Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część IV

Część IV

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina (Część III)

Autor: Janusz Szwajewski

Pierwsza wojna światowa

28 lipca 1914 roku Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii. W krótkim czasie większość państw europejskich przyłączyła się do tych działań. Przedstawię przebieg tylko tych zmagań wojennych, które miały wpływ na losy Dziecinina i okolic.

W połowie sierpnia 1-sza i 4-ta armie austriackie wykonały uderzenie na północ w pasie między Wisłą, a Bugiem. Marsz ten nie trwał jednak nazbyt długo. Przyczyną był zacięty opór Rosjan, a także – przede wszystkim załamanie się Austriaków na prawym skrzydle – w okolicy Lwowa. Na skutek tego 11-tego września  dowództwo austriackie wydało rozkaz wycofywania się, aby nie doszło do oskrzydlenia sił.

Manewr był bardzo głęboki. Rosjanie zdobyli tereny od linii Opole Lubelskie – Trawniki do linii Dunajca i Karpat, po drodze zagarniając silnie umocnione Jasło i twierdzę Przemyśl. Rosjanie nadal posuwali się do przodu. W listopadzie  na froncie północnym dotarli do ziem poznańskich, poczynili też postępy na południu, pomimo podejmowanych przez Austriaków prób kontrataków. Zaczęły dawać o sobie znać u Rosjan problemy z zaopatrzeniem. Długa droga transportu i brak przemysłu powodowały, że nie wystarczało żywności i uzbrojenia. Front się zatrzymał. W tym czasie na froncie Niemcy – Francja zapanowała wojna pozycyjna. Niemcy dokonali przerzucenia części swoich oddziałów na wsparcie Austriakom. Dzięki temu, 2 maja nastąpiło uderzenie  niemiecko – austriackie od południa na Rosjan. Efektem tego było sukcesywne wycofywanie się Rosjan aż na ziemie ukraińskie, gdzie front przybrał charakter bardziej pozycyjny i trwał aż do 1918 roku.

I wojna światowa 2

Tablica na ogrodzeniu cmentarza wojskowego w Dziecininie informuje, że pochowanych zostało w tym miejscu 8750 żołnierzy poległych na polach pomiędzy Dziecininem a Łopiennikiem

 

Jak wynika z tego opisu, przez okolice Fajsławic front przetoczył się dwa razy: 20 sierpień – 4  wrzesień 1914 r., oraz trzecia dekada lipca 1915 r.

W 1914 roku przyczyną niezwykłej zaciętości była chęć przecięcia linii kolejowej Lublin – Chełm, którą dostarczane były wszystkie posiłki Rosjanom. Chociaż front doszedł do pól między Oleśnikami i Trawnikami, udało się odeprzeć austriackie natarcie. Na tym odcinku po stronie rosyjskiej walczyły głównie 15, 18 i 20 pułki syberyjskie 4-tej armii dowodzonej przez gen. Everta. Po stronie austriackiej były to 10, 21 oraz 90 pułki 1-szej armii dowodzonej przez gen. Dankla.

W 1915 roku nacierała 11-ta armia niemiecka pod dowództwem feldmarszałka Meekendena. Były to niektóre kompanie z rezerwowych, oraz normalnych pułków piechoty  o numerach  10, 20, 21, 22, 29, 45, 46, 58, 59, 73, 77, 79, 92, 122, 129, 146, 201, 203, 204, 208, 209. Po stronie rosyjskiej dowódcą 3- ciej armii był gen. Dymitriew i walczyły kompanie syberyjskich pułków piechoty  o numerach 10, 13, 15, 17, 18, 19, 20.

Na podstawie analizy map katastralnych i opisu grobów wojennych gminy Fajsławice, możemy powiedzieć że:

  • w 1914-tym roku zginęło tutaj nie mniej jak niż 700 żołnierzy austro-węgierskich, oraz nie mniej niż 600 żołnierzy rosyjskich.
  • w 1915-tym roku zginęło na tym terenie nie mniej niż 630 żołnierzy rosyjskich oraz nie mniej niż 576 żołnierzy niemieckich.

Najbardziej zacięte walki na wysokości Dziecinina toczyły się 20-23 oraz 27-29 i 30 lipca 1915 r., a na wysokości Zosina w dniach 22, 23, 29 lipca 1915 roku.

Dane te wskazują jak musiały być zacięte boje, jak wiele istnień kosztowały oraz o częstej zmianie przebiegu frontu: powstawaniu wyłomów w jego przebiegu i wielokrotnym przechodzeniu terenu z rąk do rąk wrogów.

Walki na przełomie VIII/IX w. nazwano bitwą krasnostawską. Oto kilka fragmentów wspomnień z tamtego okresu:

Do Krasnegostawu przyszliśmy wieczorem. Część miasteczka i most (niedawno wyreperowany) zniszczone pociskami. Domy i drzewa popalone. Zatrzymaliśmy się w dawnej szkole. Okien nie ma, ściany postrzelane, meble w kawałkach. Ulice – w ogniskach i biwakach… .

Już trzeci dzień w drodze. Ziemia wokoło zryta lejami, świeże pagórki, gdzieniegdzie z wiankami z kwiatów, mówią o braterskich mogiłach – śladach niedawnych walk. Wrony krążą nad polami, tam gdzie nie uprzątnięta końska padlina. Gdzieniegdzie sterczą spalone szkielety domów. Gdzieś w przedzie kanonada. W przeciwną stronę, od świtu do nocy ciągną bez końca wozy z rannymi. Mają oni tępe, ponure i odrętwiałe twarze”.

I wojna światowa 4

Fragmenty połamanych krzyży z nazwiskami żołnierzy pochowanych na cmentarzu w Łopienniku Górnym

Z 1915-ego roku zachowała się relacja rosyjskiego barona Siergieja Aleksandrowicza Tornaua, pułkownika gwardyjskiego Preobrażeńskiego pułku: „Bohaterstwo gwardii w przeszłych wojnach, prześcignięte zostało jej czynami podczas i wojny światowej. Tarnawka, Krasnystaw zaćmiły nie tylko. Warszawę i Warnę lecz także Finlandię, Borodino i Kulm”.

Pułkownik Siemienowskiego pułku wspominał: „Całe pole było usłane trupami, taką liczbę zabitych i rannych widziałem tylko pod Krasnymstawem w 1915 r.”

Jak widać z tych relacji, walki toczone na tych terenach należały do najkrwawszych w czasie wojny. Znalazło to odbicie w postaci szeregu cmentarzy wojennych z tamtego okresu znajdujących się na terenie gminy.

Jak to wszystko odbiło się na życiu mieszkańców wioski.

W 1914 roku 6 sierpnia Rosjanie ogłosili mobilizację. W tym okresie z Dziecinina nie powołano do armii nikogo. Nie znaczy, że nikt z mieszkańców w niej nie był. W 1911 roku został powołany Jan Szwajewski i jego służba miała się już ku końcowi, gdy wybuchła wojna. Na wsi życie biegło swoim tempem: żniwa, zwózka zboża, podorywki… Front się szybko zbliżał i z każdym dniem coraz głośniejsze, głuche wybuchy pocisków artyleryjskich  nie pozwalały o nim zapomnieć. Nie bardzo było wiadomo jak się zachować.

Rys. 11Mapa sytuacyjna walk w 1914 roku

Rys. 11 Mapa sytuacyjna walk w 1914 roku

Z jednej strony strach przed śmiercią i chęć uchronienia najbliższych. Z drugiej lęk o ledwie zebrane zboże, budynki i dobytek, których nie dałoby się ze sobą zabrać. Na wszelki wypadek, gdyby miał być pożar, cenniejsze rzeczy chowano do lochów, robiono suchary z chleba, bydło trzymano na dworze, a konie stały w gotowości w półszorkach. Przeczekiwano więc do ostatniej chwili, licząc, że a nuż front do nich nie dojdzie. Krytyczny moment nastąpił świtem we wtorek po św. Bartłomieju. Na przestrzeni między Kolonią Łopiennik, a Dziecininem pojawili się kawalerzyści patrolu austriackiego, ostrzeliwując wieś z broni ręcznej. Z przeciwnej strony odpowiadali im Kozacy.

Wszyscy mieszkańcy ładowali na wozy najcenniejszy dobytek, żywność, przywiązywali bydło i wyjeżdżali kierując się na Wolę Idzikowską, Dobryniów. Franciszek Bednarczyk poprzedniego dnia zwiózł grykę i najpierw z synem musieli opróżnić wóz. Szybko załadowali wcześniej przygotowane tobołki z niezbędnymi rzeczami, wypuszczone krowy i cielna jałówka pobiegły na dworskie buraczysko, konie w zaprzęgu stały przy wozie, a sami schowali się do lochu. Kiedy jednak do kanonady dołączyły się coraz bliższe wybuchy armatnie, czym prędzej wsiedli na wóz i pojechali przez Zosin do wąwozu między Dobryniowem a Oleśnikami – tzw. przyzby. Dopiero tutaj nieco ochłonąwszy uświadomili sobie, że w panice zostawili wszystkie bydło. Żona z dziećmi została przy wozie, a gospodarz pieszo poszedł z powrotem. Udało mu się przyprowadzić krowy, jałówka natomiast uciekła do zabudowań. Pojechali na Oleśniki, przez Wieprz, aż w okolice Siedliszcza. Tam przeczekali do soboty i zaczęli wracać do domu. Podobnie przebiegało to w innych gospodarstwach. Stanisław Szwajewski z rodziną i dobytkiem uciekli do Trawnik i tam przeczekał u swego brata stryjecznego. Emocje, pośpiech, nerwy, wszystko to było na tyle silne, że wjechali, zapominając o córce Ewie, która – już jako wdowa po Błaziaku – sama z małymi dziećmi musiała sobie radzić z opuszczeniem wioski. Każdy ratował się na własną rękę wybierając najlepsze rozwiązanie jakie mu przyszło do głowy, głównie za Wieprz. Tam przeczekiwali u krewnych lub znajomych w otoczeniu licznych oddziałów przyfrontowych.

Trzeba zaznaczyć że sytuacja z zaopatrzeniem w armii rosyjskiej nie była wtedy jeszcze zła. Żołnierze byli dobrze odżywiani tak, że wielokrotnie zostawało dużo jedzenia po jego wydaniu. Oddawano je wówczas ludności. Niestety, ktoś puścił plotkę, że jest ono zatrute, więc cała zawartość wiadra dostawała się – na wszelki wypadek – dla świń.

W drodze powrotnej natrafiali na ślady tragedii jakie tam miały miejsce. Okopy – między Dziecininem a Zosinem, łuski, porzucony sprzęt wojskowy, a w samym Dziecininie i na polach od strony szosy trupy zabitych żołnierzy. Część ciał była już pochowana przez przybyłych wcześniej ludzi z Kol. Łopiennik, którymi kierował ich proboszcz. Zakopywano ich tam gdzie zginęli, z bronią i wyposażeniem, bez sprawdzania ich tożsamości.

Najwięcej zabitych (kilkanaście ciał w jednym miejscu) było pod szosą w łubinie. Pola były już uprzątnięte i tam żołnierze szukali schronienia. Niestety cała siła ognia, łącznie z kilkoma wybuchami pocisków artyleryjskich na nich się skupiła. Ponieważ wszędzie leżało bardzo dużo zabitych, zarządzono, aby je tylko przysypywać ziemią. Ze względu na wysoką temperaturę usiłowano w ten sposób nie dopuścić do powstania epidemii.

I wojna światowa 3

Tablica pamiątkowa znajdująca się na ogrodzeniu cmentarza wojskowego w Łopienniku Górnym informuje, że na jego terenie pochowanych jest 2250 żołnieży armii carskieji i niemiecko-austryjackiej

W części Dziecinina przylegającej do szosy były ciężkie boje na terenie łąk. Było bardzo dużo zabitych, więc zniesiono wszystkie ciała na pryzmę, obsypano wapnem i ziemią. Zimą bano się tam chodzić, bo ulatniający się fosfor odbierano jako obecność duchów żołnierzy. Dopiero na wiosnę, jak wytyczone zostało miejsce na cmentarz (obok dzisiejszej stacji benzynowej), ciała te znalazły się w grobach. Podobnie postąpiono z ciałami pobieżnie przykrytymi ziemią. Na wiosnę wykopywano je i przewieziono na cmentarz między Łopiennikiem a Fajsławicami. Prace te wykonywane były przez okolicznych mieszkańców. Ciała uległy już częściowemu rozkładowi i żeby „zneutralizować” wrażenia, władze wydawały pracującym porcje spirytusu. Jedno z ciał pochowano tam gdzie leżało – tuż przy murze dawnej owczarni. Po wojnie przyjechali krewni zabitego i usiłowali je odnaleźć, ale im się nie udało. Dopiero około 20 lat później, w trakcie remontu budynku natrafiono na szczątki. W innym miejscu, też przy owczarni były ciała dwóch walczących ze sobą, którzy nawzajem przebili się bagnetami i oparci o ścianę w pozycji na wpół stojącej zmarli.

Tragedia tych zmagań polegała też na tym, że chociaż stawały naprzeciw siebie dwie obce armie, ubrane w różne mundury, to niejednokrotnie nosili je ludzie tej samej narodowości: Polacy, tyle że jedni z Galicji, a drudzy z Kongresówki. Linia frontu oddalała się na południe, ludzie porządkowali otoczenie, naprawiali szkody. Ślady zmagań pozostały – jeszcze po II -giej wojnie światowej zdarzało się nie raz wyorać kosz charakterystycznej amunicji, połączonej „łódkami” po 5 sztuk.

W 1914 roku było sporo zniszczeń, ale generalnie były drobne. Jak się miało okazać, były one mniejsze aniżeli te, które miały wystąpić w następnym roku. Praktycznie większość budynków zachowała się, spalone zostały części drewniane i dach na owczarni. W domach wszystko było potłuczone, podarta pościel, ślady krwi. Szła zima i trzeba było przygotować się do niej. Gacono domy, niektórzy chodzili do łosińskiego lasu, tam gdzie były młode nasadzenia sosen. Trzeba było wycinać przy ziemi szybko rosnącą wierzbę, żeby nie zagłuszała sadzonek. Wycięte drzewka ładowano na wozy i za niewielką opłatę (1,5 rubla za parokonny wóz) można było sobie zabrać. Grubsze kawałki były na opał, a cienkie używano do wyplatania płotów.

Zaczęły się pobory do wojska. Z Dziecinina walczyło niewielu. Kazimierz, Ignacy oraz wspomniany Jan, wszyscy z domu Szwajewskich. Oto ich krótkie losy. Kazimierz w wyniku walk dostał się do niewoli i przebywał w obozie jenieckim w miejscowości Świętojanie. Kilka tygodni przed końcem wojny postanowił uciec. W trakcie pokonywania ogrodzenia został zastrzelony. Ignacy, pracował jako ogrodnik w majątku w Tursku Wołyńskim, ale nie uchroniło go to przed poborem. Brał udział w walkach, zesłany do kopalni na Uralu przepracował tam kilka lat. Wrócił w bardzo złym stanie zdrowia (płuca). Lekarz – nie widząc żadnej szansy – odmówił udzielania mu pomocy. Ktoś doradził, aby owijać go w wilgotny koc i okładać gorącymi cegłówkami. Po kilku miesiącach zaczął odkasływać i wyzdrowiał.

Jan – przed wojną odbywał służbę w artylerii. Najpierw wywieźli ich do Kazachstanu, gdzie dostali tabun dzikich koni. Oswajali je i przyuczali do ciągnięcia dział. Potem był cały szlak bojowy, aż do wybuchu rewolucji w Rosji. Wszyscy rozchodzili się do domów. Ponieważ Niemcy nie pozwalali na przekraczanie frontu, przeczekał ten okres u gospodarza w czeskiej kolonii pod Równem, gdzie pracując na chleb, nauczył się pszczelarstwa i stolarki. Gdy powstał bałagan także po stronie niemieckiej, przyszedł pieszo na Dziecinin.

Ponadto, przez pewien czas nie było też Jana Buraka. Ponieważ oczy mu zezowały, nie wzięto go do armii, tylko musiał ze swoimi końmi i wozem pracować w służbach pomocniczych – transporcie i zaopatrzeniu. Po pewnym czasie zwolnili go do domu.

W miarę jak w 1915 roku front się przybliżał, wyznaczano spośród tych którzy zostali w domu, mężczyzn do przygotowywania zaplecza dla frontu – kopania rowów, ustawiania zasieków z drutu kolczastego itp. Było jeszcze dużo pracy w gospodarstwach: siewy, zbiór ziemniaków, pomoc bliskim, u których ojcowie poszli na front.

Wyznaczony do prac ziemnych Bednarczyk Franciszek, chcąc wyrobić się z pracami na polu – za zgodą sołtysa – wysłał w zastępstwie 13-nastoletniego wówczas syna. Matka przygotowała mu trochę jedzenia i wyposażony w łopatę, razem z grupą pozostałych chłopów zawiezieni zostali furmankami do wsi Borenica koło Gorzkowa, a stamtąd do Bogusława. Wyznaczono im kwatery w stodołach, zapewniając tylko wrzątek na herbatę. Resztę trzeba było zapewnić sobie samemu. Wytyczona została linia okopów, wyznaczone odcinki do kopania dla poszczególnych osób. Dowożono drut i materiały na budowę schronów. Praca trwała od świtu do nocy. Ledwie skończyli, a już słychać było odgłosy wybuchów. Zapłacono im i pieszo ruszyli do domu. Po drodze spotykali oddziały żołnierzy, długie kolumny wozów wiozących rannych i w oddali płonące wsie. Gdy wrócili na Dziecinin zobaczyli, że zaledwie kilkaset metrów od wioski kopane są okopy, a wszyscy zdolni do pracy mieszkańcy zagnani są do tej pracy.

Rys. 12 Mapa sytuacyjna walk w 1915 rokuRys 12 ,13  mapy sytuacyjne walk w 1915 roku

Front szybko się przybliżał. Mackensen uderzył wzdłuż strategicznie ważnej linii kolejowej Dęblin – Lublin – Chełm – Kowel, lecz został powstrzymany wśród ciężkich walk i przesuwał się wolniej niż oczekiwano. Doszło do prawie dwutygodniowych bojów, w czasie których Rosjanie broniąc się uporczywie, zmuszani byli do ustąpienia. Wycofaniu wojsk rosyjskich, towarzyszyła zakrojona na szeroką skalę akcja ewakuacyjna ludności cywilnej.

Dla Lubelszczyzny pierwszą zapowiedzią ewakuacji było ogłoszenie gubernatora lubelskiego Ilji Sterlingowa z dnia 1915.VI.07/20: „cała ludność męska z miejscowości zagrożonych zajęciem przez nieprzyjaciela, powinna bezwarunkowo uchodzić w ślad za cofającymi się wojskami rosyjskimi, aby nie dopełniono nią szeregów armii nieprzyjacielskiej”. Za cofającymi się wojskami, ciągnęły gromady zbiegów ze spalonych lub na wpół zrujnowanych siedzib z nakazem: za Bug! Od wsi do wsi pędzili Kozacy i podpalali wsie i osady, dając ludności zaledwie tyle czasu, ile trzeba było na ujście z płomieni. Kozacy, często używając nahajek, pędzili ludność całych wsi razem z jej inwentarzem martwym i żywym.

Rys. 13 Mapa sytuacyjna walk w 1915 roku

Jeden ze świadków tamtych wydarzeń zapisał: „Brzaskiem 25 lipca 1915 r. trwający nieprzerwanie od kilkunastu dni pożar wielu wsi powiatu krasnostawskiego i powiatów sąsiednich, zlał się w jedno ogniste morze. To wojska moskiewskie ustępując paliły wszystko, co ogień mógł pochłonąć. Paliły się wsie, paliły się pola dojrzałych zbóż. Ogień i dym przesłaniały wszystko”. Rosjanie nie mogąc utrzymać pozycji, chcieli w ten sposób zabrać wrogom możliwość zaopatrywania się na zdobytych terenach, wydłużyć ich drogi zaopatrzenia i doprowadzić do zatrzymania.

I wojna światowa 1

Tablice pamiątkowe i krzyże znajdujące się na cmentarzu wojskowym w Dziecininie

Te wszystkie wydarzenia były udziałem mieszkańców Dziecinina. Wygonieni i poganiani nahajkami Kozaków, starali się uciec jak najdalej, ukryć, przeczekać. W tym czasie przez Dziecinin i Zosin w dniach od 20-tego do 30-tego lipca przeczyła się machina wojenna. Miejscowości były kilkakrotnie zdobywane i odbijane z użyciem wszystkich środków bojowych. Kiedy front został przełamany i potoczył się dalej na wschód, zaczęto wracać. Tym razem wieś, jak wiele innych była spalona. Zachowały się tylko mury kamiennych budynków, oraz jedyny dom Staszaka. Tu gdzie dzisiaj jest kapliczka, zbudowany był bunkier z kamieni i ściany ze stodoły.

Podobnie było w prawie całej gminie. Liczba mieszkańców w powiecie krasnostawskim zmniejszyła się o 25%.

Był lęk o chłopów na froncie, z którymi urwał się kontakt. Już podczas powrotów dało się zauważyć, że „po złym panie gorszy nastanie”. Jedna z rodzin wracając z Chojna, gdzie się schroniła natrafiła na Austriaków i od razu pozbawiona została dwóch krów i źrebięcia. Szczęściem udało się mu uciec i jak dojechali do Dziecinina, źrebię na nich czekało.

Zaczęły się grabieże. 11 września 1915 r. rozpoczęła urzędowanie C.K. Komenda Powiatowa. Żołnierze niemieccy przystąpili do masowych rabunków, nakładania kontrybucji i aresztowań, Poczynania Niemców wywołały wielkie wzburzenie ludności, grożące wybuchem zbrojnego oporu. Sytuację rozładowało przekazanie tych terenów władzy Austriaków, którzy wprowadzili swą administrację na Lubelszczyznę. Reżim austro-węgierski był łagodniejszy, ale obejmował przymusowe prace i dostawy.

Koniec części IV

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część I

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część II

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część III

Sprawdzenie i korekta tekstu: Marta Wasilewska

O autorze:

Janusz Szwajewski ur. 8.12.1957 r. w Lublinie, dzieciństwo spędził na Dziecinie. Absolwent  III LO w Lublinie oraz Akademii Rolniczej w Lublinie – Wydział Techniki Rolniczej (1980 r.). Ukończył także Zaoczne Technikum Pszczelarskie, oraz posiada tytuł mistrza instalacji sanitarnych. Pracował w Zespole Szkół Techniki Rolniczej w Piotrowicach k. Lublina. Udzielał się także społecznie,  między innymi jako prezes Stowarzyszenia Emaus.

Please follow and like us:
0