Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część III

Część III

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina (Część III)

Autor: Janusz Szwajewski

Okoliczności powstania wioski Kolonia Suchodoły

Jak wspomniano wcześniej, kulminacyjnym momentem był rok 1907. W tym roku miała być zakończona – zgodnie z zapisem w księdze hipotecznej – spłata długów jakie przejęli  Michalscy kupując majątek. Ich niewypłacalność przez Józefa Michalskiego, spowodowała, że Towarzystwo Kredytowe przystąpiło do wyprzedaży. W 1904 r. w księdze hipotecznej zapis mówił, że bez zgody Towarzystwa Kredytowego Ziemskiego właściciel majątku nie ma prawa: dawać folwark pod zastaw, dzierżawę, czy go sprzedawać, gdyż jest zabezpieczeniem danego przez Towarzystwo kredytu. Tak więc to, że sprzedano akurat ten folwark, nie było przypadkowe.

Ciekawym jest fakt, że nie sprzedano Dziecinina w całości. Jego położenie – blisko ziem Zosina i Fajsławic, sprzyjało rozbudowie sąsiednich folwarków. Nic z tego nie wyszło. Wynikało to z tego, że inne majątki też przeżywały podobny regres i po prostu nie stać ich było na takie zakupy. Folwark Dziecinin nie był jedynym w gminie, który w tym czasie „poszedł pod młotek”. Np. W 1904 r. – jak już wspomniano – taki sam los spotkał folwark Ksawerówka. Z drugiej strony, wśród chłopów był ogromny głód ziemi i chociaż też nie dysponowali zwykle większą gotówką, gotowi byli wiele zaryzykować, zapożyczyć się, byle zdobyć własny grunt.

Dla Michalskiego sprzedaż folwarku chłopom nie była najszczęśliwszym rozwiązaniem. Na wartość Dziecinina składała się ziemia oraz budynki. Nie było szansy – ze względu na wartość, że znajdzie się jeden gospodarz, który zechce zapłacić za wszystkie budynki. Rozdzielenie wartości obiektów na poszczególne hektary ziemi też nie wchodziło w rachubę – zawyżona cena ziemi nie znalazłaby nabywców. Tak więc sprzedaż wiązała się zapewne ze znaczną stratą – nic nie dostał za budynki. Kupujący poszczególne działki na początku korzystali z nich wspólnie. Z czasem  budowali na swojej ziemi domy, a pozostałe po folwarku resztki budowli pozostały na własność właścicielom działek na których stały: czworaki – Wojciecha Buraka, a owczarnia i loch – Stanisława Września.

Prawdopodobnie myśl o nieuchronności sprzedaży folwarku towarzyszyła Michalskiemu na długo przed 1907 r. Świadom strat, o których wspomniałem powyżej, na ile to możliwe starał się je ograniczyć. Ze względu na wpis w księdze hipotecznej nie mógł postępować zupełnie swobodnie, ale najprawdopodobniej pod jakimś pretekstem rozebrał przed sprzedażą stodołę. Duża ilość drewna dawała się jeszcze wykorzystać. Podobnie „zniknęła” blacha cynowa z owczarni, a jej miejsce zajęła strzecha. W każdym bądź razie, w pamięci najstarszych mieszkańców, którzy jako pierwsze pokolenie przybyli na Dziecinin stodoła i dach nie zachowały się.

Wiele argumentów wskazuje też na to, że do wyprzedaży doszło wcześniej aniżeli wynikałoby to z Księgi Hipotecznej. Wpis o utworzeniu Kolonii Suchodoły znajduje się pod datą 19 listopada 1907 r., natomiast na oddzielnej księdze – spisie kupujących działki w Kolonii Suchodoły nr 2 data założenia (?) księgi jest 6 lipca 1906 r. Ustne przekazy (np. p. Bednarczyka), świadczą, że musiały się odbyć pierwsze sprzedaże wcześniej aniżeli zostało to oficjalnie zapisane.

Pierwszych kupujących ziemię było dziesięciu gospodarzy (wg. kolejności wpisów): Kucharski Izydor (zam. Krzywe pow. krasnostawski), Główka Kazimierz (zam. Frampol pow. zamojski), Sołtys Franciszek (zam. Szczekarków), Kiełbus Paweł (zam. Sulów pow. zamojski), Pawelec Józef (zam. Fajsławice), Malicka Rozalia (zam. Średnia Wieś gmina Żółkiewka), Wrzesień Stanisław (zam. Majdan Borzechowski pow. lubelski ), Burak Wojciech (zam. Tarzymiechy  gmina Izbica), Januszczak Michał (zam. Wencinek gmina Zakrzówek), Wiertec Antoni (zam. Wierzbno  gmina Stary Zamość). Trudno powiedzieć w jaki sposób dowiedzieli się o sprzedaży ziemi.

Podobno w pozyskiwaniu chętnych brali udział pracownicy folwarku – między innymi Pawelec Józef, ale jak widać z powyższego zestawienia miejsc pochodzenia, przybyli wszyscy z różnych stron, nieraz odległych nawet o 80 km. Z drugiej strony, jeden z mieszkańców Dziecinina, zanim zdecydowała się tu osiąść, oglądał – chodząc pieszo z Suchodół – „oferty’” w takich miejscowościach jak Modliborzyce (75 km w jedną stronę), czy 4 km za Lubartów. Dzisiaj pewnie nikt by się na to nie pisał, ale wtedy była to norma.

Zaskakującym jest adres Józefa Pawelca – wpisano Fajsławice, podczas gdy w rzeczywistości przez kilkadziesiąt lat pracował, mieszkał i później nadzorował pracami na folwarku w Dziecininie. Podobnie trudna jest do jednoznacznego zrozumienia sytuacja Wojciecha Buraka. W ostatnim okresie funkcjonowania folwarku pracował na nim. Miejsce zamieszkania z którego przybył, potwierdzają członkowie rodziny. Niemniej jednak raczej mało prawdopodobne jest, żeby pozwolono mu w miejscu pracy utrzymywać dwa konie i sześć sztuk bydła, a taki stan inwentarza posiadał. Czyżby pozostawił rodzinę w Tarzymiechach, a sam wynajął się do pracy na folwarku? Pozostałe nazwiska wymienione w tych dokumentach, nieco późniejszych osadników na ziemiach folwarku to Ziębowicz, Kot, Kociubowski, Kowalczyk, Ruśniak, Nucia, Błaziak, Mazur i Bednarczyk. Byli także inni np. Bielak czy Sieńczyk, ale o nich te dane nic nie wspominają.

Nie ma szczegółowych informacji odnoście wielkości rodzin kupujących ziemię. Dokumenty na ten temat podają dwie dane: ilość członków rodziny płci męskiej oraz liczba osób w rodzinie zdatnych w pełni do pracy. Ta druga informacja z reguły wynosiła 2-3 osoby dorosłe (z jednym wyjątkiem – Wiertec – 6 osób). Świadczy to o tym, że były to generalnie małżeństwa o kilku – kilkunastoletnim stażu, w których do pracy nadawali się tylko rodzice, ewentualnie jeszcze jedno dorosłe dziecko.

 Powierzchnie gospodarstw jakie powstawały były różne, ale jak na ówczesne czasy, stosunkowo duże. Połowa osadników zakupiła działki o powierzchni 5-6 ha, dwóch działki 8-9 ha, trzech o pow. powyżej 10 ha. Trzeba zaznaczyć, że niektórzy z nich dokupywali szybko jeszcze ziemię. I tak Wrzesień Stanisław zakupił najpierw 7 dziesięcin 83 sążni (pozycja 7-ma w księdze), a zaraz po tym nastąpił zakup 5-ciu dziesięcin 59 sążni (pozycja 11 w księdze) przez Mariannę Wrzesień – żonę. Jej pozycja jest w księdze wykreślona, a następnie dopisana do zakupu jej małżonka z uwzględnieniem jej jako właściciela. Być może, że zmarł (nie znalazłem o tym wpisu w księdze parafialnej) i z kolei to stało się przyczyną tego, iż bardzo szybko odsprzedaje ona ziemię dla Szwajewskiego Stanisława (za dodatkowym odstępnym). Wszystko to musiało się odbyć na tyle szybko, że nie założono oddzielnych pozycji na tą transakcję w księdze, tylko w tym samym okienku wykreślono Września Stanisława oraz Mariannę i dopisano Stanisława Szwajewskiego. Taka sytuacja miała miejsce jeszcze tylko w przypadku Sołtysa, którego działka o pow. ponad 12 ha została podzielona na dwie części i sprzedana dla Kwiatonia Andrzeja (ponad 2 ha) i Siemiona (?) (reszta powierzchni). Te przypadki, jak też duża rotacja nazwisk w stosunkowo niedługim czasie świadczą o tym, że część chłopów kupując ziemię od razu robiła to z nastawieniem na jej odsprzedanie z zyskiem.

Powoli sytuacja stabilizowała się i w pierwszych latach dwa największe gospodarstwa należały do Buraka Wojciecha (ok. 11 ha + dokupione w 1909 r. ok. 6 ha) przy 3-rzech osobach w pełni nadających się do pracy oraz Stanisława Szwajewskiego (ok. 14 ha) przy 6-ciu w pełni wydajnych osobach. W miarę jak odsprzedawano nabyte grunty oraz wyprzedawano kolejne kawałki ziemi (kolonia Suchodoły 3….11) przybywały nowe nazwiska. Rozciągnęło się to w czasie. Jedna z ostatnich pozycji to sprzedane przez majątek Suchodoły pod datą 2 grudnia 1922 r. Ignacemu Szwajewskiemu 3,4 ha. Pragnienie posiadania własnej ziemi było tak silne, że wielu decydowało się na zakup, pomimo braku funduszy, jak i własnej bazy, by obrobić grunt. Wśród pierwszych osadników 3-ech nie miało żadnego konia (kupując po 5-6 ha). Trzech gospodarzy miało po jednym koniu, trzech po dwa. W największych gospodarstwach było odpowiednio po 2 i 3 konie.

Wszyscy natomiast posiadali rogaciznę: jedną sztukę (3 gospodarstwa), dwie (1 gospodarstwo), trzy (3 gospodarstwa), cztery (1 gospodarstwo ), sześć (1 gospodarstwo). Dokonując zakupu, wszyscy, zależnie od własnego majątku, starali się posiąść, na ile możliwe, jak najwięcej gruntu. Ziemię sprzedawano z tym co na niej rosło (przed zbiorem), cena 1 morgi wynosiła 150 rubli. Progiem nie do przeskoczenia była minimalna kwota własnego wkładu w gotówce. Wynosiła ona 20% wartości całkowitej zakupu. Pozostałą wartość pieniędzy najczęściej oddawano pozyskując pożyczkę pod zastaw gruntów z Lubelskiego Banku Włościańskiego. Pożyczka ta była niskooprocentowana, a spłata rozłożona na 40 lat, ratami co pół roku po około 5 rubli (z oprocentowaniem) na rok od morgi. W kolejnych latach od 1907 do 1910 r. z tego rozwiązania skorzystali po raz pierwszy: Burak Wojciech, Wiertec Antoni, Główka Kazimierz, Ziembowicz Jan, Sołtys Franciszek, Januszczak Michał, Malicka Rozalia, Kucharski Izydor. Natomiast powtórnie z oferty banku skorzystali w latach 1908 do 1914 r.: Kot Katarzyna, Kociubowski Franciszek, Kowalczyk Jan, Ruśniak Jan, Nucia Jan, Błaziak Jan i Ewa, Mazur Bartłomiej, Bednarczyk Franciszek, Kociubowski Ignacy. Lista ta nie obejmuje wszystkich. Niektórzy nawiązywali umowę z właścicielami majątków (np. Brzezic ), na mocy której w zamian zaudzieloną pożyczkę, zobowiązywali się świadczyć usługi (głównie transportowe), lub dostarczać określone produkty (np. buraki cukrowe). Inni jako uzupełnienie pożyczki z banku zaciągali długi u Żydów, wystawiając weksle jako ich zabezpieczenie.

Rys. 10 Fragment wpisów z księgi Kolonia Suchodoły nr 2

Rys. 10 Fragment wpisów z księgi „Kolonia Suchodoły nr. 2”. Prawdopodobnie kolorem czerwonym wykreślano tych, którzy odsprzedawali ziemię, a niebieskim kolorem – po spłaceniu pożyczki. Cyfry po prawej stronie dotyczą: w pierwszej kolumnie liczby osób płci męskiej w rodzinie, a w drugiej ilości osób dorosłych, którzy za udzieloną pożyczkę zobowiązywali się świadczyć usługi (głównie transportowe) lub dostarczać określone produkty (np. buraki cukrowe). Inni jako uzupełnienie pożyczki z banku zaciągali długi u Żydów, wystawiając weksle jako ich zabezpieczenie.

Na podstawie ww. wpisów trudno jest dokładnie określić datę zakupu i tym samym osiedlenia się poszczególnych rolników. Wpisane daty dotyczą momentu zatwierdzenia pożyczki i wpisania pod jej zastaw ziemi (pierwszy raz wstępujący do towarzystwa), bądź jest to data notarialnego potwierdzenia zakupu ziemi (ponownie wstępujący do towarzystwa). W tym przypadku były bardzo duże poślizgi czasowe. Np. Franciszek Bednarczyk, który kupił działkę w późniejszym okresie niż pierwsi osiedleńcy (ale według jego pamiętnika w 1907 r.) ma wpis w księdze z datą 19 lutego 1914 r.

Jak zostało powyżej opisane – nie natrafiłem – do czasu pisania tego fragmentu, na pisemne świadectwo wcześniejszego – tj. przed 1907 r. osiedlania się chłopów. Obecnie w trakcie przeglądania Akt Konsystorza Jeneralnego Dyecezyi Lubelskiej z roku 1905 r., w rubryce parafii Fajsławice, za proboszcza Emanuela Krzywickiego, znalazłem zapisek o następującej treści: „Przybyło 110 dusz kolonistów w wyniku kolonizacji folwarku Dziecinin”. We wcześniejszych rocznikach akt nie ma żadnej wzmianki o Dziecininie.

Sprawozdania roczne z parafii zawarte w Aktach wydane zostały we wrześniu 1905 r., a więc powyższa informacja o kolonizacji folwarku dotyczy okresu od września 1904 roku, do końca sierpnia 1905 r. I ten okres (na ten moment) – jako udokumentowany – możemy traktować jako rzeczywisty czas początku powstawania wioski.

 Czas do I-szej wojny światowej

Trudno jest dokładnie wyliczyć ile w sumie ziemi sprzedano z majątku mieszkańcom wioski. Na pewno więcej niż 476 mórg – tyle liczył majątek Zosin, a był mniejszy od powierzchni folwarku Dziecinin. Wg. wspomnień Antoniego Bednarczyka sprzedanych było ponad 500 mórg. Pierwszym sołtysem został Stanisław Szwajewski. Co ciekawe, lubił zaglądać do karczmy, nie umiał pisać, ani czytać, ale za to znał się na pieniądzach. To mu wystarczyło, żeby zbierać podatki i zapamiętać kto zapłacił, a kto i ile jeszcze musi wyrównać, nie robiąc manka.

Początkowe rozmieszczenie gospodarstw było następujące :

Burak Wojciech zakupił ziemię od szosy, wzdłuż drogi, łącznie z czworakami. Po drugiej stronie drogi, od szosy cały pas zakupił Wrzesień (łącznie z owczarnią) – wkrótce odsprzedane Stanisławowi Szwajewskiemu. Ziemia Malickiego znajdowała się na wysokości dzisiejszego gospodarstwa Stanisławy i Kazimierza Kociubowskich. W miejscu gdzie obecnie jest gospodarstwo Jarugi osiedlił się Bednarczyk. Dokupił ziemię z budynkami (10 mórg) w 1913 r. do posiadanych już 8 mórg. Gdzie teraz mieszka Urban, osiadł Dąbek. Początkowym właścicielem ziemi, gdzie obecnie mieszka Bubicz, był Kielgus. Między nim, a Malickim był Pawelec. Bielak osiedlił się na końcu wsi od strony Zosina. Na skrzyżowaniu dróg, działki należały do Szwajewskiego i Buraka, a po przeciwnej stronie do Sieńczyka (później Staszak). W stronę Kol. Łopiennik działki należały kolejno do Januszczaka (ziemię potem sprzedał Mazurom, a ok. 1937 r. sprowadził się tam Nucia). Następna działka należała do Kroczyńskiego (sprzedana następnie Ignacemu Wilkowi, którego córka Władysława wniosła ją w wianie wychodząc za Olecha). Kolejna działka należała do Ornala (po nim dostała ją jego wnuczka Maria, która wyszła za Popławskiego). Ostatnia działka z zabudowaniami należała do Ignacego Wilka. Była duża – 20 mórg ziemi (ponadto miał 6 mórg w Suchodołach). Wielokrotnie okradany przez mieszkańców Kolonii Łopiennik, ostatecznie wyniósł się do Suchodół.

Poszczególne gospodarstwa powstawały w różnym czasie i zmieniały często właścicieli, bądź były likwidowane.

Jak już było wspomniane, pierwsi osadnicy mieszkali w czworakach, a inwentarz trzymali wspólnie w budynku owczarni. Niektórzy – jeśli mieszkali w sąsiednich wioskach – uprawiali zakupioną ziemię, dojeżdżając od siebie do pola, a dopiero po kilku latach decydując się na stawianie budynków i przeprowadzkę. Generalnie nie było większych problemów. Co nie znaczy, że życie było bezkonfliktowe. Docierały się wzajemne stosunki. Trzeba było interweniować, gdy sąsiad chciał np. zrobić sobie dojazd do swojej działki, przez czyjeś pole w miejscu, gdzie nie było wytyczonej drogi. Podkradano sobie wodę dla bydła, trzymaną w beczkach itp. problemy były codziennością. Każdy chciał jak najszybciej wejść do swojego domu i spłacić pożyczkę zaciągniętą na ziemię. Pierwsze domy powstawały już na drugi rok od przyjazdu. Większość była budowana z drewna. Nieliczne zaś z kamienia pozyskiwanego z pokładów na „swoich” działkach. Budowa domu nie stanowiła wielkiego problemu. Z reguły każdy miał kawałek lasu. Czasami, gdy młodzi mieli się ku sobie (lub częściej – poswatał ich ktoś z rodziny), po dogadaniu się rodziców, każda ze stron dawała młodym po ok. 3 morgi i wspólnie stawiano drewniany dom. Trzeba zaznaczyć, że były to dla młodych – jak na tamten okres – bardzo dobre warunki na starcie. W wielu przypadkach młodzi mieszkali przy rodzicach – najczęściej pana młodego. Bywało, że w jednej izbie mieszkały razem nawet trzy rodziny, a młodzi zaczynali bez skrawka swojej ziemi. W rodzinach wielodzietnych, gdzie brakowało dla wszystkich pracy, wysyłano „w świat” zwykle któreś ze starszych dzieci – dziewczęta najczęściej do innych bogatych gospodarzy, chłopaków także do nauki zawodu, np. na kowala albo ogrodnika. Zwykle już tacy nie wracali do rodziców na gospodarkę. Osiadali na swoim albo znajdowali zatrudnienie w majątkach. Do znikomych przypadków w tym okresie należało natomiast wysyłanie dzieci do szkół. Na Dziecininie takim wyjątkiem był Franciszek Bednarczyk, który sam będąc w miarę światły (umiał pisać i czytać po polsku i rosyjsku), dopomógł synowi Antoniemu, aby ten mógł skończyć średnią szkołę rolniczą.

Poważnym problemem na wsi był alkoholizm. W jednym przypadku pili oboje rodzice pięciorga dzieci. Pewnego razu wracali pijani wozem z jarmarku z nie sprzedaną świnią. Na podwórku kobieta zaczęła szturchać świnię, przekonana, że budzi męża. Całą scenę obserwowały ich dzieci wraz z bawiącymi się u nich ich kolegami. „Mamusiu co wy to robicie” – zaczął ją przywoływać do przytomności jeden z zawstydzonych synów. Nie na wiele się to zdało. W krótkim czasie, żeby mieć na wódkę sprzedali konia, bydło, ziemię. Sami i dzieci „poszli w świat”, na służbę do ludzi. W innych przypadkach, aż tak drastycznie nie było. Ale zdarzało się, że przepijana była część z zakupionej ziemi, czy też miały miejsce bardzo częste wyprawy do karczmy w Fajsławicach, a gospodarstwo uchowało się bez widocznych strat tylko dzięki temu, że było dużo starszych dzieci, które z matką nadrabiały „niesprawność” gospodarza. W jednym przypadku takie „popijanie” było przyczyną, że nie udało się na czas zebrać gotówki na terminowe oddanie pożyczki zaciągniętej u Żyda na weksel. Gdy ten zjawił się po zaległość i dowiedział się, że nie ma pieniędzy, zaczął się upominać o swoją należność, wymachując wekslem na dowód swojej racji. Jeden z domowników wyrwał mu go niespodziewanie z ręki i wrzucił do palącej się kuchni. Tym sposobem bez spłacania długu stali się właścicielami ziemi.

Niektórzy rolnicy postanawiali próbować szczęścia „za morzem”. Wyjazdy do Ameryki jeszcze nie były bardzo powszechne. Gdy na taką wyprawę zdecydowało się kilka rodzin z Łopiennika, wielu sąsiadów, z orkiestrą odprowadziło ich na stację do Trawnik. Na Dziecininie taką decyzję podjął Malicki. Swoją ziemię odsprzedał Szwajewskiemu Stanisławowi, a sam z żoną wyruszyli w nieznane.

To, jaka działka się komu trafiła, zależało w dużej mierze od tego, kiedy zdecydował się na kupno. Pierwsi – najbliżej czworaków, potem – coraz dalej i różnie położone: Bednarczyk musiał przez wiele lat „walczyć” z podtapianiem podwórka poprzez nawożenie gruzu i kamieni. Każdy jak mógł i potrafił, usiłował przetrwać pracując na polu, bądź dorabiając na ile się dało. Pierwsze lata zasiedlania to okres przebudowy nawierzchni szosy Lublin – Zamość. Z wykładanej balami na brukowaną trzeba było przygotować dużą ilość kamienia. Głazy średnicy kilkudziesięciu cm rozbijano jednym młotem na plastry grubości 4-5 cm, a te z kolei innym młotem na kostkę, którą trzeba było ułożyć w pryzmy. Praca była na akord i dziennie można było zarobić 1 do 1.5 rubla. Pracując w ten sposób Bednarczyk Franciszek wraz z żoną Katarzyną zarobili na część przedpłaty przy zakupie ziemi. Burak hodował bydło opasowe i handlował nim z Żydami. Uchodził za wzorowego i postępowego gospodarza – jako pierwszy na wsi odkwaszał ziemię stosując pozyskiwane z cukrowni odpady poprodukcyjne zawierające dużo wapna. Kociubowski i Bednarczyk uprawiali buraki jako pierwsi. Podobnie Szwajewscy – duża liczba rąk do pracy oraz dysponowanie odpowiednim sprzętem (używał np. dużego, 3-konnego pługa), pozwalała na obsianie nimi nawet 5 hektarów w ciągu roku. Niektórzy chodzili do wycinanych lasów i zajmowali się usuwaniem pozostałych pniaków. Nagrodą za pracę był pniak na opał i prawo do obsiania oczyszczonego fragmentu lasu w najbliższym roku. Zimą, jeśli ktoś miał konie, wożono na zarobek drzewo z lasu, jesienią buraki do Trawnik albo węgiel do gorzelni w Siedliskach. Do tej pracy włączano także podrostków. Byle dawał sobie radę z powożeniem końmi. Na drodze nie było wielkiego ruchu, więc w szeregu innych sań i on podążał. Gdy dojeżdżano do Fajsławic robili przerwę, żeby – niezależnie od wieku – rozgrzać się kieliszkiem czegoś mocniejszego. O tej porze roku w gospodarstwach wszyscy sukcesywnie młócili zboże, obrządzali zwierzęta, a wieczorami spotykali się i urozmaicali sobie czas opowiadaniami o przedziwnych wydarzeniach, wojnach, czy też – jeśli ktoś umiał czytać – słuchano najczęściej przepowiedni Michaeli albo Sybilli. Nieliczni, których było na to stać , ciekawi świata i nowości, prenumerowali czasopisma – np. Gazetę Świąteczną.

Mieszkańcy szybko docierali się. Życie nabierało normalnego rytmu: były pierwsze narodziny, zgony i śluby między nowymi mieszkańcami. Jeden z pierwszych miał miejsce 24 lipca 1908 r., zawarty pomiędzy Błaziakiem Józefem i Ewą Szwajewską. Nie wiem dokładnie kiedy nastąpiła zmiana nazwy miejscowości, ale jak na razie najstarszy wpis jaki odnalazłem gdzie pada nazwa „Kolonia Dziecinin”, jest umieszczony w Księdze Parafialnej, gdzie opisane są powyższe zaślubiny. Ważnym wydarzeniem było wybudowanie studni około 1910 r. Poprzednia – pofolwarczna, znajdowała się w nizie, ale szybko, na skutek dużych wód z roztopów, została zniszczona. Przez długi czas wodę trzeba było dowozić beczkami, najczęściej z rzeki w Fajsławicach. Było to bardzo uciążliwe. Budowa nowej studni była pierwszą poważną, wspólną inwestycją. Żeby nie trzeba było daleko chodzić, plac na nią wydzielono z działki Stanisława Szwajewskiego, a za to dostał tą w nizie. Do pracy sprowadzono studniarza z Lublina. Początkowy odcinek od góry zabezpieczony został kręgami, a głębiej był już tylko sam kamień, w którym była kopana. Praca ta wymagała obecności kilku pomocników. Funkcje te pełnili na zmianę wszyscy mieszkańcy. Woda była bardzo smaczna, zawsze zimna i nigdy jej nie zabrakło, nawet w najsuchsze lata. Przez dłuższy okres była to jedyna studnia na całą wieś.

Trzeba jeszcze zaznaczyć, że w tym okresie już nie funkcjonowała cegielnia. Były tylko jej szczątki, ziemia pokryta była gruzem ceglanym.

Mieszkał tam jakiś czas jeszcze Fedorowicz – był strycharzem i dawniej wypalał cegły. Być może, że liczył na podarowanie mu tego kawałka albo na jego odsprzedanie na korzystnych warunkach. Tak się jednak nie stało – zakupu dokonał po swoim ślubie (26 maja 1913 r.) Ignacy Szwajewski. Jak wspomniałem powyżej, fundusze na spłatę kredytów w zasadniczej części pozyskiwano ze sprzedaży produktów rolnych. Najczęściej przeprowadzano to jeżdżąc na jarmark do Piask lub sprzedając je wędrownym handlarzom. Problem polegał na tym, że praktycznie handel skupiony był w rękach Żydów. Stosowali oni rozwiązania korzystne dla siebie, kosztem rolników: zaniżanie cen, unikanie względem siebie konkurencji itp. Dotyczyło to także rzeczy niezbędnych w gospodarstwach, takich jak smar, mydło i cała masa innych, które z kolei trzeba było zakupić. Chcąc temu przeciwdziałać, chłopi zaczęli myśleć o założeniu spółdzielni, które chroniłyby ich interesy. I tak w 1908 roku założono w Fajsławicach Spółdzielnię Spożywców „Samopomoc”. Jej założycielami byli: ks. Adam Padziński, Gorzelany Dziędzielewski i skarbnik Ignacy Kociubowski. Udział wynosił 7 rubli i 50 kopiejek. Po każdym roku obrachunkowym członkom wypłacano dywidendę w wysokości 10% udziałów. W dniu 2 lutego 1911 roku Spółdzielnia liczyła 259 członków. Jak opowiadano, spółdzielnie prosperowały dobrze. Skupowano produkty (na początku śmietanę), udzielano pożyczek, zakładano sklepy, w których można było zapatrzyć się w niezbędne produkty po nie zawyżonych cenach. Organizowano też kursy dokształcające dla rolników i powstała mała biblioteka Macierzy Szkolnej. Zaczęło działać Kółko Rolnicze udostępniające maszyny, na które nie było stać wielu chłopów – np. siewnik. Sezonowo uruchamiano olejarnię, pozwalającą rolnikom – za niewielką opłatą – na wyprodukowanie z własnego surowca oleju niezbędnego zwłaszcza w czasie postu. Niestety, w wyniku działań wojennych w 1915 r. spółdzielnia została zniszczona. W międzyczasie w 1911 r. powstała spółdzielnia o nazwie Suchodolskie Towarzystwo Kredytowe. Założycielami byli: Kacper Krysa z Suchodół, Kacper Chruściel z Fajsławic, Karol Bednarczyk z Woli Idzikowskiej, Józef Zarębski z Dziecinina, Kazimierz Mazurek i Krzysztof Jagiełło z Kępy w Suchodołach i inni. Spółdzielnia pomimo działań wojennych, zachowała swoją dokumentację i już w 1917 roku mogła podjąć działalność. Do wielu z tych organizacji należał także Bednarczyk z Dziecinina, dzięki czemu mógł dostać np. pożyczkę na inwestycje.

Brakowało pastwisk dla bydła. Niektórzy ratowali się wydzierżawiając na ten cel (za opłatą) długie odcinki (nawet po 2 km) pobocza szosy Lublin – Zamość. Ruch samochodowy był niewielki, więc i trawa zdrowa. Wypasem zajmowały się podrostki: własne dzieci lub dorabiające sobie u bogatych rolników. Atrakcją w tej nudnej robocie było obserwowanie nielicznych jeszcze wówczas samochodów. Na przełomie 1911/1912 r. zaczęły kursować pierwsze połączenia autobusowe Lublin – Tomaszów Lubelski. 2-3  razy na dzień przejeżdżał taki pojazd na kilkanaście osób, z drabinką z tyłu, po której wnoszone były bagaże do bagażnika znajdującego się na dachu. Nie jeździły za szybko i wielu pastuszków, przy podjeździe pod górę wskakiwało na drabinkę, żeby się kawałek przejechać. Niestety, pomocnik kierowcy woził ze sobą długi bat i czasem zabawa kończyła się siniakami

Koniec części III

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część I

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część II

Sprawdzenie i korekta tekstu: Marta Wasilewska

O autorze:

Janusz Szwajewski ur. 8.12.1957 r. w Lublinie, dzieciństwo spędził na Dziecinie. Absolwent  III LO w Lublinie oraz Akademii Rolniczej w Lublinie – Wydział Techniki Rolniczej (1980 r.). Ukończył także Zaoczne Technikum Pszczelarskie, oraz posiada tytuł mistrza instalacji sanitarnych. Pracował w Zespole Szkół Techniki Rolniczej w Piotrowicach k. Lublina. Udzielał się także społecznie,  między innymi jako prezes Stowarzyszenia Emaus.

Please follow and like us:
0