Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część II

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część I

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina (Część II)

Autor: Janusz Szwajewski

Okoliczności powstania folwarku

Tak, więc folwark Dziecinin został założony w latach 1840/41. Fragment tekstu mówiącego o tym wydarzeniu pokazany jest na rys. nr 4. Są to czasy zaborów, powoli nasila się rusyfikacja.

Rys. 5 Fragment strony tytułowej Księgi Hipotecznej majątku Suchodoły

Rys. 5 Fragment strony tytułowej Księgi Hipotecznej majątku Suchodoły, o następującej treści: „Dobra Ziemskie Suchodoły z przyległościami i przynależnościami w Powiecie Krasnostawskiem berni (guberni) Lubelskiej położene, na gruncie, których w latach 1840 i 1841 nowy Folwark Dziecinin zwany wystawionym został”

Stąd wprowadzona korekta w napisie – wykreślone słowo „województwie” i wpisane na jego miejsce „gubernii”. Po powstaniu styczniowym wszystkie zapisy prowadzone będą już tylko w języku rosyjskim. Po 1905 r., w wyniku odwilży związanej z wojną japońską, znów pojawi się pismo polskie.

Jak było wspomniane w rozdziale 4, folwark założony był w czasach, gdy majątek należał do Antoniego Wierzbickiego. Postanowił on, tak jak sąsiedzi, rozwinąć hodowlę owiec. Chociaż w tym okresie panowała jeszcze pańszczyzna, ale w tym przypadku Wierzbicki musiał bazować na pracy najemnej, trzeba było stałej obsady do obsługi zwierząt. Nie mogli tego robić chłopi pańszczyźniani, pracujący tylko kilka dni w tygodniu, a na dodatek mający z Suchodół do folwarku stosunkowo daleko. Pomimo dodatkowych kosztów związanych z obsługą folwarku, kalkulacja finansowa oraz długoletnie perspektywy na zbyt wełny musiały być na tyle atrakcyjne, że właściciel podjął się tego wyzwania. Można się domyślać, że decyzja nie zapadła z dnia na dzień, a także, że na przekór informacji z karty tytułowej, prace przy budowie mogły się zacząć wcześniej niż w 1840 r. Już w 1838 r. pojawiają się zapisy o dokonanych dużych pożyczkach. Z Ziemskiego Towarzystwa Kredytowego pożyczył 15 sierpnia tegoż roku 28600 zł, a ponadto odnowił dopiero co spłacony kredyt o wartości 30300 zł. Zapewne koszty budowy tak dużej ilości obiektów, jak też zakup stada owiec, przekroczyły jego wstępne kalkulacje, bo następnego – 1840 r. Tekla Wybranowska pożycza mu 30000zł (oddane zostaną w 1845 r. przy nabyciu majątku przez Teofila Gerlicza).

Interesująca jest też nazwa folwarku. O żadnych dzieciach Wierzbickiego, wśród spadkobierców, po jego śmierci nie ma mowy. Mogę tylko przypuszczać, ale nazwę folwarku jaką mu nadano kojarzyłbym raczej z wydarzeniem jakie miało miejsce 2 czerwca 1841 r. Wówczas to rejentalnie, Brunon Byczewski realizując uchwałę Rady Rodziny, przekazał Antoniemu Wierzbickiemu kwotę 29568 zł 10 gr. Pieniądze te były własnością – spadkiem, nieletnich Mieczysława i Augusta, sierot po zmarłej Zofii z Błazowskich Zarębskiej, którymi opiekowali się krewni, tworzący ww. Radę Rodziny. To, że postanowiono przekazać sumę akurat Wierzbickiemu też nie powinno budzić w nas zdziwienia. Jego żona –Teresa Wierzbicka była z domu Błazowska – a więc siostrą nieboszczki Zarębskiej.

Wpis w Księdze mówi, że przekazana kwota zostaje zabezpieczona majątkiem właściciela dóbr suchodolskich przez wpis hipoteczny. Może dlatego pojawił się w nazwie „Dziecinin”?

 Zabudowania i profile produkcji

W stosunkowo krótkim czasie powstaje cały folwark, który według opisu składał się z:

„-1) mieszkalnego, kamiennego, parterowego domu dla służby, krytego gontem dł. 67 i ½ , szer. 36 i ¾ wys. 11, w nim 4 pokoje (wymiary podane w stopach, co odpowiada w metrach: 20,4 x 11,2 x 3,35)

2) mieszkalnego kamiennego, parterowego domu dla służby krytego gontem dł. 88 ¼, szer. 37 ½, wysokość 17 ¾, a w nim 6 pokoi (wymiary budynku w metrach: 26,9 x 11,4 x 5,4).

3) drewniana stodoła w kamienne filary, z kamiennymi szczytowymi ścianami, kryta słomą dł. 197, szer. 40 ½ wysoki 13 ¾ stóp (w metrach: 60 x 12,34 x 4,2)

4) drewniana ujeżdżalnia kryta słomą dobudowana do wyżej opisanej stodoły dł. 41, szer. 41, wys. 8 stóp (w metrach: 12,5 x 12,5 x 2,4)

5) kamienna owczarnia kryta blachą cynkową dł. 197, szer. 39 ½, wys. 19 stóp (w metrach: 60  x 12 x 5,8)

6) drewniany magazyn na sprzęt, kryty gontem dł. 68, szer. 28, wys. 11 stóp (w metrach: 20,7 x 8,5 x 3,4)”. Jak widać na rys. 5 przez folwark przebiegały dwie drogi: jedna równoległa prawie do przekątnej na mapie, (droga Fajsławice – Łopiennik Lacki) wysadzana jesionami i druga, prostopadła do pierwszej, biegnąca z folwarku do szosy  Lublin – Zamość wysadzana lipami.

Rys. 6 Fragment mapy wydanej w 1914 r. przedstawiający folwark Dziecinin

Rys. 6 Fragment mapy wydanej w 1914 r. przedstawiający folwark Dziecinin

Do tego dochodził loch (najlepiej do dziś zachowany), oraz studnia – abisynka z miedzianymi rurami, zlokalizowana przy drodze do szosy, w nizie. Dwa budynki mieszkalne dla służby zlokalizowane były po prawej stronie drogi z szosy do folwarku, jeden za drugim. Stodoła z maneżem stała bezpośrednio przy drodze do Fajsławic, owczarnia – równolegle do stodoły, a magazyn na sprzęt na styk między owczarnią, a stodołą. Całość była ogrodzona drewnianym płotem. Kamień na budowę wszystkich obiektów łamano w kamieniołomie, który z czasem zarósł i dzisiaj określany jest jako „krzaki” (widoczne na mapie przy drodze z folwarku do Łopiennika – dziś już nie stykają się z drogą ). W kamieniołomie wybudowany był piec do wypalania wapna. Budynki mieszkalne składały się z pomieszczeń o powierzchni wewnętrznej zróżnicowanej, ale orientacyjnie rzędu 30 do 40 m kw. Czy było to dużo, czy mało? Dla porównania w 3-ech budynkach folwarcznych majątku w Fajsławicach z okresu II wojny światowej (a więc o 100 lat młodszych), mieszkało łącznie 20-stu pracowników z rodzinami (w jednym budynku dodatkowo znajdował się posterunek policji i poczta). Z wszystkich mieszkań tylko dwa miały powierzchnię 43 m2, reszta po mniej niż 38 m2. A więc całkiem nieźle. Z drugiej strony pamiętajmy, że typowa rodzina w tamtym okresie to było przeciętnie 5 – 10 osób. Więc nijak ma się to do dzisiejszych standardów.

Intrygująca jest też wysokość domu 6-cio izbowego. Podane wysokości dotyczą bocznych ścian. Chociaż w opisie użyto określenia „parterowy”, wydaje mi się, że wysokość 5,4 metra swobodnie pozwalała na wykonanie górnej kondygnacji – poddasza użytkowego (poza strychem w szczycie dachu). Nie było by to coś niezwykłego. W przytoczonych czworakach z Fajsławic jeden z budynków też miał takie rozwiązanie. W czworaku mniejszym było dwoje drzwi zewnętrznych, każde z nich prowadziło do sieni, z której można było się dostać do komory oraz dwóch oddzielnych mieszkań: z jedną oraz dwoma izbami. Każda z izb posiadała kuchnię i piec chlebowy, na podłodze była polepa. Pod większym budynkiem mieszkalnym znajdowały się co najmniej 3 piwnice.

Rys. 7 Rekonstrukcja owczarni z dobudowaną przybudówką

Rys. 7 Rekonstrukcja owczarni z dobudowaną przybudówką

Budynek owczarni należał do największych i najnowocześniejszych w całym majątku. Cały wymurowany i otynkowany. Zadbano o wykończenie artystyczne – wyprofilowane w kamieniu gzymsy, oraz masywne przypory w rogach. Pokryty był blachą cynową (jedyny w całym majątku), składał się z dwóch kondygnacji. Dolnej, przeznaczonej dla zwierząt, posiadającej dwa rzędy dużych okien oraz niewielkich wywietrzników umieszczonych nad oknami. Do części tej prowadziły dwie duże bramy w ścianach szczytowych. Część górna owczarni pełniła rolę magazynu na pasze objętościowe i posiadała dwa rzędy świetlików umieszczonych nad oknami dolnej kondygnacji. Paszę zrzucano na dół przez otwory w podłodze.

Rys. 8 Fragment muru owczarni

Rys. 8 Fragment muru owczarni. Widoczne w dolnej części okno – później częściowo zamurowane, nad oknem wywietrznik, wyżej gzyms, a nad nim świetlik.

Według ustnych przekazów, na górną część można było wjechać wozem po specjalnych podestach przy ścianach szczytowych. Biorąc pod uwagę ogólną liczbę owiec w majątku (ok. 1300 szt.), to, że w całym majątku były trzy owczarnie oraz fakt, że ta była z pośród nich największa, można powiedzieć, że przetrzymywano w niej ok. 500 owiec. Odpowiadałoby to w przybliżeniu normom dla dzisiejszych owczarni. Prawdopodobnie  jakiś niewielki fragment budynku przeznaczony był na przetrzymywanie kilku koni i krów, bez których nie mogło się obyć w folwarku. W późniejszym, krótkim okresie, tj. między czasem opisu  (ok. 1896 r.) a sprzedażą  folwarku (ok. 1907 r.) nastąpiły zmiany w zagospodarowaniu części obiektów.  Musiało się to wiązać z brakiem rentowności hodowli owiec (inna wersja mówi o epidemii w pogłowiu). Do budynku owczarni dobudowano kamienną przybudówkę (patrz rys 6. Rekonstrukcja owczarni), w której została umieszczona duża, napędzana kieratem sieczkarnia, a miejsce owiec zajęło bydło opasowe. Także większy budynek mieszkalny zmienił przeznaczenie. Prawdopodobnie stał się stajnią/oborą.

Większa ilość zwierząt (koni i krów) wynikała z konieczności posiadania siły pociągowej przy zwiększonym areale uprawianej ziemi oraz z tego, że służba miał prawo trzymać swoje krowy (ordynacja za pracę obejmowała też paszę dla nich).

Współczesne prace ziemne wykonywane w miejscu gdzie pierwotnie stał duży budynek mieszkalny wskazują wyraźnie, że na głębokość do ok. 1 m ziemia jest tam nawieziona – zasypano zagłębienie po oborniku. Zlikwidowanie jednego budynku mieszkalnego wskazuje też na to, że w tym okresie musiała się znacznie zmniejszyć ilość osób mieszkających na stałe w folwarku. Jak widać na rys .4 mapa  z 1914 r. przedstawia folwark, którego wygląd pokrywa się ze starszym opisem w Księdze Hipotecznej.

W rzeczywistości w 1914 roku folwark już tak nie wyglądał. Nie było już wówczas stodoły (tym bardziej wymienionego w opisie maneżu, którego już na mapie nie ma), ani magazynu na sprzęt. Prawdopodobnie stodoła została dużo wcześniej rozebrana (przed 1905 r.), a magazyn w nieco późniejszym okresie.

Zmiana profilu produkcji wiązała się też ze wzrostem powierzchni ziemi którą poprzednio przeznaczano na pastwiska, a w późniejszym okresie na produkcję roślinną. Między innymi zaczęto uprawiać buraki cukrowe. Liście z nich gromadzono na kiszonkę w rogu między stodołą, a budynkiem sześcioizbowym.

Rys. 9 Fragment muru z oknem

Rys. 9 Fragment muru z oknem (zabite deskami) owczarni oraz dobudowanej „na styk” z krawędzią okna ściany przybudówki na kierat.

Należałoby wspomnieć także o cegielni. Nie natrafiłem na informacje pisemne o niej. Funkcjonowała na terenie folwarku, zlokalizowana była po przeciwnej stronie cmentarza wojennego niż stacja benzynowa. Były tam wiaty do podsuszania surowych cegieł, piec do wypalania, budynek gospodarczy. Glinę pobierano z okolicznych pól. Dowożono ją do cegielni wózkami przepychanymi po torowiskach ułożonych bezpośrednio na ziemi. Cała powierzchnia cegielni była pokryta gruzem ceglanym. Cegły były produkowane na własne potrzeby, a także na sprzedaż. Być może znaczna ich część posłużyła do budowy cukrowni w Trawnikach. Nie wiem z jakiego powodu, ale gdy zaczęto wyprzedaż folwarku, cegielnia była już w stanie ruiny.

Jak żyli wtedy ludzie

Niewiele przetrwało informacji o tym kto mieszkał oraz jak żyli pracownicy folwarku w czasach jego funkcjonowania. Jakiekolwiek dane ukryte są w informacjach o całym majątku Suchodoły. Dotyczy to także ksiąg metrykalnych, w których narodziny, zgony czy śluby nie wyróżniają mieszkańców poszczególnych części majątku z których pochodzili.

Odgórna kontrola nad funkcjonowaniem gospodarstwa należała do właściciela. Bieżące zarządzanie natomiast prowadził zamieszkały na stałe w folwarku rządca. Ostatnim z nich był Józef Pawelec. Inny pracownik znany z nazwiska to Wojciech Burak, który wraz z żoną Zofią sprowadził się z Tarzymiechów zapewne niedługo przed rozwiązaniem folwarku. Te rodziny, jak i pozostałe mieszkały w czworakach. Można szacować, że w różnych okresach czasu mieszkało razem z dziećmi od ok. 75 (10 izb) do ok. 30 (4 izby) osób. Trudno cokolwiek powiedzieć o warunkach życia w samym folwarku. Porównywanie ich z życiem przeciętnego chłopa też nie do końca jest właściwe. Między „dworskimi”, a samodzielnymi chłopami była obopólna niechęć. Pierwsi uważali, że mają ciężko, ich wynagrodzenia są niewspółmierne do wysiłku, że chłopi mają dużo lepiej. Gospodarze widzieli pracowników dworskich jako obiboków i złodziei, którzy – biorąc pod uwagę warunki ich życia, mają całkiem znośny byt.

Wiadomo, że na wsi były to ciężkie czasy, panowała wielka bieda. Domy (jeśli ktoś je miał) były na ogół jednoizbowe, dzieci spało po 3-4 w poprzek w jednym łóżku. Mężczyźni latem szli spać do stodoły, a zimą – jeśli było ciasno w domu – do obory, na specjalny kojec. Brakowało na porządne jedzenie, nie mówiąc o odzieży czy obuwiu. Posiłki bazowały na produktach zbożowych i mlecznych, przez długi jeszcze czas używano też pasternaku w miejsce późniejszych ziemniaków. Na przednówku, ale też w okresach słabych plonów czy w biedniejszych domach, dodatkowo ratowano się wspomagając posiłki dziko rosnącymi roślinami jadalnymi. Najczęściej były to lebioda, szczaw, pokrzywa, mlecz czy kłącza perzu, ale w sumie naukowcy doliczyli się ok. 160 gatunków dziko rosnących roślin, które spożywano ponad 200 lat temu. Dodawano je do bryj i polewek (odpowiednio: rzadsze i gęściejsze zupy) oraz jako dodatek do mąki. Jeśli była w pobliżu rzeka, łowiono raki i ryby – nie było żyłki, jej funkcję pełnił sznurek, do którego na końcu przywiązane było końskie włosie z haczykiem.

Dzieci musiały pracować od najmłodszych lat – w miarę sił – poczynając od pasienia gęsi, poprzez oprowadzanie koni przy obsypywaniu ziemniaków (od chwili gdy dało się dosięgnąć końskich łbów), kolejno przez wszystkie prace w gospodarstwie. Tam gdzie brakowało na chleb często oddawano dzieciaki na służbę do zamożniejszych. Nieliczne, wolne chwile przeznaczane były na zabawę w naśladowanie dorosłych. Chłopcy najczęściej bawili się w ułanów (słomiany łeb konia na patyku, lanca z leszczyny i kartoflane pociski „wystrzeliwane” z kija, na który były nadziane). Dziewczynki często łączyły zabawę z nauką. Wrzeciono zrobione z kija i kartofla pozwalało na wchodzenie w tajniki przędzenia nici – najpierw konopnych, by w przyszłości, w miarę nabierania wprawy móc snuć je z wełny. Wszyscy chodzili boso. Zimę dzieciaki przesiadywały głównie w domu, całymi dniami drąc pierze na pierzyny.

Dorośli zimową porę wykorzystywali na wyplatanie koszy, robienie słomianych pojemników na ziarno, czy – jeśli ktoś się na tym znał – wykonywanie drewnianych sprzętów domowych i narzędzi rolniczych.

Odzież była robiona z płótna tkanego samodzielnie, czasem korzystano z usług specjalizującego się w tym wiejskiego tkacza. Butów była 1-2 pary na rodzinę. Dla tych, którzy pracowali zimą przy wyrębie lasu marzeniem było posiadanie tzw. „tyszowiaków” – skórzanego obuwia o wysokich, za kolana cholewach. Były robione na dużo większe rozmiary tak, aby można było całą nogę od palców, aż za kolano owinąć warkoczem ze słomy. Po wsunięciu buta na tak przygotowaną nogę było ciepło i wygodnie. Ze względu na wielkość nie robiono prawych i lewych butów, a cholewa miała za zadanie zabezpieczać kolano przed przemarznięciem przy klękaniu. Przed przemakaniem zabezpieczano obuwie dziegciem (pozyskiwany z kory brzozowej). Zimą do pracy na mrozie odziewano się w kożuchy. Latem odświętnym okryciem była sukmana.

Poważnym problemem było utrzymanie higieny. Środkiem piorącym, jaki stosowano był ług uzyskiwany przez wypłukiwanie go wodą z popiołu drzewnego.

Zapewne organizowano czasami – jak we wszystkich wsiach – „muzykę”. Kilku kawalerów za parę groszy wynajmowało muzykantów – najczęściej skrzypce i bębenek. Na dworze albo w jakiejś większej izbie dochodziło do tańców, na które zapraszane były (za zgodą rodziców i obietnicą odprowadzenia na czas do domu) dziewczyny. Często przychodzili na takie zabawy także młodzi z innych wsi – żeby popatrzeć, a jeśli organizatorzy wyrazili zgodę – to i zabawić się. Była to dobra okazja, aby móc przyjrzeć się bliżej potencjalnej kandydatce na żonę. Trzeba zaznaczyć, że może nawet częściej niż w ten sposób, do kojarzenia par dochodziło przez dogadanie się rodziców lub przez swatkę. Jeśli wszystko wstępnie dobrze poszło, kawaler kupował butelkę wódki i ze świadkiem udawał się do domu dziewczyny, aby uzyskać także jej zgodę na pomysł swatających. Jeśli dziewczyna po postawieniu butelki na stole podała kieliszek – oznaczało to, że nie jest przeciwna. Taką wyprawę organizowano zwykle w czwartek, a w sobotę dawano na zapowiedzi. Mówiono, że „poszli do pacierza” – ksiądz pytał ich z katechizmu i wyznaczał datę ślubu. Młody kupował pannie suknię (albo materiał), ona jemu koszulę i krawat, albo kokardę. Wesela odbywały się w domach, często na „zmianę” – część gości siadała za stoły, posilała się prostymi potrawami (najczęściej kapusta z mięsem, kołacz – ciasto drożdżowe), podczas gdy gospodarz przechodził z butelką i kieliszkiem wzdłuż stołu i przepijał kolejno do każdego. Druga część gości czekała na swoją kolej na dworze, zabawiając się przy muzyce.

Szkół praktycznie dla wiejskich dzieci nie było. Najbliższa dwuzmianowa znajdowała się w Siedliskach. Zajęcia prowadzone w języku rosyjskim. Cieszyła się złą opinią. Edukacja sprowadzała się zatem do zapoznania przez dziadków lub rodzica z umiejętnością czytania lub pisania. Nauka odbywała się dorywczo, gdy był czas – najczęściej zimą, przy świetle z kuchni czy łuczywa, rzadziej lampy naftowej. Bywało też, że nauką zajmował się wędrowny „nauczyciel”, który zaznajamiał z tajnikami pisania i czytania grupkę dzieci. Zajęcia odbywały się codziennie w innym domu tak, aby wszyscy byli równo obciążeni za nauczanie dając wikt i spanie. Skutki takiego stanu rzeczy spotykamy w księgach metrykalnych, gdzie niemal wszystkie wpisy kończą się zwrotem „stawiający się niepiśmienni”.

Pewną „szansą” na poznanie świata i zdobycie nowych umiejętności był pobyt w wojsku trwający w zależności od okresu 17 do 20 lat.

Pory roku były bardziej wyraziste: zimy mroźne i śnieżne, lata upalne. Bywały też anomalie pogodowe. Jednego roku, kiedy kwitło żyto, spadł śnieg. Chłopi wiązali lejce i trzymając je za końce szli miedzami zgarniając go ze zboża. Kto zgarnął, to zboże nie obrodziło, kto nie ruszał – miał dobry plon.

Proste narzędzia rolnicze, jakimi dysponowali chłopi, w dużym stopniu wykonywane były samodzielnie np. konstrukcja drewniana bron lub pługa, zaś elementy robocze (zęby, lemiesz itp.) dorabiał kowal. Sprzęt taki nie pozwalał na dobrą uprawę ziemi. Grunty przez to były zaperzone.

Stosunki sąsiedzkie bywały różne. Na wiele spraw główny wpływ miała wielkość ziemi jaką kto posiadał. Walka o nią była przyczyną zatargów z sąsiadami, jak też nie raz między członkami rodziny. Te spory często kończyły się kłótniami czy bijatykami, rzadziej zaś (pewnie ze względu na koszty) sprawami sądowymi. Te problemy dnia codziennego dotyczyły zapewne także folwarku Dziecinin. Łagodziło je to, że pracownicy nie musieli walczyć o ziemię, a w przypadku głodu, czy jakiś problemów mogli liczyć na wsparcie z dworu. Zapewne mieli też możliwość – tak jak wówczas w innych majątkach – utrzymywać swój własny inwentarz. W Fajsławicach były murowane chlewiki, tutaj dokumenty nic o nich nie mówią – może były to jakieś drewniane przybudówki.

Parafia Fajsławice w tamtym okresie – wg księdza Bonieckiego była biedna i proboszczowie często się zmienili. On był pierwszym, który wytrwał tu około 43 lata – aż do śmierci. Przyczyną złej sytuacji było to, że chociaż parafia powstała dosyć dawno (1754 r.), wielu właścicieli okolicznych majątków niechętnie to widziało. W konsekwencji z terenu całej parafii jedynie Fajsławice oddawały dziesięcinę (dziesiąta część zbiorów) na utrzymanie świątyni i proboszcza. Pozostałe majątki (Oleśniki, Suchodoły, Siedliska) odprowadzały dziesięcinę nadal (pomimo zmiany przynależności) do parafii w Biskupicach – co było źródłem sporów i procesów.

O postawie religijnej w tamtym okresie możemy się dowiedzieć z Wykazu obowiązków i moralności mieszkańców diecezji lubelskiej z lat 1835-1858. Na te wszystkie lata i wszystkie parafie wpisy w przytłaczającej większości brzmią „lud dosyć moralny, obowiązki religijne spełnia”. Bardzo rzadkie inne uwagi, to poczynając od niewinnie brzmiących (w porównaniu do dni dzisiejszych) „dwie osoby nie były u spowiedzi wielkanocnych”, czy dotyczące folwarków „niedziele i święta bywają gwałcone przez roboty publiczne z powodu przeciążenia prze dwór” (głównie okres żniw). Najpoważniejsze problemy miały miejsce w Piaskach, gdzie „znajduje się kilka osób na wiarę żyjących” oraz w Siennicy Różanej, w której „różnica między urodzeniami (ilością), a chrztami jest, że jedno dziecię przez matkę przed chrztem zbrodniczo było zamordowane”. Dla parafii Fajsławice wykaz podaje, że „parafianie posty zachowują i inne obowiązki religijne wypełniają”.

         1835 r.         1855 r.       1858 r.
mężczyzn kobiet mężczyzn kobiet mężczyzn kobiet
łącznie mieszkańców 1406 1503 1400 1439 1462 1589
nowonarodzonych 70 75 45 38 61 67
zmarłych 46 54 89 83 34 43
u spowiedzi było 900 1009 1002 1036 893 957

Rys. 8 Zestawienie danych z wykazu diecezjalnego dla parafii Fajsławice

Jak widać, na przykładzie trzech roczników, w przeciągu 23 lat występowały niewielkie wahania liczby parafian i ich zaangażowania religijnego, ale można przyjąć, że wszystko utrzymywało się na zbliżonym poziomie. Pamiętajmy przy tym, że ówczesna parafia była dużo większa, niż obecna.

Trochę odmiennie prezentują się też zagadnienia jeśli chodzi o okoliczne majątki. Oprócz tego, że czasami wymuszały na pracownikach prace polowe w dni świąteczne, to jeszcze „od takowych (obowiązków religijnych) się uwalniają”. Przy czym nie dotyczyło to rodzin samych właścicieli, a osób pełniących funkcje zarządzających.

W przypadku właścicieli dochodził jeszcze jeden problem związany z ich honorem. Dobrze to ilustruje zdarzenie, które miało miejsce w Lublinie w Ziemskim Towarzystwie Kredytowym w grudniu 1897 r. Doszło tam do spotkania dwóch znajomych: Marcelego Rawicz – Skawińskiego, dziedzica  dóbr Krobonosz (koło Gorzkowa) oraz Józefa Lomańskiego – właściciela majątku w parafii Piaseckiej. W trakcie rozmowy pan Skawiński pozwolił sobie na grubiaństwo, które pan Lomański skwitował policzkując go. Pan Marceli zażądał satysfakcji – pojedynku na pistolety (było to prawnie zakazane zarówno przez kościół jak i władze cywilne). Lomański chciał najpierw załatwić tę sprawę sądownie, ale świadkowie zajścia nalegali, grożąc – w przypadku odmowy – że będzie bojkotowany przez całą sferę ziemiańską. Doszło do pojedynku w wyniku którego pan Marceli został ciężko ranny i 18 grudnia 1897 r. zmarł.

Władze rosyjskie aresztowały Lemańskiego, a jednocześnie wystosowały list do biskupa diecezji z żądaniem, aby w stosunku do obydwu zastosowana była kara ekskomuniki. Kuria odpisała władzom rosyjskim (18 stycznia 1898 r.), że Marceli Skawiński został pochowany bez żadnych kościelnych ceremonii i księdza, oraz z odmową odbycia za pochowanego mszy. Do kurii wpłynął także list proboszcza z Piask, który wstawiał się za Lemańskim do biskupa, tłumacząc, że pan Józef nie chciał tego pojedynku, teraz czeka go ciężki wyrok cywilny, więc prosi o darowanie mu ekskomuniki, która by go do reszty załamała. Wpłynęły do Kurii także inne listy w tej sprawie – między innymi proboszcza z Fajsławic – Emanuela Krzywickiego,  który stawia się za Józefem Florkowskim, właścicielem dóbr Fajsławice, który w w/w pojedynku brał udział jako członek sądu honorowego i jakoby nie wiedział, że tym samym sprowadza na siebie ekskomunikę. Całej sprawie smaczku dodaje załączona do dokumentacji klepsydra, o następującej treści „…portacja (wyprowadzenie) zwłok do kościoła w Gorzkowie Marcelego Rawicz Skawińskiego – dziedzica dóbr Krobonosz, który 18 grudnia zakończył życie w Gorzkowie. Nabożeństwo żałobne odbędzie się w dniu następnym, a następnie pogrzeb”.

Jak widać, władze dostały odpowiedź taką jaką oczekiwały otrzymać, a było… jak było …

Wiązało się to zapewne z rangą jaką wówczas społeczeństwo przywiązywało do dbania o swój honor. Dużo później, w okresie międzywojennym głośna była sprawa oficera, który zastrzelił zaczepiającego go w chamski sposób podpitego cywila. Była sprawa i wyrok – pobyt w zakładzie karnym przez 3 miesiące. Społeczeństwo było oburzone, twierdzono, że to niesprawiedliwe – dostał za dużo, bronił przecież swego honoru.

Warto by jeszcze wspomnieć o sytuacji w okresie bezpośrednio poprzedzającym wyprzedaż folwarku. Otóż w parafii Fajsławice na przełomie 1904/1905 r. było zarejestrowanych 6756 katolików, 12 protestantów – kalwinów („spadek” po Suchodolskich) oraz 230 Żydów, mahometan i Cyganów (razem).

W parafii co roku od Paschy poczynając, po 3 razy w tygodniu odbywały się przygotowanie dzieci do pierwszej spowiedzi i komunii. W tym okresie przygotowywało się 266 dzieci, z czego dopuszczonych ostatecznie zostało 214. Jak widać bardzo dużą ilość uznano za nieprzygotowane. Taka sytuacja nie była wyjątkiem. W Częstoborowicy z 363, dopuszczono 126, a w Łopienniku z 281, dopuszczono do komunii 187-ro dzieci. Nie wiadomo co było tego przyczyną. Być może bardzo słaba frekwencja w przygotowaniach, wynikająca z konieczności pracy w domu oraz wielokilometrowe odcinki drogi do kościoła, w złych warunkach pogodowych przy braku odpowiedniego ubrania.

Zapowiedzią powszechnej złej kondycji majątków jaka miała wkrótce nastąpić, jest też informacja  umieszczona w „Wykazie obowiązków i moralności” z przełomu 1903/1904 r., mówiąca że na drodze wyprzedaży zostaje skolonizowany folwark Ksawerówka.

Koniec części II

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część I

Sprawdzenie i korekta tekstu: Marta Wasilewska

O autorze:

Janusz Szwajewski ur. 8.12.1957 r. w Lublinie, dzieciństwo spędził na Dziecinie. Absolwent  III LO w Lublinie oraz Akademii Rolniczej w Lublinie – Wydział Techniki Rolniczej (1980 r.). Ukończył także Zaoczne Technikum Pszczelarskie, oraz posiada tytuł mistrza instalacji sanitarnych. Pracował w Zespole Szkół Techniki Rolniczej w Piotrowicach k. Lublina. Udzielał się także społecznie,  między innymi jako prezes Stowarzyszenia Emaus.

Please follow and like us:
0