I chleb, i igrzyska

Musimy realizować inwestycje prorozwojowe, które stworzą miejsca pracy, bo inaczej będzie tak jak już dziś w niektórych gminach: są nowe drogi, piękne rynki, wyremontowane szkoły, tylko ludzi w nich nie ma, bo wyjechali za pracą.

Polskie samorządy, korzystając z unijnych funduszy, były w ostatnich latach prawdziwym liderem na rynku inwestycyjnym. Gminy zbudowały tysiące kilometrów sieci wodno-kanalizacyjnej, nowe drogi, mosty, szkoły i przedszkola, ale także aquaparki, stadiony, opery i hale sportowe.

Nie brakuje opinii, że zbyt wiele środków skierowano na ten drugi rodzaj inwestycji. Samorządowcy tłumaczą jednak, że muszą budować nie tylko drogi, sieci wodno-kanalizacyjne czy szkoły, ale także infrastrukturę służącą rozrywce i wypoczynkowi, która z założenia jest deficytowa.

Kto ma rację?

– Miasto musi budować infrastrukturę nawet taką, którą uznaje się za fanaberię, jak pole golfowe czy aquapark. To jego obowiązek. Gminy muszą podejmować ryzyko takich inwestycji, patrząc jednak, jak to w przyszłości obciąży ich budżety – uważa Marek Cieślak, wiceprezydent Łodzi.

Cieślak przyznaje, że są to inwestycje z góry skazane na straty, ale jego zdaniem niezbędne.

– Ważne jednak, żebyśmy nie tylko wiedzieli, ile konkretna inwestycja będzie kosztowała, ale także, jakie pociągnie za sobą wydatki w kolejnych  latach użytkowania i byli na te koszty przygotowani – dodaje wiceprezydent Łodzi.

Samorządy, inwestując, muszą odpowiadać na oczekiwania mieszkańców, a próbą sprawdzenia, czego mieszkańcy potrzebują są budżety partycypacyjne.

–  Mieszkańcy przede wszystkim głosują na drogi, ścieżki rowerowe czy na place zabaw i my musimy takie inwestycje realizować, nie możemy nastawiać się tylko na inwestycje innowacyjne – mówi wiceprezydent Torunia Zbigniew Fiderewicz.

Więcej…

Źródło: http://www.portalsamorzadowy.pl