Na ugorze

Stępniak z córką AleksandrąRozmowa z Januszem Stępniakiem, młodym rolnikiem indywidualnym z Fajsławic w woj. Lubelskim.

Co zadecydowało o tym, że akurat Ciebie wybrano przewodniczącym Gminnej Rady Narodowej?

Najprościej rzecz ujmując można powiedzieć, że zadecydowali wyborcy. Sam nie głosowałem. Uważałem, że program jest błędny. Mówiłem o tym ludziom. Jest w tym zasadnicza niekonsekwencja – z jednej strony negacja działań władzy, z drugiej wyrażenie zgody na kandydowanie w wyborach! Ale jest to niekonsekwencja pozorna – po prostu skorzystałem z biernego prawa wyborczego. Był to rezultat mojej refleksji nad tym co się w Polsce dzieje od 1980 roku. To, że wybrano mnie, opozycjonistę, działacza „Solidarności” – to również efekt przemian społeczno-politycznych, efekt pluralizmu…

Tutaj w Fajsławicach doprowadzono kiedyś do unieważnienia przeprowadzonych już wyborów. Może ówczesny, indywidualny bunt wyzwolił w chłopach odwagę?

Z całą pewnością tak, ludzie przestali się bać! Józef Wroński pokazał, że z władzą można wygrać i to w majestacie prawa. Ludzie przekonali się, że to ono mogą decydować o tym, czy wynik będzie wynosił 99, 9 czy też 42, 8 proc. Zrozumieli, że może zadecydować o tym ich własne sumienie. Niewiele to, ale jednak już coś.

A co na to twoi koledzy z „Solidarności”? Nie zarzucają Ci, że „zwąchałeś się” z czerwonymi?

Czasem to słyszę. Na początku było trudno. W czerwcu, przed wyborami zanosiło się na 100-procentowy bojkot. Tuż przed głosowaniem wielu rolników przychodziło do mnie, wręcz krzyczeli: Co robisz? Dlaczego? Sprzedałeś się! Odpowiadałem: Ja nie idę. Uważam, że to nie są wybory, lecz głosowanie na program PZPR. Zgodziłem się kandydować, ale to nie znaczy , że się sprzedałem. Wielu poszło, frekwencja wynosiła 25 proc., wybrali mnie.

Teraz można powiedzieć, że uratowałeś wybory zgadzając się kandydować?

Może, gdybym czuł, że się mną manipuluje, ale tak nie jest. Zresztą, gdyby nawet ktoś próbował – nie dam się.

No właśnie, jak układa się współpraca z władzami gminy?

Zawsze uważałem, że nie ma ludzi złych z natury. Nie obchodzi mnie kogo kto reprezentuje, nie zgodziłem się być przewodniczącym GRN po to, by naczelnikowi kopać dołki. Wierzę, że wszyscy chcą dobrze, nie wszyscy tylko mają siłę przebicia i odwagę mówienia głośno tego, o czym szepcą między sobą. Za duży osobisty sukces uważam to, że w gminnej radzie udało mi się utrzymać atmosferę partnerstwa i argumentowania racji. Często dochodzi do polemik, przekomarzań… W wielu kwestiach wciąż wiążą nas przepisy, długo jeszcze przyjdzie nam z nimi walczyć. Przecież ta ostatnia Ustawa o radach narodowych to zbiór przepisów nad, którymi „czuwa” naczelnik. I odpowiedzialność się rozmywa…

Co obecnie dla polskiej wsi jest najważniejsze?

Wiara rolnika, wiara w to, że będzie uczciwie rozliczony ze swojej pracy. Póki chłop nie będzie w to wierzył, ludzie będą uciekać ze wsi.

Czy uważasz, że władza uległa moralnej degrengoladzie?

Tak. Początków zjawiska należy szukać w okresie wypaczeń stalinowskich. Od początku narodzin we mnie świadomości, wiedziałem, jak perfidnie chłop jest oszukiwany, jak brutalnych do tego używa się forteli, sztuczek, jak się nimi manipuluje! Z różnymi okresami przerw to trwa do dzisiaj i – moim zdaniem – nic się nie zmieni, dopóki gospodarką będzie rządziła ideologia.

No to pozwól, że zadam ci pytanie bardzo przewrotne. Czy wierzysz w priorytet dla rolnictwa, w zielone światło Rakowskiego?

Odpowiedź też będzie nieco przewrotna. Przede wszystkim, jestem świadomy tego, że każdemu priorytetowi towarzyszą skutki uboczne, gorsze czasy dla innych gałęzi gospodarki. Przecież to wszystko jest sprzężone, po iluś tam latach zacznie się od nowa… Ale do rzeczy, zobacz jak ten priorytet wygląda. Jeszcze chłopu nie wypłacono pieniędzy za podwyższone wstecz produkty rolne, a już skończyły ceny maszyn i środków do produkcji. Każda rzeczywista podwyżka w rolnictwie jest złudna! Wieś nominalnie ma więcej pieniędzy. Realnie wygląda to zupełnie przeciwnie – wystarczy policzyć co jakiś czas parytet dochodów. Jakoś nikt nie zauważa tego, że my nie tylko produkujemy, ale także konsumujemy i każda podwyżka uderza w nas podwójnie. Rzecz nie w priorytetach i światłach, lecz zdrowym systemie ekonomicznym i w zdrowym systemie sprawowania władzy. Nie chodzi o to, by rządzili ci, którzy chcą, tylko ci, którzy potrafią. I o demokratyczne zabezpieczenie dla społeczeństwa.

Działasz w różnych strukturach władzy lokalnej, działasz społecznie, jesteś członkiem podziemnej „Solidarności”, Rolnikiem, no i jesteś przede wszystkim rolnikiem. Z czego wynika tak duża aktywność?

Z potrzeby walki o prawdę i z mojego egoizmu, z którego zrodziły się moje wady i zalety. M. in. Dzięki ambicjom egoisty i jedynaka skończyłem studia. Powszechnie uważa się, że jest to ujemna cecha charakteru, ale to nieprawda. Chodzi o to, jak człowiek siebie samookreśli. Wcześnie uzyskałem świadomość swojego egoizmu z zagrożeń jakie on niesie. Zacząłem szukać drogowskazów. Znalazłem je w religii, refleksji nad życiem, prawdą i pracą. Dlatego buntuję się przeciw obłudzie i fałszowi.

Powiedz coś o sobie…

Mam żonę, siedmioro dziatwy i gospodarstwo wielkości 6 hektarów. Rozumiejąc to, że robota w ziemi zamyka się pewnym cyklem, postawiłem kiedyś na hodowlę trzody, wybudowałem chlewnię. Rok 1981 dał mi kopa – wtedy zrozumiałem, że w tym kraju nie da się sensownie nic zrobić. Świnie opłacało się wtedy hodować jedynie dla niezbędnego w gospodarstwie obornika. Do tego dochodziły dolegliwości związane z wizytami panów z SB. Zamknąłem się w sobie, po prostu kręciłem od przednówka do przednówka. Nie wierzyłem już żadnej ekipie, dopiero w 1983 roku życie zmusiło mnie do aktywności. Ponieważ mam dużą rodzinę musiałem po raz kolejny na coś postawić. Tym razem postawiłem na chmiel. Co z tego wyjdzie – nie wiem. U nas niczego nie można być pewnym. Założyliśmy też z kolegami spółkę o nazwie „AGRICOLA”. Mamy zamiar m.in. skupować mięso i przetwarzać je na wędlinę.

Czy w mnogości tych wszystkich zajęć i prac znajdujesz czas na osobiste zainteresowania?

Właśnie TO WSZYSTKO jest moim hobby. Oczywiście zdarza się, że niekiedy, po położeniu dzieci spać, mam trochę czasu, jest wtedy godz. 11. Zdarza się, że czytam prasę w ubikacji. Nie uważam tego za profanację, raczej chwytanie czegoś, co mi ucieka. Ostatnio przeczytałem „Bazę Sokołowską” i „Pierwszy krok w chmurach” Marka Hłaski.

Czego życzyłbyś sobie i wszystkim rolnikom tuż za progiem nowych czasów dla polskiej wsi?

Na ostatnim styczniowym posiedzeniu Tymczasowej Krajowej Rady „Solidarności” Rolników Indywidualnych, łamiąc się opłatkiem, życzyłem ludziom cierpliwości i umiejętności rozsiewania wokół siebie nadziei… Bo bez niej zanika wszelka aktywność i sens życia.

Rozmawiał Henryk Sieńko

„Konfrontacje” (17. II. 1989 r.)

Please follow and like us:
0