Krystian 6-letni paralotniarz

Krystian ma sześć lat i największą pasją jego życia jest latanie na paralotni. Poświęca jej każdą wolną chwilę obserwując starty i lądowania na polach, kilkaset metrów za jego domem. Dzięki ekipie paralotniarzy z Fajsławic niedawno odbył swój pierwszy lot.

Czy miewaliście w dzieciństwie sny o lataniu? Czy marzyliście o tym, by choć na chwilę wznieść się w powietrze i spojrzeć z góry na swój dom, podwórko, miejsce dziecięcych zabaw? Jest taki chłopiec, który nie tylko o tym marzy. Stało się to jego ulubionym zajęciem, wręcz dziecięca pasją.

Przygoda Krystiana z paralotniarstwem zaczęła się ponad rok temu. Tuż za jego domem, z pól Woli Idzikowskiej, wsi w gminie Fajsławice, startują paralotnie. W sezonie, trwającym od wiosny do jesieni, są tu po kilka razy w tygodniu. Wszystko zależy od pogody. Około 2001 roku odkrył to miejsce Wojciech Kalinowski, mieszkaniec sąsiedniej wsi Suchodoły, mechanik, motocyklista i miłośnik adrenaliny. Do startów wykorzystał trzykilometrowy odcinek asfaltowej drogi prowadzącej do miejscowości Zosin. Mieszka tam zaledwie kilku rolników z rodzinami, więc ruch na drodze jest znikomy. Nie ma tu też niebezpiecznych dla paralotniarzy wysokich drzew i linii energetycznych. Gmina Fajsławice ma krajobraz typowy dla Wyżyny Lubelskiej, który obfituje w kontrasty termiczne w postaci pagórków, lasów i cieków wodnych. Dlatego dla miłośników paralotni to wymarzone miejsce, które zresztą sami nazywają „Fajsławice Paradise” czyli fajsławickim rajem. Znane jest pasjonatom tego sportu w całej Polsce.

lotnia-fajslawice

Paralotniarze z grupy Cumulus XC, startujący z pól Woli Idzikowskiej, zapraszają na loty widokowe paralotnią z pasażerem

Dobra droga jest potrzebna dla wyciągarek holujących paralotnie. Są nimi specjalnie do tego przygotowane samochody osobowe. Z tyłu mają zamontowaną szpulę z nawiniętą linką o długości 1,5 km, a z przodu na masce manometr, który pokazuje kierowcy z jaką silą ciągnie paralotniarza. Musi być ona dostosowana do wagi startującego. Wyciągarka rozciąga za sobą kilkaset metrów linki i na sygnał kierownika startów, wydany przez krótkofalówkę, odpowiednio ją napina. Po przygotowaniu do startu i postawieniu czaszy paralotni pada komenda: „Jazda, jazda, jazda!” – i samochód rusza. W zależności od warunków start odbywa się z miejsca lub wymaga przebiegnięcia kilkunastu kroków, zanim siły wznoszące pociągną paralotniarza w górę. Samochód wciąga go na wysokość 500-700 metrów i wtedy lotnik sam odpina linkę. Od tej chwili zdany jest na siebie i swoje umiejętności. Szuka kominów termicznych, dzięki którym może się wznieść na wysokość nawet 2900 metrów. Latanie wyżej jest zabronione. Niczym niezwykłym dla fajsławickich paralotniarzy są ponad stu kilometrowe loty kończące się w Bieszczadach, czy nawet na Słowacji.

pierwszy-lot-3

Krystian wysoko w górze

Od ponad roku paralotniarzom towarzyszy niemal za każdym razem 6 letni Krystian. Od kilku lat obserwował kolorowe obiekty latające nad jego domem. Rok temu nie wytrzymał z ciekawości i poprosił mamę o przejażdżkę rowerową w miejsce, gdzie odbywają się starty. Na miejscu wszystko wytłumaczył mu pan Stasio i zrobił mu pamiątkowe zdjęcie. Tak to się zaczęło. Od tego czasu paralotniarstwo stało się jego wielką pasją, w stopniu niespotykanym nawet u dorosłych. Każdego dnia od rana obserwuje niebo nad swoim domem i gdy tylko zobaczy paralotnie, prosi mamę lub kogoś z domowników o podwiezienie na miejsce startów. Uważnie obserwuje wszystkie loty i często powtarza, że kiedyś przyjdzie dzień w którym sam wzbije w się w niebo. Rozumie, że wcześniej musi skończyć 16 lat i ukończyć specjalny kurs. Pasję Krystiana wspiera jego mama Magda, choć dla niej jego zamiłowanie to przede wszystkim obowiązek. Często martwi się, czy syn nie sprawia innym kłopotów, czy nie jest głodny. Ale nie zabrania mu, bo wie, jak bardzo to dla niego ważne.

Ekipa paralotniarzy dość szybko zaakceptowała obecność małego towarzysza. Nikomu nie przeszkadza, jest grzeczny i chętny do pomocy. – Nie znam dziecka, które tak bardzo interesowałoby się lataniem na paralotni – mówi nam Michał, jeden z pilotów startujących z pól Woli Idzikowskiej – Na Zachodzie, gdzie paralotniarstwo jest dużo bardziej popularne, w sklepach widziałem specjalne uprzęże dla takich 4 – 6 latków. W zeszłym roku na „Cup Icare” we Francji, największej imprezie poświęconej paralotniarstwu na świecie, widziałem też jak dzieci startowały z niewielkiej górki, ale podrywały się jedynie na chwilę. Słyszałem też o takich lotach w Polsce, gdzie dzieci latały w tandemie z rodzicami.  Ale takiego drugiego przypadku jak Krystian nie znam. Jego nie trzeba do niczego zachęcać. On sam ciągnie do latania.

pierwszy-lot-2

Lądowanie po pierwszym locie Krystiana

Dlatego paralotniarze postanowili przygotować dla chłopca niespodziankę. Zorganizowali dla niego specjalny lot w tandemie z Krzysztofem – pilotem posiadającym uprawnienia do lotów w tandemach. Do lotu wykorzystano paralotnię o małym udźwigu, skonstruowaną specjalnie do tandemów z dorosłymi o niskiej wadze. Krystian założył na głowę kask, uprząż i bez jakiegokolwiek strachu poleciał na wysokość 600 m. Lot trwał 15 min. Dla większość ludzi sama myśl o patrzeniu na ziemię z takiej wysokości wywołuje lęk, a z twarzy chłopca uśmiech nie zniknął nawet na sekundę. Za każdym razem gdy obserwuje kolejne starty z tęsknotą patrzy w górę. Często powtarza, że znów chciałby polecieć. Kto wie, może z naszego małego marzyciela wyrośnie kiedyś prawdziwy mistrz?

pierwszy-lot-6

Z powrotem na ziemi

SM