Stąd nasz ród – wywiad z Kazimierzem Adamiakiem

Kazimierz Adamiak

Fajsławice 24: Mam wrażenie, że pomimo kilkudziesięciu lat emigracji, duża część Pana życia toczy się nadal na Lubelszczyźnie?

Kazimierz Adamiak: Bardzo duża – mogę nawet powiedzieć, że wirualnie tutaj żyję, choć fizycznie jestem tu tylko parę tygodni w roku. Właściwie, w pewnym sensie, nigdy Lubelszczyzny nie opuściłem, mimo, że najpierw wyjechałem na studia do Szczecina, później pracowałem w Kielcach, aż wreszcie wyniosło mnie przypadkiem za ocean. Jednak stopień mojej identyfikacji z Lubelszczyną oczywiście się zmieniał. Najpierw te więzy powoli słabły. W pewnym momencie nawet życie towarzyskie mojej rodziny powoli dryfowało w strefę języka angielskiego i wydawało mi się, że w obu kulturach czuję się równie komfortowo. Z nieznanych jednak powodów, może to wynik starzenia się, od kilkunastu lat obserwuję proces odwrotny: po angielsku czytam i piszę już tylko teksty fachowe, nudzą mnie kontakty z innymi nacjami, praktycznie nie znam kanadyjskich polityków. Jedynym elementem, który mnie tam jeszcze emocjonalnie trzyma są wnuki.

– Skąd się bierze ta potrzeba wśród emigrantów wracania myślami w rodzinne strony? To tylko sentyment czy może jednak coś więcej?

Postawy emigrantów w tym względzie to pełne spektrum i nie wszyscy czują się związani, choćby tylko w myślach, z rodzinnymi stronami. Znam takich, co nie mają absolutnie żadnej potrzeby wyjazdu do Polski, nie utrzymują żadnego kontaktu ze społecznościa polonijną, mowią half-na-pół i latami nie przeczytali żadnej polskiej ksiazki. Druga skrajność, którą ja reprezentuję (tylko polski kościół, tylko polskie sklepy, tylko polskie imprezy, tylko polscy znajomi), to też chyba przesada. Dlaczego się tak dzieje? Pewnie odpowiedzialne za to są po prostu geny, czyli biologia.

–  Wiem, że przez ostatnie lata dużo czasu poświęcił Pan na studiowaniu genealogii rodów wywodzących się z naszej gminy.

Zawsze miałem skłonności do zajmowania się sprawami zupełnie niepraktycznymi: historia, literatura, teologia… Nawet moje zainteresowania zawodowe obracają się wokół zagadnień teoretycznych, bo szukam raczej intelektualnej przygody, niż korzyści użytkowych. Wiele lat temu wciągnęła mnie genealogia, najpierw w klasycznej wersji odtworzenia drzewa genealogicznego swoich przodków. To można zrobić dość szybko i wtedy powstaje pytanie co dalej. Najpierw więc rozszerzyłem swoje poszukiwania o wszystkich kuzynów, a większość ludzi z tradycyjnych rodzin parafii Fajsławice jest spokrewniona. Następny krok to rekonstrukcja wszystkich głównych rodzin z Siedlisk, Suchodół, Fajsławic i Woli.

– Jak pracochłonne jest to zajęcie? Ile czasu zajęło Panu zbieranie materiałów i ich analiza? Co jest w tym wszystkim najtrudniejsze?

Zacząłem około 10 lat temu i od tego czasu nie było praktycznie dnia, abym nie spędzil trochę czasu uzupełniając swoje zapiski: czasem tylko 20-30 minut, czasem kilka godzin. Robię to w czasie wakacji, podróże samolotem lub czekanie na lotnisku wcale mi się nie dłużą. Najtrudniejsze było zgromadzenie skanów wszystkich potrzebnych akt metrykalnych. To ciągle nie jest skończone, bo wciąż nie mam dostępu do akt z pierwszej połowy XVIII wieku z parafii Biskupice, gdzie nasze wsie nalezały zanim powstała parafia w Fajsławicach. Najnudniejsze było spisanie wszystkich metryk do Excel’a – to jakieś 40000 wpisów. Później bardzo ciekawy etap rekonstrukcji rodzin. Ta praca jest już zakończona: skompletowałem ok. 250 rodzin noszących 101 nazwisk. W sumie ok. 17000 osób. Teraz można by długo bawić się w detektywa próbując odgadnąć elementy, które nie wynikają wprost z podstawowych danych: ukrytych z powodu zmian nazwisk, pomyłek w zapisach, zagubionych ksiąg.

– Czy planowane jest wydanie wyników Pana pracy w formie książkowej?

Tak i książka jest już w ok. 30 % gotowa. Pan Adam Polski zaoferował swoją pomoc w sprawach wydawniczych (a ma w tym sporo doświadczenia), Lucjan Kasprzak udostępnił parę fotografii, a ja pewnie potrzebuję jeszcze około roku, aby pisanie zakończyc. Obawiam się trochę, że książka może nie być zbyt ciekawa, bo będzie zawierać głównie dane demograficzne: urodzenia, śluby, zgony. Mam jednak nadzieję, że zainteresuje ona jakąś część mieszkanców okolic Fajsławic.

– Na koniec zapytam jeszcze, dlaczego Pana zdaniem ludzie powinni pamiętać o swoich przodkach? Znać ich historię?

Historia mojej rodziny to mały fragment historii Polski i jeszcze mniejszej historii ludzkości. Bez znajomości tej historii stajemy sie inteligentnymi automatami, które interesuje tylko zaliczenie następnej przyjemności i zdobycie nowego gadżetu. Przyszłość Polski i ludzkości zależy między innymi od tego, jaki procent społeczeństwa stanowić bedą ludzie mądrzy i myślący, którzy nie dadzą się manipulować różnym szarlatanom i demogogom. A historia jest podobno „magistra vitae”.

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Dziękuję i pozdrawiam czytelników serwisu fajslawice24.pl

Rozmawiał Michał Stępniak

Kazimierz Adamiak (ur. 1951) dzieciństwo spędził na Ignasinie. Swoją edukację rozpoczął jeszcze w tamtejszej szkole czteroklasowej, a skończył w 1965 roku w tysiąclatce w Boniewie-Ignasinie. Matura w roku 1969 w Liceum Ogólnokształcącym w Krasnymstawie. Doktor habilitowany nauk technicznych. Od ponad 25 lat profesor nauk technicznych na Uniwersytecie Zachodniego Ontario w London, Ontario, Kanada. Zatępca redaktora naczelnego wiodącego czasopisma w swojej branży – Journal of Electrostatics – ukazującego się w Holandii. Hobbystycznie zajmuje się historią i genealogią.

W najbliższą niedzielę 13 sierpnia, na XVI Zielniku Fajsławickim, wygłosi odczyt pt. „Stąd Nasz Ród”, dotyczący historii chłopskich rodów Siedlisk, Suchodół, Woli Idzikowskiej i Fajsławic.

Please follow and like us:
0