Autorytarne pokusy lokalnych rządców

UrnaUtrwala się system będący mieszaniną wzorów peerelowsko-feudalnych. Tym bardziej aroganckich, że wzmocnionych wyborczym mandatem.

Wielki skandal związany z liczeniem głosów przykrył to, co w ostatnich wyborach okazało się bardzo ważne: wejście ruchów miejskich i słabnącą władzę „niezatapialnych” prezydentów miast. Co wraz z marną frekwencją pokazuje, że ludzie coraz śmielej manifestują niechęć wobec obecnej Polski samorządowej. Bo ma się ona źle. Nauczyliśmy się już, że nie ma demokracji bez samorządów, ale to, że nie ma samorządności bez wpływu ludzi na decyzje władzy, z trudem przebija się do głów decydentów.

A właśnie „na dole”, zwłaszcza w mniejszych miastach i gminach, najbujniej rozkwitają autorytarne pokusy lokalnych rządców. Tam tworzą się trwałe nepotyczne układy. Burmistrz to często królewiątko otoczone siecią klientów żyjących z jego władzy i wspierających ją. Opozycja bywa w takich miejscach słaba lub zblatowana. A każdy, kto chce zmiany czy dopomina się swoich praw, jest traktowany jak wróg.

Nieraz wysłuchiwałem o tym ponurych opowieści. Choćby o tym, jak z przyzwoleniem władz łamane są prawa pracownicze, zwłaszcza tam, gdzie jest duże bezrobocie. A jeśli ktoś protestuje, dostaje od pracodawcy wilczy bilet. I innej pracy nie znajdzie, bo układ władzy obejmuje również lokalny biznes zainteresowany zwykle tym, by ludzie siedzieli cicho i nie psuli interesów.

Źródło: http://wyborcza.pl