Bieżeństwo 1915: Tułaczka jednej rodziny, z wielu

Od Autora

Opracowanie o bieżeństwie, opublikowane na tym forum jakiś czas temu, zawierało tylko suche fakty: imiona i nazwiska osób dawno już nieżyjących, niewiele mówiące nazwy miejscowości (poza tymi zapamiętanymi z „Trylogii”). Ale przy odrobinie chęci i wysiłku możnaby rozbudować dzieje każdej z rodzin do całkiem pasjonujących historii. Poniżej „rozszerzona” opowieść o tułaczce rodziny Ignacego i Marianny Adamiaków (w poprzednim dokumencie wymienionych w części dotyczącej Siedlisk po numerem 1). Dużo informacji do tej opowieści uzyskałem od pani Doroty Kusztykiewicz, z pochodzenia świdniczanki, a mieszkającej obecnie w Zamościu, praprawnuczki Ignacego i Marianny. Dodałem też informacje opublikowane na tym forum przez Anielę i Karola Matraszków.

bialacerkiew

Obraz kościoła w Białej Cerkwi namalowany przez Romana Adamowycza

Bieżeństwo 1915: Tułaczka jednej rodziny z wielu

Ignacy Adamiak i jego żona Marianna z domu Cholewa nie byli młodzi, gdy przyszło im uciekać przed nadchodzącym frontem I wojny światowej. On miał 56 lat, ona 57. Trzeba jednak pamiętać, że w tamtych czasach zdarzało się, iż w akcie zgonu osoby sześćdziesięcioletniej jako przyczynę śmierci ksiądz wpisywał „starość”.  Można więc powiedzieć, że Ignacy i Marianna byli u progu starości. Większość z ich siedmiorga żyjących dzieci była dorosła i założyła już swoje rodziny. Jednak uznano, że w czasach niepewnego jutra warto trzymać się razem.

W uchodźctwie towarzyszyła więc rodzicom najstarsza córka Urszula (nazywana później „Lokajką”), z mężem Ignacym Lipą i dziećmi: Julianną, Wacławem, Janem i Moniką. W poprzednim opracowaniu ich nie ma, bo mieli niebywałe szczęście i z ich rodziny nikt nie umarł, więc nie pozostawili „śladów” w aktach. Był tez drugi w kolejności syn Ludwik (z żoną Klementyną i trójką dzieci). Trzecia córka Helena „Rejmanka” (z mężem Rajmundem Pituchą i trójką dzieci, Siedliska poz. 29) pewnie też tułała się razem z resztą, choć ostatecznie znajduje czasowe schronienie w pewnej odległości. Jest też córka Zofia (z mężem Aleksandrem Stykiem i rocznym niemowlęciem). Grono zamyka najmłodszy syn Grzegorz, kawaler.

zolnierzcarski

Podanie rodzinne głosi, że zdjęcie przedstawia jednego z braci Adamiaków. Munduru jak narazie nie udało się zidentyfikować.

Nie ma wśród uciekinierów środkowych synów, Jana i Mikołaja, bo ci zostali już wcześniej zaciągnięci do carskiego wojska. W wojsku służy też najstarszy syn Lipów – Michał. Niejasne są losy drugiego syna Lipów – Teofila. Wiadomo, że jakimś sposobem znalazł się w carskiej szkole morskiej w Petersburgu. Pływał na słynnym pancerniku „Potiomkin” i był świadkiem jak jego jednostkę odwiedził sam car. Przekaz rodzinny mówi, że znalazł się w tej szkole już przed ucieczką rodziców na Ukrainę i to podobno w wieku lat 8. Szczegółów jednak brak.

Zaraz na początku tułaczki umiera Zofia Stykowa, Grzegorz Adamiak i dwóch synów Ludwika (Antoni i Stefan). Tylko rodzinę Ignacego Lipy omijają choroby. Reszta dociera do Białej Cerkwi na Ukrainie, z wyjątkiem Heleny i Rajmunda, którzy zatrzymali się w Kijowie (to tylko ok. 100 km w linii prostej). Równie dobrze mogli jednak przenieść się tam już poźniej po pewnym okresie pobytu razem z resztą rodziny.

Pierwszą część trasy uchodźcy z pewnością pokonują własnym transportem, tzn. wozem konnym. Ludwik Adamiak (inni pewnie też) prowadzi za wozem krowę. Trasę wyznaczają miejsca pochówku kolejnych zmarłych – urywa się ona gdzieś na środkowej Białorusi. Pewnie tam władze zaczynają ładować uciekinierów na pociągi. Tym, którzy zmierzają do Białej Cerkwi nie jest to aż tak konieczne – dojechaliby o własnych siłach, choć mogliby nie zdążyć przed nadchodzącą zimą. Byli jednak tacy, których los rzucił na Kaukaz, a nawet do Władywostoku. Skąd wiemy, że przynajmniej część trasy opisywana rodzina pokonała koleją? Z przekazu rodzinnego o dwóch synach Lipów, Janie i Wacławie. Na jakiejś stacji kolejowej zabawiali się zawieszonym na słupie dzwonkiem. Nie wiedzieli, że służy on jako sygnał odjazdu dla pociągu. Uruchomiony przez nich pociąg na szczęście udało się zatrzymać, nie udało się zatrzymać lania ojcowskim paskiem.

W Białej Cerkwi znajdowała się duża posiadłość hrabiny Branickiej, która zatrudnia uchodźców przy wyrębie lasu. Miasteczko było w większości ukraińskie, ale prawie z połową mieszkańców narodowości żydowskiej i ze sporą grupą Polaków. W Białej Cerkwi osiada też spora liczba innych uchodźców: nie tylko z Siedlisk (między innymi stryj Ignacego – Wojciech), ale też Oleśnik i innych okolicznych wsi. Parę siedliskich rodzin zatrzymuje się w Kijowie, ok. 100 km na północ. Wśród nich jest Rajmund Pitucha z córką Ignacego, Heleną.

W Białej Cerkwi fukcjonuje polski Kościół obsługiwany przez oo. Jezuitów. Przekazy rodzinne nie odnotowują żadnych aktów wrogości między grupami etnicznymi. Wręcz przeciwnie, obraz stosunków wyłaniających się z opowieści jest prawie sielankowy. Klementyna Adamiak do końca życia wspominała o pięknych spiewach Ukrainek i ich tradycjach kulinarnych. Musiały się komunikować często, bo sporo pamietała z tamtejszego języka (pewnie bardziej rosyjskiego niż ukraińskiego). Na uchodźctwie rodzi się syn Ignacego Lipy, Bolesław, i dwie córki Ludwika Adamiaka: Anastazja i Stefania (ta druga zmarła w niemowlęctwie). Starsze dzieci chodzą do ochronki. Po rewolucji październikowej, gdy pojawiają się walczące z sobą frakcje, dzieci wykorzystuje się do roznoszenia ulotek. Nieświadome roznoszonych treści nie raz „obrywaja” od zeźlonych adresatów.

church_of_bila_tserkva

Kościół w Białej Cerkwi na współczesnej fotografii, świadek dramatów i radości „bieżeńców” z Siedlisk.

Wydawaćby się mogło, że to zupełnie nieprawdopodobne, ale na uropie z wojska odwiedzają rodzinę w Białej Cerkwi Jan i Mikołaj Adamiakowie. Długo podejrzewałem, że właśnie wtedy zabrali z sobą do Petersburga Teofila Lipę i tam umieścili w szkole. Wspomnienia rodziny tego jednak nie potwierdzają. Pod koniec pobytu w Białej Cerkwi umiera na tyfus Ignacy Adamiak. Jego żona Marianna (zmarła w roku 1936) i reszta rodziny wracają. Nie wiadomo, czy dalej razem, czy w już mniejszych grupach.

Michal Lipa podobno gonił konno odjeżdżący już do Polski pociąg. Po pewnym czasie docierają do domu zdemobilizowani Teofil Lipa (ten podobno „na skróty” przez Ural i Kazachstan), oraz Jan i Mikołaj Adamiakowie. Doświadczenia nie idą jednak na marne: w wolnej Polsce Wacław zostaje marynarzem Flotylli Pinskiej nad Prypecią, a jego starszy brat Teofil ukończy szkołę kierowców w Lublinie i będzie kierował pierwszym autobusem kursującym na trasie Lublin-Warszawa, który nazywa się „Warszawianka No.1”. W czasie II Wojny walczy w Brygadzie Kawalerii Zmotoryzowanej gen. Maczka. Jan Adamiak zostanie ostatnim przedwojennym wójtem Fajsławic.

 

Autor: Kazimierz Adamiak

Kazimierz AdamiakKazimierz Adamiak (ur. 1951) dzieciństwo spędził na Ignasinie. Swoją edukację rozpoczął jeszcze w tamtejszej szkole czteroklasowej, a skończył w 1965 roku w tysiąclatce w Boniewie-Ignasinie. Był szkolnym kolegą śp. senatora Janusza Stępniaka.  Matura w roku 1969 w Liceum Ogólnokształcącym w Krasnymstawie. Doktor habilitowany nauk technicznych. Od ponad 25 lat profesor nauk technicznych na Uniwersytecie Zachodniego Ontario w London, Ontario, Kanada. Zatępca redaktora naczelnego wiodącego czasopisma w swojej branży – Journal of Electrostatics – ukazującego się w Holandii.

Poza działalnością zawodową pisuje regularnie teksty o tematyce społeczno-historyczno-religijnej do prasy polonijnej w Kanadzie. Autor opracowania „Imiona chrzestne dzieci chłopskich parafii Fajsławice w drugiej połowie XVIII wieku” opublikowanego w „Rocznikach Historii Kościoła KUL”.

Mimo emigracji wirtualnie żyje na Lubelszczyźnie.