Bitwa pod Fajsławicami w dniu 26 września 1939 r. – Część I

Przedmowa i opis działań wojennych we wrześniu 1939 r.

Hasło „bitwa pod Fajsławicami” kojarzy się najbardziej ze starciem z 24 sierpnia 1863 r. w czasie powstanie styczniowego i jest stosunkowo dobrze zakorzeniona w pamięci mieszkańców gminy. Z uwagi na cmentarze z I wojny światowej rozsiane po okolicy w miarę powszechna jest też świadomość walk, jakie rozegrały się w trakcie tego konfliktu na terenie gminy. Najpierw walki przetoczyły się przez Fajsławice w sierpniu 1914 r. w wyniku ofensywy astro-węgierskiej. Następnie kontrofensywa rosyjska w listopadzie 1914 r. odrzuciła przeciwnika aż za Krasnystaw. Do kolejnych ciężkich walk doszło w lipcu 1915 r., kiedy połączone siły niemieckie i austro-węgierskie wyparły już ostatecznie Rosjan z terenu Fajsławic. Z uwagi jednak na szeroki przestrzennie zakres operacji wojennych, walki te ciężko nazwać bitwą pod Fajsławicami, gdyż był to element większego frontu. Coś co moim zdaniem można śmiało nazwać kolejną bitwą pod Fajsławicami miało miejsce 26 września 1939 r.

Polski plakat wojenny

Polski plakat wojenny

Od ataku Niemiec na Polskę 1 września 1939 r. upłynęło 18 dni nim front doszedł w okolice Fajsławic. Położenie Wojsk Polskich było ciężkie. Poza kilkoma punktami oporu Niemcy zajęli większość zachodniej części kraju, wschodnie tereny zaczęła zajmować Armia Czerwona. Przez Lubelszczyznę przetaczały się oddziały z różnych frontów, próbujące wycofać się na tzn. przedmoście rumuńskie, czyli południowo-wschodnią część kraju, która miała być ostatecznym bastionem oporu Polaków w oczekiwaniu na brytyjsko-francuską ofensywę na zachodzie.

Pierwsza faza bitwy

Pierwsze oddziały niemieckie dotarły do Fajsławic 19 września. Wstępem do właściwych walk był udany atak grupy cywilów pod przywództwem Tomasza Surmy wraz z kilkoma oficerami Wojska Polskiego w dniu 25 września na kwaterujący w majątku w Suchodołach 30 osobowy oddział niemiecki. Impulsem do ataku była mylna interpretacja ruchów wojsk niemieckich wycofujących się w stronę Lublina. Sądzono, że jest to wynik francuskiej ofensywy na zachodzie, w rzeczywistości Niemcy wycofywali się odstępując Związkowi Radzieckiemu Lubelszczyznę zgodnie z zapisami Paktu Ribbentrop-Mołotow (co zostało potem zmodyfikowane 28 września 1939 r., kiedy w wyniku obustronnych ustaleń Lubelszczyzna została wymieniona za Litwę, przypadającą pierwotnie Niemcom). Atak w Suchodołach zakończył się sukcesem, po części w wyniku przyłączenie się do akcji dodatkowych żołnierzy polskich przemieszczających się wtedy przez teren gminy. Jak podaje Józef Janiak w książce „Bohaterowie cichego frontu. Okupacja niemiecka i ruch oporu 1939-1944 w gminie Fajsławice, województwo lubelskie” [LINK: http://www.tpf.org.pl/publikacje-ksiazkowe ]: „W potyczce zginęło pięciu Niemców, pewna liczba dostała się do niewoli w ręce żołnierzy z grupy płk. Koca, tylko dziewięciu udało się uciec do Piask. Zdobyto siedem samochodów. Straty własne: jeden zabity i dwóch rannych (…).” Warto nadmienić, że tym zabitym był sam inicjator ataku, Tomasz Surma, prezes Spółdzielni „Baczność” w Fajsławicach.

Główne walki o Fajsławice nastąpiły następnego dnia, tj. 26 września, sprowadzane natarciem Niemców od strony Piask, prawdopodobnie powodowanych chęcią pomszczenia porażki w Suchodołach. Obszerną relację z tych walk, przytoczoną w książce Józefa Janiaka, przedstawił Zygmunt Dutka, uczestnik tych walk. Nad ranem jego odział stacjonujący w Fajsławicach usłyszał ostrzał karabinowy, a potem i artyleryjski od strony cmentarza wojennego z I wojny światowej, przy szosie na Piaski, gdzie podeszli Niemcy i założyli tam swoje stanowiska. Dowódca kompanii por. Tadeusz Cesarz natychmiast zarządził zbiórkę i rozkazał atak tyralierą na pozycje niemieckie. Polacy pod ciągłym niemieckim ogniem atakowali równolegle wzdłuż szosy lubelskiej w stronę cmentarza. Do przebycia mieli odsłoniętą przestrzeń zaoranych już pól. W pewnym momencie polskie natarcie zostało przybite do ziemi ogniem karabinowym i nastąpiło ostrzeliwanie się z pozycji leżących. Wtem, jak podaje Zbigniew Dutka:
„Od strony zabudowań wiejskich [Boniewa – J. J.] doszły nas krzyki „hurra”, a za chwilę przybiegł sierżant Książek i wymachując naganem poderwał nas do ataku. (…) Nie dbaliśmy już o niemiecką strzelaninę, ani salwy niemieckiej artylerii spod lasu. (…). Byliśmy już może 200-300 m od stanowiska Niemców (…).”

Atak wojska polskiego

Wojsko Polskie w natarciu

W tym momencie z innej strony atakiem na bagnety na wroga rzuciła się kompania Junackich Hufców Pracy (była to ochotnicza paramilitarna organizacja młodzieżowa, skupiająca głównie osoby w wieku 18-20 lat, które wykonywały zadania związane z obronnością kraju). Atak ten zmusił Niemców do poddania się i podniesienia rąk. Wyjątkiem był ich dowódca porucznik książę Ferdynand zur Lippe – Weissenfeld, który korzystając z zamieszanie wyciągnął z kabury pistolet, powalił strzałami trzech najbliższych junaków i zaczął samotnie uciekać. W wyniku strzelaniny dosięgła go jednak polska kula i śmiertelnie powaliła na ziemie. W tym miejscu należy nadmienić, iż był to jeden z czterech wojskowych niemieckich posiadających tytuł „księcia”, którzy polegli w trakcie całej kampanii wrześniowej. Oprócz jeńców w polskie ręce dostały się ciężkie karabiny maszynowe, samochód pancerny pełen zapasów żywności oraz działko przeciwpancerne. Po zwycięskiej bitwie oddział por. Tadeusza Cesarza, zgodnie z rozkazem odmaszerował przez Suchodoły i Siedliska w kierunku Janowa Lubelskiego, by dołączyć do swego głównego zgrupowania. Należy dodać, że w wyniku ostrzału artyleryjskiego w Boniewie i Fajsławicach wybuchło wiele pożarów.

Opracował: Dominik Błaziak