Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część VI – Druga wojna światowa (cz. 2)

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część I

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część II

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część III

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część IV

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część V

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część VI (1)

Druga wojna światowa (Część 2)

Majątki ziemskie

Jak podaje p. Józef Janiak w swojej książce „Bohaterowie cichego frontu”, majątki na terenie gminy współpracowały z partyzantami i wspierały ich. Pomimo tego, że tak jak wszyscy dostarczały kontyngent, w niektórych z nich (Suchodoły, Fajsławice) nadzór sprawowali Niemcy. Mimo tak ścisłej kontroli, właściciele potrafili wygospodarować finanse jak i żywność na potrzeby prowadzących walkę podziemną.

Jak przebiegało życie w majątkach w tamtym okresie, opiszę na przykładzie Fajsławic. W latach 1942/43 majątek liczył 324,3 ha. Inwentarz składał się z 33 krów dojnych (+24 młodzieży), 32 koni roboczych, 8 cugowych i 6 źrebiąt, 1 knura, 3 macior starszych i 3 młodszych, były 3 bekony – do 80 kg, 13 szt. do czterech miesięcy. Ponadto było 38 krów deputowanych – utrzymywanych na paszy z majątku, ale będących własnością robotników stałych. Ludzi do pracy było ok 20 stałych (w tym 16 zamieszkałych w czworakach), a dodatkowo w sezonie wynajmowano jeszcze ok 30 osób.

Pracownicy stali posiadali mieszkania (od jedno, do trzyizbowych) z komorami, ponadto przysługiwały im chlewiki oraz miejsce na bydło w oborze. Za swoją pracę otrzymywali wynagrodzenie w postaci deputatów oraz gotówki i innych przywilejów (np. opał). Wielkość tych należności zależała od pełnionej funkcji oraz stażu pracy.

Przykładowe deputaty w kg/rok:

                                 pszenica                     żyto                  jęczmień
młynarz                    500                            500                         500
magazynier              400                             600                         400
ogrodnik                  600                             600                         400
rybak                       400                             600                         400
fornal                       300                             700                          300
dójka                       100                              350                          —–
Kucharka                 350                             600                          200

Wyszczególnienie podstawowych danych w majątku Fajsławice

Pensje jakie wiązały się z pracą:

magazynier       200 zł (+opał)
fornal                 140 zł
dójka                  ——-    opał
kucharka             ——    opał
ogrodnik      40 zł/kwartał + opał +5% od warzyw +3% od kwiatów

Bydło trzymane w majątku było rasy nizinnej czarno – białej. Średnio od krowy pozyskiwano 1852 litry mleka o zawartości tłuszczu 3,42%. Najlepsza krowa dawała 2045 litrów mleka przy 3,15% tłuszczu. Ciekawym jest to, że bardzo dużo (w dokumentacji) było przypadków zachorowania na pryszczycę. Nie wiem, czy nie była to „furtka”, dzięki której ukrywano przekazywane partyzantom sztuki bydła. Zadziwiająco mało – jak na powierzchnię gospodarstwa –  trzymano świń.

Przekrój jednego z czworaków oraz chlewów w majątku Fajsławice

Niemcy dostrzegali tą nieproporcjonalność i nakazali, aby: 1) zwiększyć ilość świń, 2) przez zakup materiału zarodowego, nastawić się na produkcję hodowlaną, 3) stosować tucz tłusto – mięsny o większej wadze.

Trzeba zaznaczyć, że majątek ten korzystał w tym okresie z pracy Żydów. Na przełomie czerwca i lipca 1941 roku, powstał obóz w Trawnikach, a w grudniu tegoż roku – getto w Piaskach. Od drugiej połowy 1941 roku, za pomoc Żydom lub ich ukrywanie była kara śmierci.

Zapewne nadzór niemiecki nad majątkiem sprawiał, że łatwy był dostęp żydowskiej siły roboczej. Korzystano z niej często. W okresie od 24 kwietnia 1942 roku, do 27 maja 1942 roku pracowało 27 grup po około 17 osób. Listy wyznaczonych do pracy sporządzały – na żądanie Niemców władze żydowskiego Judenratu w Fajsławicach.

Jedna z list pracowników żydowskich pracujących w majątku Fajsławice w czasie wojny, sporządzona w dn. 15 maja 1942 r.

Należy zaznaczyć, że za wykonane prace, Żydzi byli opłacani – najczęściej w naturze, co pozwalało im – przez jakiś czas – przetrwać w nieludzkich warunkach getta i pomóc swoim współtowarzyszom niedoli.

Trochę inaczej wyglądała sytuacja w majątku Zosin, z którym częściej miała do czynienia ludność Dziecinina. Należał do Bożeny Drożdżykowej z domu Bojalskiej. Kobieta z matką, staruszką mieszkały podczas wojny przez pewien czas u Bednarczyka. Do połowy lat 30-tych sama prowadziła gospodarstwo. Pracownicy rolni, nie czując nad sobą mocnej ręki nie przykładali się do pracy, kradli. Właścicielka oddała majątek w dzierżawę dla Bogusława Kurtza. Ponieważ majątek był niewielki (najmniejszy w gminie), dzierżawca miał do pomocy – jako rządcę – tylko Józefa Rożka. Ich praca uratowała gospodarstwo przed bankructwem. Przetrwało do końca wojny, po czym zostało w całości rozparcelowane. W czasie wojny ziemia w majątku była zagospodarowana, uprawiano wiele roślin, między innymi cykorię, był też duży sad. Pracowało dwóch pastuchów (do krów: dworskich i pracowniczych). Polowym był Urbankiewicz, ogrodnikiem – Brzozowski.

Parobek rocznie za wynagrodzenie miał 12 q zboża. Każdy mógł utrzymać 1 krowę, 1 świnię, 10 kur –  ze ściółką i paszą z majątku, a ponadto dostawał działkę na warzywa.

Stosunki sąsiedzkie między wsią a majątkiem nie układały się najlepiej. Chłopi traktowali przyległe ziemie trochę jak niczyje –  na nich podpasali swoje bydło, czy też wybierali się nocą do stert, żeby ukraść trochę słomy. Główną przeszkodą był p. Rożek, który „gonił” takich amatorów, grożąc ukaraniem, czy strasząc noszoną ze sobą fuzją. Toteż wielu chłopów uważało, że taka postawa (w rzeczywistości spełniał swoje obowiązki) świadczy o nim, że jest niedobry.

Wezwanie Judenratu w Fajsławicach do stawienia się do pracy

Ciężkie warunki życia w okresie wojny, powodowały, że wielu młodych ludzi z Dziecinina wynajmowało się do pracy na Zosinie. Zarobki były zbliżone lub trochę mniejsze niż w innych majątkach. Zwykle za dzień pracy było 1 zł –  wartość 1 kg cukru, a jak lżejsza praca – 0,80 zł/dzień. Za wymłócenie cepami 2-óch kop żyta na powrósła, zapłatą było 3 kg ziarna, a jeżeli dobrze wymłócone – bez żadnych ziaren w kłosach – 5 kg. Od 1940 roku, zaczęły się agitacje – namawianie na wyjazdy do Niemiec. Ponieważ nie było chętnych, z czasem zaczęto wyznaczać na obowiązkowy wyjazd. Szansą na zwolnienie z wyjazdu było wykazanie się brakiem rąk do pracy w gospodarstwie, prowadzenie dużych, pracochłonnych upraw (np. buraków cukrowych), czy posiadanie zatrudnienia – np. w okolicznych majątkach. Z tej ostatniej formy uratowania się przed wywózką, czy później przed robotami w oddziałach junackich, korzystali mieszkańcy Dziecinina.

Rozliczenie za wykonane przez rymarza Frydemana Ibrama (z getta w Piaskach) prace dla majątku w Fajsławicach

Kto z pracujących na Zosinie chciał takie zaświadczenie – dostawał je, ale za pracę wówczas nie wypłacali wynagrodzenia, co uczciwym na pewno nie było. Pomimo to, kilku mieszkańców wsi pracowało przez zimę, aż do maja 1942 r.

Wywózka i powrót

17-go maja 1942 r. Niemcy postanowili zorganizować obławę na okolicznych terenach. Celem jej było wyłapanie ludzi współpracujących z partyzantką oraz resztek ludności żydowskiej. Akcja rozpoczęła się nocą. Żołnierze obsadzili drogi Trawniki – Fajsławice oraz Fajsławice – Łopiennik, po czym zaczęli się przesuwać, zacieśniając pierścień okrążenia. Na wysokości Dziecinina stworzyli dwie linie – równolegle do szosy – punktów ogniowych: jedną – tuż przed pierwszymi budynkami, drugą przed niżem. O tym, że coś się szykuje, pierwszy zorientował się Józef Pawelec. Nie wiedząc jakie są zamiary okupanta, szybko pobudził kolegów. Nie było czasu, więc tylko buty na nogi, czapka na głowę, ubranie pod pachę i biegiem za krzaki (dawny kamieniołom) w wąwóz, gdzie dopiero się ubrali. Planowali – jeśli będzie potrzeba – uciekać na Dobryniów lub Pawłów. Na razie obserwowali co się dzieje. Na wzgórzu od strony Woli Idzikowskiej Niemcy ustawili reflektory i oświetlali teren. Nie było to wielkie zagrożenie – była mgła i łatwo mogli się ukryć. Ponieważ nic się nie działo, doczekali do rana i od pracowników majątku w Zosinie dowiedzieli się, że tam Niemców nie ma. Wrócili więc ostrożnie na wieś. Tu też był spokój, a żołnierze wycofali się już do szosy. Szczęśliwie nikomu ze wsi w wyniku obławy nic się nie stało.

W krótkim czasie po tym – pomimo tego, że posiadali z Zosina zaświadczenia – Józef Pawelec, Mieczysław Kociubowski i Marian Szwajewski, dostali wezwania do pracy w junakach. Stawili się do Łopiennika, potem do Krasnegostawu. Stamtąd pociągiem przewieziono ich do Nałęczowa, skąd pieszo doszli do Opola Lubelskiego. Po noclegu, przewieziono ich samochodami do opuszczonego obozu po Żydach, w Chodlu. Zgromadzono tam ok.1000 takich jak oni. Praca polegała na budowie torowiska. Pracowali w swoich ubraniach, wyżywienie było słabe: na śniadanie kawa zbożowa i zupa – zagotowane buraki z liśćmi, marchwią i odrobiną okrasy, na obiad kromka chleba i takaż zupa, kolacja – kawa. Pilnowali ich Niemcy i Ukraińcy siedzący w wieżach obserwacyjnych.

Był sierpień, po ok. czterech tygodniach pobytu, Niemcy zaczęli wywozić grupy junaków w nieznanym kierunku. Okoliczni partyzanci postanowili pozostałym pomóc w ucieczce. Rzeczywiście, gdy przyszli na przerwę obiadową, z pobliskiego cmentarza rozległy się strzały broni maszynowej w kierunku wierz strażniczych (zastrzelili dwóch Niemców). Grupka z Dziecinina myła w tym czasie ręce w przepływającej obok rzeczce, więc ukryci za nabrzeżnymi krzakami, jej korytem pobiegli w stronę lasu. Tam pastuszek w koszulinie przepasanej powrósłem powiedział im, jaki jest kierunek na Lublin oraz gdzie przejścia obsadzone są przez Niemców.

Po marszu, przenocowali na polu w gryce. Nad ranem zobaczyli jakiegoś człowieka, który niby trzepał płachtę, ale w taki sposób, że dało się to odebrać jak znaki – ostrzegał, gdzie nie iść, bo była pułapka. Poprzedniego dnia zastrzelili jednego z uciekinierów. Okoliczni ludzie ukryli ich w lesie, dali trochę chleba i pokazali drogę na Piaski. Niemcy rozstawili wszędzie posterunki. Grupa, w obawie o rodziny, postanowiła rozejść się po dalszych krewnych. Trzeba było pokonać otwartą przestrzeń. Jednemu z uciekinierów pomógł jakiś chłop przebywający na polu, który miał u woza krowy. Na wóz siadł uciekający, a gospodarz poprowadził bydło.  Przez zimę uciekinierzy ukrywali się u kuzynów. Potem wrócili na Dziecinin. Niemcy organizowali „naloty” na wieś tylko w nocy, więc w dzień można było spokojnie pomagać w pracy na gospodarstwie, a na noc ukrywano się najczęściej na poddaszach budynków gospodarczych. Praktycznie nie używano jakichś wymyślnych ukryć.

Warunki życia

Warunki życia były ciężkie, w dużej mierze uzależnione od zbieranych plonów i zaradności ludzi. Jeśli dobrze obrodziło, po oddaniu kontyngentu, zostawało trochę dla siebie. Jeśli nie i oddało się cały kontyngent, to nawet w dużych gospodarstwach bywało ubogo. Bardzo ciężko mieli najubożsi. Mrugałowie mieli trzy córki i hektar ziemi – okropna bieda. Dopiero w późniejszym czasie dorobili się krowy i troszkę im ulżyło. Inne rodziny, gdzie brakowało jedzenia, ratowały się oddając starsze dzieciaki na służbę do bogatszych gospodarzy. W czasie wojny na służbie było dwoje dzieci od Kociubowskich, pięcioro od Bubiczów, troje od Błaziaków, jedno od Buraków. Pracy szukali na innych wsiach i u miejscowych. Najwięcej było jej u Bednarczyka i Krysy, ale także inni trzymali pojedynczych parobków.

Ceny produktów na czarnym rynku były wysokie. W 1941 roku jedno jajko kosztowało 1 zł, kilogram tytoniu – 100 zł, kwintal pszenicy – 1000 zł. Niestety produkty te (poza jajkami), podlegały ścisłej kontroli i nie można było legalnie nimi handlować. Kto jednak ryzykował, mógł dobrze zarobić lub zdobyć – na wymianę niezbędne, reglamentowane towary. Na wieś przyjeżdżało dużo szmuglerów, przywożących takie dobra, a wywożących żywność. Chłopi usiłowali się ratować na różne sposoby. Brak płótna rekompensowali dając do tkania włókno lniane czy konopne (na odzież się nie bardzo nadawało – za sztywne, ale czasem – choć ocierało ciało, i z niego szyto ubrania). Produkowano własnym sumptem mydło, z odpadowego tłuszczu i sody kaustycznej. Przetapiano aluminium i domowymi sposobami odlewano z niego łyżki, widelce, grzebienie itp. Problemem był brak mąki. Przydziały na przemiał ziarna były niewystarczające. Ponadto wielokrotnie Niemcy konfiskowali zboże we młynie, zabierając je tym, którzy akurat legalnie je przywieźli. Ratowano się używając kamiennych żaren. Bednarczyk miał duże, przedwojenne żarna na kierat, na których szybko można było zemleć zboże, ale po niedługim czasie zostały wywiezione na Wolę Idzikowską. Zapotrzebowanie na rynku zapełniali handlarze, przywożąc z Warszawy żeliwne, ręczne żarna. Można było na nich zemleć do 30 kg żyta w ciągu dnia, ale trzeba było się zmieniać przy kręceniu korby, bo jednej osobie było za ciężko.

Pogoda była bardziej wyrazista. Jak popadał zimą śnieg, to sięgał miejscami do dachu stodoły. Można było na sankach zjechać z takiej „skarpy”, aż do niżu. Oczywiście tylko nieliczni mieli sanki. Praktycznie dzieciaki same musiały starać się o takie sprzęty: dwie sztachety, stary przetak na czubki, kawałek lejc na paski, kije z leszczyny, trochę pracy i można było mieć swoje narty.

Edukacja dzieci

Dzieci w wieku szkolnym – okres wojny

 

Dzieci z Dziecinina uczęszczały nadal do szkoły na Kolonii Łopieńskiej. Już w 1939 roku wyszło rozporządzenie, nakazujące zdanie wszystkich książek i map szkolnych. Na Kolonii Łopieńskiej do jednej klasy uczęszczało około 17 dzieci. Nauczycielką była Dudzik Antonina. Okupant uznał, że nie potrzeba mu ludzi światłych wśród Polaków i wystarczy, jak będą umieli tylko czytać, pisać i znać podstawowe działania matematyczne.

W miejsce dawnych podręczników, wydawano „Ster” – miesięcznik, który obejmował całość materiału na dany okres. Dostarczano go w ilości jedna sztuka na klasę. Nauczycielka starała się tak prowadzić zajęcia, by ryzykując dać dzieciom w miarę możliwości jak najwięcej wiedzy i wychowania. Na początku zajęć wieszała krzyż na ścianie i wspólnie modlono się. Podczas lekcji korzystała z ukrytych, dawnych podręczników, które na wypadek zagrożenia chowała do pieca. W ten sposób „przemycała” minimum wiedzy także z geografii czy historii. Ze „Steru” podczas lekcji korzystali wszyscy uczniowie, zaś do domu dostawali go pojedynczo kolejni, z zadaniem przygotowania następnego tematu.

Pewnego razu Renek pasł krowy, ucząc się czytanki na następny dzień. Trzeba było przegonić gęsi z owsa, więc odłożył Ster i poszedł to zrobić. W tym czasie krowa dobrała się do czasopisma. Gdy wrócił, już tylko koniec wystawał jej z pyska. Uderzył ją pałką po łbie, licząc, że może wtedy wypluje papier, ale tak się nie stało, a na dodatek, pałka ześlizgnęła się i utrąciła jeden róg. Próbował go „przykleić” na glinę, ale oczywiście bez rezultatu. Ojciec, gdy zobaczył co się stało, nie uwierzył w tłumaczenia i było lanie. Podobnie w szkole, pani była nieufna i – pomimo łez ucznia – za karę musiał przez godzinę czytać opowiadanie o wilku. Do kolejnego wydania, nauka odbywała się bez gazety.

Władze okupacyjne wydawały rozporządzenia dla szkół. Między innymi uczniowie mieli obowiązek zbierania i wysuszenia określonych, dziko rosnących ziół. Po ich zgromadzeniu, nauczycielka wynajęła wóz i zostały zawiezione do Krasnegostawu. Po powrocie każde z dzieci dostało za pracę po 2-3 cukierki.

Zestawienie (w kg) ziół odstawionych przez szkołę w Fajsławicach w 1942 r.

Zgodnie z tymi zarządzeniami, nie wolno był udzielać ani pobierać prywatnie nauki. Ponadto w szkole musiała pojawić się ulotka o bolszewizmie. Naukę w starszych klasach można było realizować na Woli Idzikowskiej. Jednak, czas wojny i odległość, powodowały, że rodzice z Dziecinina często rezygnowali z wysyłania tam dzieci podczas okupacji.

Ilości godzin pracy wybranych nauczycieli w szkole w Fajsławicach – 1942 rok

Byli też tacy uczniowie, którzy na Kolonii Łopieńskiej chodzili do czwartej klasy przez kolejne 2 lata (przy pozytywnych ocenach końcowych). Potem dyrektor szkoły w Fajsławicach pozwalał im na naukę od razu w szóstej klasie. Norma pracy nauczycieli w Fajsławicach wynosiła 30 godzin / tydzień. Nauczyciele dostawali na miesiąc: przydział na 35 kg węgla, 2 łupki drewna oraz kartki na dodatkowe 0,5 kg tłuszczu Klasy były liczne tj. od 40 do 55 uczniów w jednej.

Zestawienie przedmiotów i ilości odpowiadających im godzin w poszczególnych klasach – szkoła w Fajsławicach 1942 r.

Nauka w czasie wojny miała mieć charakter przede wszystkim praktyczny. Wprawdzie rodzaje przedmiotów uległy niewielkim zmianom (brak historii), ale cel nauczania był odmienny. Chodziło o „wyprodukowanie ” siły fizycznej, a nie inteligencji. Przykładem na to może być zarządzenie, nakazujące tworzenie (szkoła podstawowa) ogródków szkolnych (w większości szkół nie zrealizowane). W szkołach dwuklasowych – o pow. 0,5 ha, czteroklasowych – o pow. 1 ha. Nie chodziło przy tym o poznawanie różnych roślin, ich rozwoju, właściwości, ale wykonywanie określonych czynności i (biorąc pod uwagę powierzchnię) – dostarczanie produktów rolnych. Krótko mówiąc – praktyczny, uproszczony kurs na robotników rolnych.

Zarządzenie Kuratorium w Krasnymstawie dotyczące nauki indywidualnej oraz zbioru ziół

 

Szkoła miała obowiązek wspomagania biednych, ale pracowitych uczniów oraz wdrażania ich (poprzez SKO) do oszczędzania. Obowiązki szkolne, zbieranie ziół, – nie eliminowało to konieczności wypraw do lasu za jagodami na własne potrzeby. W sezonie, niejednokrotnie wywożone były same dzieci do siedliskiego lasu. Przez dzień każde musiało nazbierać pełne wiadro. Pod wieczór przyjeżdżał ktoś po nie lub przychodził do pomocy przy niesieniu zbioru. Trzeba było przejść koło żandarma, który miał posterunek przy wadze w Suchodołach. Sprawdzał co się niosło, czasem zabrał sobie trochę jagód i pozwalał iść dalej.

Nazwiska dzieci z Dziecinina wykreślone w trakcie roku szkolnego 1942 z listy uczniów w Fajsławicach -1942 r. (Kociubowski Stanisław i Mazurówna Edwarda)

Autor : Janusz Szwajewski

Koniec części 2

Sprawdzenie i korekta tekstu: Michał i Izabela Stępniak

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część I

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część II

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część III

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część IV

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część V

Kolonia Suchodoły „2” i okolice – dzieje Dziecinina. Część VI (1)

O Autorze:

Janusz Szwajewski ur. 8.12.1957 r. w Lublinie, dzieciństwo spędził na Dziecinie. Absolwent  III LO w Lublinie oraz Akademii Rolniczej w Lublinie – Wydział Techniki Rolniczej (1980 r.). Ukończył także Zaoczne Technikum Pszczelarskie, oraz posiada tytuł mistrza instalacji sanitarnych. Pracował w Zespole Szkół Techniki Rolniczej w Piotrowicach k. Lublina. Udzielał się także społecznie,  między innymi jako prezes Stowarzyszenia Emaus.

Please follow and like us:
0