Polityka-mnie-nie-tyka

Arystoteles pisał, że Państwo składa się jednak nie tylko z większej liczby osób, ale i z osób różnorodnych (…) Części składowe z których ma powstać całość, muszą być różnego rodzaju, a równość polega na wzajemności świadczeń oraz odpłat.(…) Nawet między wolnymi i równymi musi istnieć ta wzajemność czy kolejność świadczeń, bo nie mogą wszyscy równocześnie władać.

Przypomina też, że to, co jest wspólną własnością bardzo wielu, jest najmniej otoczone staraniem. Ludzie bowiem zwykli troszczyć się przede wszystkim o swoja własność, mniej zaś o wspólną lub też o tyle tylko, o ile dotyczy ona któregoś z nich. Prócz innych względów gra tu rolę i ta okoliczność, iż zaniedbanie przychodzi im łatwiej, gdy mogą przypuścić, że inni o daną rzecz się troszczą, podobnie jak nieraz przy posługach domowych liczniejsza służba gorzej obsługuje niż mniej liczna.

I na tej drugiej myśli się zahaczę. Człowiek, który sprawuje władzę staje się (najbardziej) strażnikiem prawa. Już ustanowionego i tego, który sam stanowi. Sprawiedliwość polityczna to sprawiedliwe państwo i prawo, które czyni z nas ostatnią formę rozwoju społecznego.

Kiedyś jeden z miejscowych działaczy postawił tezę: „Władza” została wybrana w wyborach powszechnych i to ona ma „rządzić” w okresie między wyborami, a społeczeństwo ma ocenić to rządzenie w czasie wyborów. Najczęściej jest tak, że tę tezę lansują aktualnie rządzący, a pretendenci się z nią nie godzą. Przynajmniej do kolejnych wyborów, bo potem bywa różnie. Ostatnio często słyszane w odniesieniu do posiadania mandatu. Jak to w Lubartowie przekonaliśmy się, na rozlicznych przykładach, posiadanie mandatu nie występuje w pakiecie z nieomylnością. Polityka, według Maksa Webera, to dążenie do udziału we władzy lub do wywierania wpływu na podział władzy, czy to między państwami, czy też w obrębie państwa, między grupami ludzi, jakie to państwo tworzą.

Wiele osób ostatnio przetasowało liczbę swoich znajomych pod kątem uczestnictwa w manifestacjach. A inni suponują u bliźnich ból tzw. końca pleców związanego ze zmianą władzy. Zmiana władzy jest zjawiskiem dość pospolicie występującym w przyrodzie, nie sądzę więc, żeby było się czym ekscytować. Jak rozumiem ekscytacja dotyczy przejawów sprawowania tej władzy i to chyba pora sobie uświadomić.

Inni za to, bardziej lub mniej pogardliwie, stwierdzają, że politykę to oni zostawiają frustratom, czy innym –aczom, -omom i tym podobnym. W każdym razie niespełnionym gdzie indziej.

Nie wiem, czy będzie dla nich stwierdzeniem odkrywczym, że to nic, że nie interesują się polityką. Polityka się nimi interesuje. Mamy politykę prorodzinną, fiskalną, budżetową, finansową, handlową i co chcieć. Zatem w każdej dziedzinie życia obywatela jest, choćby tenże udawał, że nie ma. Dlatego stwierdzenie „ja się polityką nie interesuję” jest rodzajem samozaspokojenia intelektualnego. Dlatego stwierdzenie „ja się polityką interesuje” oznacza tyle, że nie mam w przysłowiowym końcu pleców w jakiej wysokości są podatki, jakie są główne założenia rozwoju państwa i tym podobne okoliczności.

Czy ja, jako jednostka mam wpływ? Truizm – jeden patyk łatwo złamać, wiązkę – trudniej. Ale – zgodnie z zahaczeniem – zaniedbanie (brak zainteresowania) przychodzi łatwiej, kiedy jeden obywatel przypuszcza, że drugi obywatel się interesuje. Nie można odmówić zasług w tej mierze politykom. Tym, którzy lansują pogląd, że społeczeństwo może oceniać władzę wyłącznie podczas wyborów. Tak, może. Ale niekoniecznie powinno i nie tylko wówczas.

Organizacji strażniczych jak na lekarstwo i niezbyt dobrą mają prasę, bo brzydko się kojarzą. Dziwne, bo wszyscy powinniśmy być strażnikami, dla własnego dobra. Niekoniecznie zrzeszonymi. Żeby sygnalizować, że coś źle działa. To pomoc, nie atak. Ale to niemedialne lub słabo-medialne. Stos papierów jeszcze z nikogo nie zrobił „most popular”. Ale bez sensu jest tkwienie w projekcji, że mnie to nie dotyczy. Wszystko cię człowieku jeden z drugim dotyczy, jeśli mieszkasz w tym kraju. To, czy jutro będziesz płacił 900 zł składki ubezpieczeniowej będziesz zawdzięczał swojemu wyborowi określonego posła, należącego do określonej formacji politycznej. To, czy pojutrze twoje dziecko będzie miało książki do szkoły za darmo, będziesz zawdzięczał temu samemu. Niegłosujący to odrębna kategoria.

Zastanawiam się, czy gdyby udział w wyborach był obowiązkowy, część osób, zamiast stawiać krzyżyk gdzie popadnie, pomyślałoby sobie – a co tam, jak już mam go stawiać, to się trochę zainteresuję. Interesujcie się ludzie bardziej i nie psujcie mi świata swoim nieinteresowaniem się.

Anna Gryta

Anna grytaAutorka jest działaczką społeczną z Lubartowa. Udziela się też jako dziennikarz w lokalnych wydawnictwach. Jej artykuł zajął III miejsce w konkursie dziennikarskim „PETYCJA I ODPOWIEDZIALNA AKTYWNOŚĆ OBYWATELSKA”,  organizowanym przez Instytut Spraw Publicznych i Kancelarię Senatu RP.

Please follow and like us:
0