Dzieje rodziny Ludwika i Klementyny Adamiaków od wielkiej ucieczki na wschód do końca II wojny światowej – Cześć IV

Adamiakowie z dziecmi rok 1933

Główni bohaterowie wspomnień: Klementyna i Ludwik Adamiakowie wraz z dziećmi (od lewej) – Janką, Felkiem i Nastką. Zdjęcie wykonane w 1933 roku

Wstęp

Dzieje rodziny Ludwika i Klementyny Adamiaków od wielkiej ucieczki na wschód do końca II wojny światowej – Cześć I

Dzieje rodziny Ludwika i Klementyny Adamiaków od wielkiej ucieczki na wschód do końca II wojny światowej – Cześć II

Dzieje rodziny Ludwika i Klementyny Adamiaków od wielkiej ucieczki na wschód do końca II wojny światowej – Cześć III

II wojna światowa

Czas międzywojenny, chociaż był to niezwykle trudny okres wytężonej pracy i wyrzeczeń, zdaje się być niczym w porównaniu z przeżyciami w czasie tułaczki. Drugą wojnę przeżyli w miarę szczęśliwie, choć front w 1944 roku, przechodził przez zabudowania Dziadków.

Pięcioletni wówczas Karol – wspomina: Wieczorem, gdy mama gotowała kluski, wkroczyli Niemcy kazali nam się wynosić z domu: „…raus!!! …raus!!!”, w którym zorganizowali własny sztab. Byli już w odwrocie. Ze wschodu na zachód ciągnęło niemieckie wojsko: samochody, działa, warkot motorów, krzyki, rozkazy w niezrozumiałym niemieckim gardłowym języku.

Natarcie żołnierzy niemieckich na froncie wschodnim

Natarcie żołnierzy niemieckich na wieś na froncie wschodnim. Na pierwszym planie widoczni uzbrojeni żołnierze, na drugim płonące zabudowania. (Źródło zdjęcia: http://www.audiovis.nac.gov.pl/)

Nie wiedzieliśmy, co robić. Mężczyźni byli bezradni. Kobiety, wskazując na małe dzieci, rozpaczliwie nalegały, by uciekać. Dokąd? Babcia i nasza mama poddały myśl – na Bielechę, do brata Babci – Izydora, który mieszkał za lasami. Załadowaliśmy się wszyscy na furmankę. Dziadek – sceptyczny, co do pomysłu – ale zaprzągł parę koni, wziął w ręce lejce i wydał polecenie: – Felek, otwieraj bramę. Brama została otwarta… i w tym momencie na podwórze zajechała furmanka, a na niej, kto? Izydor z całą swoją rodziną z… Bielechy! – Myśleliśmy, że tu u was spokojniej, bo u nas wojna. Co się dzieje u nas, trudno opowiedzieć. Był lipiec 44r., dzień długi, ale już późno się robiło i zabrakło dalszych pomysłów. Postanowiono, za radą naszej mamy, wszystkich załadować do piwnicy pod spichrzem zbożowym. Argumentem jej było to, że spichrz jest murowany, a więc najbezpieczniejszy.

Najaktywniejszą, w realizacji tego postanowienia, była malutka, niespełna dwuletnia, Anielcia. Wspominała ciocia Nastka: Brała każdego za rączkę i ze swoim: …iść, …iść, prowadziła wszystkich do „schronu”. Ją także. W „schronie”, Babcia i nasza mama zgromadziły coś do jedzenia i picia oraz pierzyny, na których umieściły wszystkich, w wielkiej ciasnocie, a dzieciom pozatykały uszy poduszkami, żeby nie ogłuchły od huku armat. Jedna z nich stała tuż za spichrzem. Za granicą gminy i powiatu, w odległości około 150m od nas, na Smykowym polu, rano odkryliśmy okopy, połączone w transzeje, i różne przedmioty: resztki niemieckich mundurów, duże ilości rozrzuconej, różnorakiej amunicji, dużo prochu do dział w kształcie włoskiego makaronu o długości ok. 30cm, puste skrzynki po bombach, jeden połamany karabin i wiele innych wojskowych rzeczy. Zboże było stratowane na obszarze kilku hektarów.

W nocy siedzieliśmy cicho i nikt nie śmiał wychylić nosa na zewnątrz. Dopiero rano, gdy wszystko ucichło, bardzo ostrożnie Dziadek uchylił drzwiczki piwnicy. Chlusnęło jasnym, słonecznym lipcowym światłem i wszyscy zaskoczeni, niespodziewanie usłyszeliśmy: – „Zdrastwujtie. Giermanca uże niet.”

Ludwik

Klementyna i Ludwik Adamiak 1962 rok

Ludwik Adamiak z żona Klementyną. Zdjęcie z 1962 roku.

Dziadek Ludwik znał się na wszystkim, na każdej pracy i znał jej wartość. Nigdy nie robiono prac zbędnych. Każda praca była przemyślana: jak, kiedy i co siać; kiedy, z czyją pomocą zebrać plon i jak go zagospodarować. Każda środa – jarmark w Piaskach. Na bieżąco ceny zboża, bydła, świń i koni.

Konie były najważniejsze, bo krowy były własnego chowu, a na koniach często dało się nieźle nawet zarobić. Nigdy nie handlował w sensie „tu kupić, tam sprzedać”, ale trzeba było się znać przy kupnie. Koń mógł być zabiedzony, ale zdrowy i bez feleru. Dziadek go odkarmił, osobiście doglądał. Rano 4.30 do stajni dać jeść, by przed robotą koń mógł się spokojnie najeść i napić. Później do roboty o godz. 6-7. To samo w południe, czy wieczór. Mogło być coś innego nie zrobione, ale koń musiał zjeść, bo on ciężko pracuje.

Ciężka, wytrwała praca dawała plon. Ziemię kupowali, pracując w pocie czoła, nie szczędząc zdrowia, trudu własnego i całej rodziny, by stać się po wojnie „kułakiem”, wrogiem wszystkich i wszystkiego!!!

Religijność: pacierz rano i wieczór, i znak krzyża przed i po jedzeniu, jak również przed pracą. Scenka z życia codziennego, przy posiłku: Ludwik: – Masz jeszcze co? Babcia: – nie; Ludwik: – W imię Ojca i Syna…; Babcia: – Ludwik, są jeszcze pierogi, dać ci? – Ludwik: – A… nie, już się przeżegnałem.

Do kościoła odległego 5 km jeździli zwykle furmanką z wasągiem – ze względu na wiek, spracowanie, jak i liczną rodzinę, w tym my z Mamą, dostojnie, z godnością, para dorodnych koni, a po drodze zabierali, kogo się dało, by nie mijać pieszego sąsiada: kaleką Helę Sobstelównę, Zaborkową, Jankę Kuziołową, Franię Władkową, Terechę Marczuk, Gorzkowską, Mańkę Bielińską, Szczepana Krysę, Łaniaka…

Najwspanialsze były wigilie: ciotka Nastka z rodziną i wujo Felek – zawsze kawaler – potem także z rodziną, my z naszą mamą Janką i Oni – dziadek Ludwik i babcia Klementyna. Wszystkie dzieci i wnuki w pełnym komplecie! Zawsze wigilia była u Dziadków. Nawet, gdy Ludwik zmarł tuż przed wigilią – czuliśmy się wszyscy zaproszeni. Ostatni raz byliśmy jedną silną rodziną.

Ofiarność dla kościoła – jak na szanowanego gospodarza przystało – wielka. Na nowy cmentarz – krzyż z własnego lasu i chciał być tu na nim pochowany, choć wielu wolało stary cmentarz. Obok parkanu kościoła – barierka z własnego lasu, by było, do czego uwiązać konie na czas nabożeństwa.

Procesje na poświęcenie pól, nigdy nie omijały gospodarstwa Dziadków. Jedna procesja obchodziła wsie, leżące od północnej strony szosy – święciła pola Fajsławic, Boniewa, Woli Idzikowskiej, Oleśnik, Dziecinina. Druga, od strony południowej – święciła pola Suchodół, Marysina, Siedlisk, Ksawerówki, Bielechy, Kosnowca, Ignasina. Zawsze u Dziadków, przygotowany był drobny poczęstunek dla potrzebujących i spragnionych. Możliwość odpoczynku.

Gdy była wizyta duszpasterska – po kolędzie, zawsze ksiądz i organista byli podejmowani u Dziadków skromnym, smacznym obiadkiem.

Na kościół Ludwik nigdy nie skąpił pełnej miarki zboża. Zresztą, organista Mączka woził ze sobą swoją miarkę blaszaną, nawet, prawie dwa razy większą od zwykłej drewnianej. Organista w czasie mszy zawsze pięknie intonował – miał ładny, lekko wibrujący, z lekką, charakterystyczną chrypką, głos.

Podczas procesji z przenajświętszym sakramentem, Ludwik bardzo często asystował księdzu, niosącemu monstrancję, prowadząc go pod rękę. Z drugiej strony szedł Stanisław Bajczyk – Starszy, z Oleśnik. Z wielką godnością. Dostojnie. Obaj w białych komżach, pod złoconym baldachimem.

Zrównoważony, stateczny, rozsądny. Nigdy na nikogo nie podnosił głosu, ani ręki. Miał silne poczucie wielkiej dumy rodowej i godności własnej. Gdy ktoś chciał go posądzić o coś niegodnego, miał odpowiedź: – Niech wie, że żaden Adamiak tak nie robi! Wtedy mógł stać się nawet groźny. Ponoć ktoś mu kiedyś, jeszcze w jego młodości, powiedział: „-K…. twoja mać”, – oddał mu pięścią. Chociaż nigdy nie był skory do rękoczynów. „- A co, on moją matkę znał?!” – uzasadniał później. Nie pomogły tłumaczenia, że to tylko „niewinne” porzekadło. „- To niech mówi o swojej! Nie o mojej”. – Obstawał przy swoim stanowisku.

Postępował zawsze uczciwie. Postępowanie nieuczciwe uznawał za niegodne rodu Adamiaków: „- W naszej rodzinie nigdy tego nie było, nikt by tak nie postąpił”. Był chwałą swego ojca Ignacego. Starał się jemu dorównać. Powszechnie szanowany autorytet. Życzliwy ludziom. Wcześnie osiwiał. Mama pamiętała go zawsze, jako już siwego. Wyżej cenił mężczyzn niż kobiety.

Do służby odnosił się On, jak i Babcia z pełnym szacunkiem i godnością, tak, by czuli się częścią rodziny. Nikt, potrzebujący, kto trafił do ich domu nie odszedł bez udzielonego mu wsparcia. Dotyczyło to każdego prostego żebraka, Cyganki…

To oni – Dziadek i Babcia zdecydowali udzielić schronienia i kwatery, ukrywającym się partyzantom Armii Krajowej i WiN, w naszych zabudowaniach, gdzie zorganizowana była podziemna szkoła podoficerska(&3), kurs sanitariuszek, drukarnia nielegalnych ulotek, a także stały punkt informacji i propagandy, z dużą maszyną do pisania „Torpedo” i powielaczem.

Gościny i cywilnych ubrań, udzielali tułającym się żołnierzom września w 1939 roku, a po wojnie tłumom przesiedleńców zza Buga, ciągnącym ze wschodu na zachód, a także osobom powracającym z robót przymusowych w Niemczech, idącym na wschód.

Wokół domu sad. Duży jak na tamte czasy. Trześnie wzdłuż drogi, przy których często zatrzymywały się furmanki. Tłumnie na nie zjeżdżała się rodzina z Fajsławic, Siedlisk, Oleśnik, Woli Idzikowskiej…

Pracowałem ciężko – mówił Dziadek – Bóg błogosławił, a na starość gorycz z powodu niezadowolenia niektórych, którym nie mogę dogodzić podziałem dóbr. Dzieci i wnuki się udały – „przyżenieni” różnie.

Babcia cicha, stale zatroskana o wszystko i wszystkich, lubiła nas bardzo. Nie zrażała się przykrościami, które myśmy jej wyrządzali, ani ktokolwiek, z tytułu jej troski o nas. W ogóle nigdy, z nikim, w życiu się nie kłóciła.

Gdy nadchodziły wieści o zagrożeniach III wojną, Dziadek mówił: „Przeżyłem pierwszą i drugą wojnę światową, i to, co po niej, trzeciej wolałbym nie dożyć.”

Dziadek i Babcia nigdy nie używali wulgarnych słów, ani też nie przeklinali. Uważali to za niegodne człowieka. Nie było też palenia papierosów. Coś chyba w dzieciństwie trochę Ludwik próbował, ale później nie. Nie palił i nie klął również Felek, a za nimi Józio i oczywiście nie przeklinała Babcia (najcięższe, wyjątkowo, to: „kolka ha”), i nasza mama Janka.

Aniela Matraszek rok 2000

Aniela Matraszek – autorka wspomnień w roku 2000

Ciekawa była scena, gdy w latach pięćdziesiątych Józio z Felkiem i Dziadek pojechali kopać torf do Dorohuczy. Konie się kręcą, niecierpliwią, co chwilę trzeba je cofać, ustawiać na torfowisku wśród kanałów po torfie, a żaden nie zaklnie, zmęczony nie zapali. Wówczas chłop, którego była działka torfowa, po kilku dniach obserwacji, ostrożnie zapytał: „- A wy, panowie to, jakiej wiary, chyba nie naszej. Żaden nie zaklnie, nie zapali?!” Uważano, że, po co kląć, po co przywoływać zło, skoro nieszczęść i tak wystarczy, i tak nadto.

Koniec części IV i ostatniej

Dzieje rodziny Ludwika i Klementyny Adamiaków od wielkiej ucieczki na wschód do końca II wojny światowej zostały spisane przez ich wnuczkę Anielę Matraszek

Redakcja i uzupełnienia: Karol Matraszek

Wstęp

Dzieje rodziny Ludwika i Klementyny Adamiaków od wielkiej ucieczki na wschód do końca II wojny światowej – Cześć I

Dzieje rodziny Ludwika i Klementyny Adamiaków od wielkiej ucieczki na wschód do końca II wojny światowej – Cześć II

Dzieje rodziny Ludwika i Klementyny Adamiaków od wielkiej ucieczki na wschód do końca II wojny światowej – Cześć III

Jeżeli chcesz aby ta historie poznali także twoi znajomi => udostępnij ją na Facebooku.


 

Rodowód rodziny Ludwika i Klementyny Adamiaków

Ludwika:      Dziadek: Franciszek Adamiak (1814-1884)

Ojciec i matka; bracia i siostry ojca: 1.Aniela za Grocheckim. 2.Jan. 3.Ignacy(1859-1918) – żona Marianna Cholewa (1860-1936). 4.Karol. +…

Rodzeństwo Ludwika: 1. Urszula(ur.1881) (Lokajka) za Ignacym Lipą. Córka Lońka za Stanisławem Miciułą; wnuki: Józef, Stanisław, Lucjan … . Córka: Mietka za Kokuszką; wnuczka: Wiesia za Bolkiem Pasickim. Synowie: Michał. Bolek, Jan, Wacek – marynarz, Teofil ż.Leokadia. 2.Ludwik (4.08.1883-18.12.1963), ż.Klementyna z Olechów. 3.Helena (ur.1886) (Rejmanka) za Rajmundem Pituchą; dzieci: Stefan w Brazylii, Feliksa, Bronek, Stach, Tomek, Paweł, Zośka – mąż Miciuła; wnuki: Anielka, Stefka, Bolek. 4.Zośka (1889-1916?) za Kazikiem Stykiem – syn Michał. 5.Jan (ur.1892) ż.Marcjanna z Wójcików; dzieci: Józef ż.Lucyna Krysa; wnuczka: Krysia za Stasiem Greczkowskim; córki: Helena za Kokuszko i Marianna za Kokuszko. 6. Mikołaj (1894), ż. Jadwiga z Jurków; córka: Janka za Janem Starzyńskim; syn Michał, ż. Helena z Grocheckich; wnuczka: Zosia mąż – Bogdan Adamiak; prawnuki: Agnieszka i Michał. 7. Grzech(1898?-1918?). 8. Józef (1901-18?). 9.Kasia(1903-17?)

Klementyny:     Dziadkowie:   Filip Olech (1839-83), ż. Katarzyna Cholewa (1839-86), ślub:3.05.1857r.          Mikołaj Wójcik (1822-1888), żona: Agnieszka Pecyna ur.1827r.

Ojciec, matka i ich rodzeństwo: 1.Jagusia, 2.Aleksandra (Olejanka), 3. Maciej Olech (18.02.1863 – 28.08.1905), ż. Tekla z Wójcików (16.09.1865 – 1938),

 Rodzeństwo Klementyny: 1.Szymek – dzieci: Michał, zginął na wojnie; Staś- wnuki: Marysia, Staś; Władek – wnuki: Renia za Mikilanisem. 2.Franka za Karolem Bednarczykiem; 3. Izydor Olech (ur. 1887r), ż.Paulina z Kasprzaków na Bielesze – syn Edek (1917), wnuki: Bolek, Marysia, Bogdan; 4.Zośka za Pasickim,- dzieci: Władek, ż Czesława: – córka: Staśka; Mańka za Cechem Greczkowskim (mechanik), – wnuk: Staś, ż. Kryśka, córka Jóźka Adamiaka. 5. Klementyna (8.11.1889-21.07.1969) z Olechów za Ludwikiem Adamiakiem; 6.Jadwiga za Wójcikiem na Woli: – siedmioro dzieci, w tym: Józef na Woli, ze Staśką Stefańską; Anielka Pastuszak – syn: Leonek, wnuki: Stasiek, Krysia i Danusia; Zosia; Renia Kroczyńska; 7.Władka za Izydorem Kosierbem: – synowie: Jaś i Romanek – zginął na Majdanku.


 

Potomkowie Ludwika i Klementyny Adamiaków

– ślub: 22.09.1907 rok

Dzieci Ludwika i Klementyny: Antoś (2.01.1909-1916), Stefek (08.1911-1916),    Joanna za Stanisławem Matraszkiem,   Stefka (1916),    Anastazja za Mikołajem Błaziakiem,    Feliks – żona: Czesława z Pawelców.

  1. Córka: Joanna/Janina (19/20.10.1913-23.02.1987) m. Stanisław Matraszek (3.09.1903–28.05.85). Ślub: 12.02.1935r; rolnik, zam. Ignasin, Lublin.

Wnuki:

 (1)Józef (28.06.1936 – 9.11.2008), zam. Ignasin i Piaski. Rolnik i warsztat usługowy. (2)Karol (ur.16.06.1939-), zam. Szczecin. Nauczyciel akademicki. Filozofia: filozofia świata i filozofia techniki. Pedagogika: pedagogika i dydaktyka szkoły wyższej; psychologia szkoły wyższej. Kształcenie nauczycieli i nauczycieli akademickich — doktorantów i doktorów – asystentów i adiunktów. Żona: Zofia Zdun-Matraszek. Artystka malarka i projektantka mody damskiej. (3)Aniela (12.11.1942-), zam. Lublin. Nauczycielka: fizyka, matematyka.

Prawnuki – dzieci Karola i Zofii: (1)Marta Małgorzata Matraszek (1969-) zam. Szczecin. Studia ekonomiczne. Bankowiec. (2)Monika Maria Furno – Matraszek (1970-) zam. Alzacja – Francja. Studia artystyczne w Strasburgu – Francja. Doktorat – ASP w Poznaniu. Dziennikarka. Obywatelstwo Polski i Francji. Mąż: Jean-Paul Furno. Francuz. Artysta plastyk. Telewizja: Francja3.

Praprawnuki: (1)Auréa Furno (2004-) Sport: jazda figurowa na lodzie – mistrzostwo Francji. Obywatelstwo Francji i Polski. (2)Elias Furno (2009-). Sport: pływanie, judo, tenis. Obywatel Francji i Polski.

  1. Córka: Anastazja (04.1917- 8.02.1996) m. Mikołaj Błaziak (1915-1984). Ślub: 1934 rok; rolnik, zam. Fajsławice.

Wnuki:

 (4)Kazimierz (1935-), zam. Świdnik. Kierowca, mechanik samochodowy. Żona: Halina z Korbusów – Suchodoły. (5)Eugeniusz (1940 – 2000), rolnik, zam. Fajsławice. Żona  Lucyna, Krystyna z Kulbaków. (6)Florian (1947- 1999) – zootechnik, zam. Krasnystaw. Żona: Danuta z Błaziaków – agronom. (7)Stanisław (6.01.1950-), zam. Łęczna. Górnik. Żona: Danuta z Sosnowskich.

 Prawnuki – dzieci: Kazimierza i Haliny: (3)Maria Mamcarz (1965-), pielęgniarka, zam. Świdnik. Mąż: Leszek Mamcarz (1960-). (4)Joanna Kubiś (1975-) -studia ekonomiczne; – teologia KUL,  zam. Świdnik. Mąż: Pawel Kubiś – studia; – WSK. (5)Jolanta Jargiełło (1975-) studia: administracja i zarządzanie; teologia -KUL, zam. Świdnik. Mąż: Piotr  Jargiełło  – WSK.

Praprawnuki – dzieci: Marii i Leszka: (3)Dawid (24.09.1987-), (4)Dominika (17.03.1993r.-).

Dzieci Joanny i Pawła: (5)Aleksandra (7.08.2000r.-), (6)Weronika (22.11.2005-).

Dzieci Jolanty i Piotra: (7)Klara (31 lipca 2001-).

Prawnuki – dzieci Eugeniusza i Krystyny: (6)Ewa Podkańska (1966-) nauczycielka, w kuratorium, zam. Lublin. Mąż: Lucjan Podkański. (7)Alina  Gliwka (1968-) nauczycielka, zam. Ciecierzyn. Mąż: Marek Gliwka. (8)Dariusz (1971-), rolnik. Żona: Agata.

Praprawnuki – dzieci Ewy i Lucjana: (8) Paweł (1990)- Studia  ekonomiczne. (9)Michał (2000) – w technikum.

Praprawnuki – dzieci Aliny i Marka: (10) Patrycja (1991-) – przedszkolanka. (11)Mateusz(1994) – mechanik. (12) Marcin(2000) – uczeń.

Praprawnuki – dzieci Dariusza i Agaty: (13) Rafał(1996), (14)Mikołaj(2002).

Prawnuki– dzieci Floriana i Danuty: (9)Lilianna Kamilia Błaziak (15.07.1975),

zam. Zamość , nauczycielka, AWF; m.: Piotr Szala, nauczyciel, AWF.

Praprawnuki – dzieci Lilianny i Piotra: (15) Miłosz Szala(20.10.2012).

Prawnuki– dzieci Stanisława i Danuty: (10)Jarosław (5.03.1973). Studia: Politechnika Lubelska – budownictwo, zam. Lublin. (11)Przemysław (5.03.1974). Studia: UMCS- chemia, fizyka, zam. Wrocław.

  1. Syn: Feliks (1.02.1920 – 30.11.1991) żona: Czesława z Pawelców (ur.4.08.1933r). Ślub: 11.06.1950 rok; rolnik, zam. Ignasin.

Wnuki:

(8)Kazimierz (5.06.1951-), zam. London – Ontario – Kanada. Nauczyciel akademicki, profesor – fizyka: teoria pola magnetycznego, elektro-hydrodynamika. Żona: Elżbieta z domu Góralska – lekarz stomatolog. Cała rodzina Kazimierza i Elżbiety posiada obywatelstwo Kanady i Polski.

(9)Regina Sypetkowska (15.12.1954-), zam. Krasnystaw. Nauczycielka, inżynier ogrodnik. Mąż: Jan Sypetkowski – nauczyciel, inżynier mechanik.

Prawnuki – dzieci Kazimierza i Elżbiety:

(12)Anna Barbara (9.02.1977-), lekarz patolog, nauczyciel akademicki.  Mąż: Kristopher Edward Dennis, lekarz onkolog, nauczyciel akademicki; zam. Ottawa – Kanada.

(13) Joanna Maria(10.02.1981-), doktorantka socjologii, zam. Toronto – Kanada. m: Davy

Praprawnuki – dzieci Anny i Kristophera:

(16) Kasia; (17) Madzia; (18) In spe… (?)

Prawnuki – dzieci Reginy i Jana:

(14) Michał Jerzy(22.06.1995-),  zam. Warszawa. Student.

(15) Maciej (10.12.1997-)–uczeń liceum, zam. Krasnystaw. Laureat olimpiady informatycznej.

 

Potomkowie Klementyny i Ludwika to: troje dzieci (dorosłych); dziewięcioro wnuków; piętnaścioro prawnuków i osiemnaścioro praprawnuków.

 

 

20160304134750_00002

Karol Matraszek

Zebrał i opracował: Karol Matraszek – wnuk 

18 grudnia 2013 r. – w 50 rocznicę śmierci naszego dziadka Ludwika

Konsultacje: – Potomkowie z Ignasina, Siedlisk, Fajsławic, Krasnegostawu, Łęcznej, Świdnika, Zamościa, Lublina, Szczecina, Kanady i Francji.