Apel o pomoc w odnalezieniu świadków wydarzeń sprzed 100 lat

Kilka dni temu otrzymaliśmy list od Kazimierza Adamiaka zamieszkałego na stałe w Kanadzie. Jego autor prosi o kontakt osoby, które posiadają wiedzę na temat wydarzeń z okresu I wojny światowej. Chodzi przede wszystkim o wielką ucieczkę na wschód w 1915 roku, opisaną w publikacji „Dzieje rodziny Adamiaków…”.  Autor listu apeluje: …ocalmy od zapomnienia co tylko jeszcze się da. Nie muszą to być tak dokładne relacje (…). Jeśli ktokolwiek wie cokolwiek, choćby tylko tyle, że dziadkowie, albo sąsiedzi dziadków, byli na wygnaniu, choć szczegóły uległy już zapomnieniu, proszę o kontakt. (…) Być może uda nam się razem stworzyć interesujący dokument dla przyszłych pokoleń.”

Oto pełna treść listu:

Pamieć o I wojnie światowej

Kazimierz Adamiak

Autor listu – Kazimierz Adamiak. Źródło zdjęcia: http://ieeexplore.ieee.org/

Burzliwe epizody historii XX wieku nie ominęły też naszej okolicy. Oczywiście wiemy więcej o Drugiej Wojnie Światowej: te zdarzenia są ciągle świeże, żyją jeszcze ich świadkowie, pan Józef Janiak opisał wszystko w swojej książce „Bohaterowie cichego frontu”. Rzadziej zdajemy sobie sprawę z tego, że Pierwsza Wojna pod pewnymi względami była tragiczniejsza niż Druga: na przykład, na jej frontach straciło życie znacznie więcej polskich żołnierzy. W tej sytuacji inicjatywa moich kuzynów, Anieli i Karola Matraszków, aby opublikować wspomnienia wojennych losów naszych dziadków, Klementyny i Ludwika Adamiaków, wydaje mi się nadzwyczaj cenna.

Takich historii było jednak więcej i to rożnego rodzaju. Tak jak zdarzyło się to w rodzinie naszych dziadków, uchodźcy na terytorium Rosji, Ukrainy i Białorusi często umierali – szczególnie w wyniku epidemii cholery zaraz na początku tułaczki w okolicach Mińska i Kobrynia na Białorusi. Ale rodziły się też nowe dzieci (córka Tomasza Olecha i Marcjanny Lipy z Siedlisk, Zuzanna, urodziła się aż w guberni symbirskiej). Zawierano małżeństwa – niekiedy we wspaniałych katedrach Kijowa czy Moskwy. Niektórzy nowożeńcy wracali później w rodzinne strony przywożąc ze sobą małżonków czasem z odległych stron. Ignacy Jersak poślubił Bibjannę Pukarowską w Orenburgu, na granicy z Kazachstanem – jej grób jest przy głównej alei nowego cmentarza. W księdze metrykalnej ksiądz zapisał, ze Kazimierz Adamiak z Suchodół nie wrócił z Rosji, ale czy wiadomo co się z nim stało? Jeśli nie wróciła cała rodzina, nikt już nie dojdzie, gdzie spoczęły ich kości. Tułaczka niektórych była stosunkowo krótka: (prapradziadkowie administratora tej strony dotarli do Kobrynia, ale po śmierci praprababki Franciszki z domu Majcher, prapradziadek Ludwik Stępniak postanowił wrócić do domu). Ostatni wracali dopiero w roku 1921.

Bieżeństwo to zresztą tylko jeden z wielu rozdziałów tej epopei. Były jeszcze inne. Młodzi mężczyźni z terenu naszej parafii ginęli jako żołnierze armii carskiej; czasem na terytorium Polski, a czasem bardzo daleko od domu (Józef Bednarczyk z Woli zginął gdzieś na Kaukazie). Franciszek Miciuła z Siedlisk wrócił w roku 1915 ze szpitala w Moskwie i na drugi dzień umarł. Z wycieńczenia, nadmiaru wrażen, a może przedobrzył ze świętowaniem? Bywało, że dostawali się do niewoli niemieckiej i tam umierali: Kazimierz Wójcik, syn Stanisława i Rozalii umarl w lipcu 1918 w Weiswalu. Mieliśmy paru żolnierzy w legionach Piłsudskiego – Wincenty Gładysz z Oleśnik poległ w Galicji w 1914 roku.

Ci, którzy zostali na miejscu, ponosili czasem śmierć jako przypadkowi świadkowie działań wojennych. Zdarzyło się to 23 letniemu Pawłowi Wilkowi z Woli w czasie pierwszego przejścia frontu w roku 1914. Paru żołnierzy straciło życie w czasie wojny z bolszewikami w roku 1920. Epidemie (szkarlatyna, ospa, cholera, tyfus), które dziesiątkowały uchodźców nie ominęły też tych co zostali.

Mój apel: ocalmy od zapomnienia co tylko jeszcze się da. Nie muszą to być tak dokładne relacje jak te spisane przez Anielę (choć byłyby to nadzwyczaj wartościowe). Jeśli ktokolwiek wie cokolwiek, choćby tylko tyle, że dziadkowie, albo sąsiedzi dziadków, byli na wygnaniu, choć szczegóły uległy już zapomnieniu, proszę o kontakt. Ja ze swej strony postaram się spenetrować źrodła archiwalne. Być może uda nam się razem stworzyć interesujący dokument dla przyszłych pokoleń. Moj adres emailowy: kadamiak@eng.uwo.ca. Latem bedę też dostępny telefonicznie i osobiście.

Z góry dziękuję!

Kazimierz Adamiak

Z autorem listu można się tez kontaktować za naszym pośrednictwem, poprzez:

  • adres mailowy redakcja@fajslawice24.pl,
  • serwis społecznościowy Facebook,
  • lub tel. 739 049 082