła przezwyciężyć wszystkich trudności (…) Naszym najważniejszym zadaniem jest założenie podwalin pod demokratyczną, samorządną i w dużym stopniu samowystarczalną społeczność naszej gminy.

– Domyślaliśmy się, jak to działa. Teraz już wiemy — mówi senator Stępniak.

Rada narodowa panuje, ale nie rządzi. Ludzie mówią krótko: rządzi partia. Obraz owych rządów jest dosyć złożony. Przede wszystkim gmina, w jej obecnym kształcie, nie jest samodzielnym organizmem, lecz komórką totalitarnego aparatu państwowego. Granice swobody funkcjonariuszy gminnych są ciasno zakreślone przepisami, regulującymi szczegółowo wszystkie dziedziny życia oraz decyzjami i wytycznymi władz wyższych. Szczególnie istotne, decydujące, są przepisy dotyczące gospodarki finansowej. Gminy nie mają własnego majątku, większość dochodów — na które składają się głównie podatki — odprowadzają do Skarbu Państwa, otrzymując w zamian dotacje przeznaczone na ściśle określone cele. Właśnie istnienie owych finansowych „rękawków” sprawia, że władza rad narodowych jest iluzoryczna. W Fajsławicach, przy budżecie zamykającym się sumą 198 milionów zł, samorząd może swobodnie dysponować jedynie kwotą około 19 milionów zł, na którą składa się fundusz gminny i fundusze przeznaczone dla poszczególnych wsi.

Władzę administracyjną w gminie sprawuje naczelnik. Dla mieszkańców wsi najważniejsze jego uprawnienia, to decydowanie o obrocie ziemię z zasobów państwowych, wydawanie decyzji budowlanych, prowadzenie ewidencji działalności gospodarczej i rozdział niektórych deficytowych maszyn rolniczych. Naczelnik zajmuje się ponadto dziesiątkami innych spraw, w tym także zwalczaniem stonki ziemniaczanej i dzikich rozpłodników. Obok naczelnika działa władza gospodarcza, prezesi i dyrektorzy OS, Banku, Spółdzielni Usług Rolniczych. Instytucje te, w których decydują się najbardziej żywotne sprawy rolników, podlegają przepisom i postanowieniom swych pseudospółdzielczych central i związków wojewódzkich. Szarą, czy też raczej czerwoną eminencją gminy jest oczywiście sekretarz partii. Dla władz gminy, na wszystkich płaszczyznach, carem i bogiem są władze i instancje wojewódzkie. Gmina jest miejscem, w którym krzyżują się różne kompetencje i sprzeczne często interesy. Władza gminna, to pokraczna, skomplikowana budowla, której spoiwo stanowi nomenklatura.

Rządzenie w gminie polega głównie na „uzgadnianiu”. Uzgadnianie to może się odbywać w miarę sprawnie jedynie wśród swoich, w rodzinnej atmosferze. Za zamkniętymi drzwiami, w ciszy gabinetów, lub w gwarze biesiadnego stołu zapadają decyzje dotyczące wszystkich mieszkańców gminy. Nomenklatura zajmuje się nie tylko sprawami publicznymi, ale także — może przede wszystkim stara się o dobrobyt swój, swych krewnych znajomych, dzieli przywileje i deficytowe dobra. Dlatego jej postępki i działania zwane na wsi „zakulisami”, budzą nie tylko niechęć, budzą nienawiść.

Trzeba tu odnotować, że władza w Fajsławicach nie starała się zbytnio o zniszczenie opozycji, nawet pod osłoną stanu wojennego. Może brakło jej do tego odwagi, może przekonania. Mówiono w gminie, że i nomenklatura czyta po kryjomu niezależne pisma.

– Ludzie myślą, że jestem czerwony mówi teraz jeden z jej członków — ale to nieprawda.

Niemniej jednak mieszkańcy Fajsławic w przedwyborczej audycji telewizyjnej mówili do kamery: „Dosyć nas już mordowali”.

Ze spotkania z generałem Jaruzelskim w Obywatelskim Klubie Parlamentarnym senator Stępniak zapamiętał jedno — słowa o „doskonaleniu” samorządów lokalnych. Samorząd albo jest, albo go nie ma wyjaśnia — jak dotąd samorządu nie było.

Zdaniem Henryka Stępniaka, samorząd lokalny wymaga reformy od podstaw. Nowa ustawa powinna zagwarantować wolne wybory władz gminnych… i podporządkowanie administracji samorządowi oraz zapewnić gminom samodzielność finansową i doprowadzić do likwidacji przepisów umożliwiających ingerencję władz wojewódzkich w sprawy lokalne. Warunkiem działania samorządu jest także usamodzielnienie się istniejących na wsi instytucji gospodarczych, tak by zaczęły one służyć wsi, a nie interesom aparatu państwowego. Drogą do tego jest między innymi odrodzenie się spółdzielczości. Efektem powstania prawdziwego samorządu na szczeblu gmin byłoby oczywiście zerwanie obezwładniających więzów łączących gminę z województwem oraz likwidacja systemu nomenklatury sprawującej władzę lokalną.

Autor: Grzegorz Łyś

Artykuł ukazał się w Tygodniku Rolników Solidarność (nr 2) w dni 10 września 1989 r.

Please follow and like us:
0