Nadchodzi epoka lokalnych liderów

Przewietrzenie i zmiana potrzebne są w wielu urzędach – uważa prof. Andrzej K. Piasecki z Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie.

Czym jeszcze jesienne głosowania będą różniły się od poprzednich wyborów?

– Najważniejsze, że wybory odbędą się już według nowej ordynacji wyborczej, z okręgami jednomandatowymi. Ubiegać się o mandat radnego w gminie będzie mógł każdy mieszkaniec posiadający bierne prawo wyborcze. Jednak zwycięzca może być tylko jeden. Na przykład, jeśli miasto zostanie podzielone na 21 okręgów wyborczych, to zostanie wyłonionych 21 radnych. Wcześniej w takich miastach było kilka okręgów wyborczych.

Wpłynie to znacząco na kampanię?

– Zdecydowanie tak. Proszę sobie wyobrazić, że do tej pory kandydat musiał przeprowadzić kampanię wyborczą w połowie miasta – tam, gdzie mieszkają potencjalni wyborcy. Jej skala musiała być dużo większa. Więcej ulotek, plakatów, wolontariuszy potrzebnych do prowadzenia działań. Teraz taka kampania będzie mogła być przeprowadzona jedynie na kilku ulicach. Im mniejszy będzie okręg, tym łatwiej będzie można przeprowadzić kampanię. Polska powiatowa kreuje polski lokalizm.

To w takim wypadku, czy spodziewa się pan wysypu kandydatów? W tej chwili kandyduje od 200 do 300 tysięcy osób.

– Jak najbardziej. Pytanie brzmi, o ile będzie ich więcej niż wcześniej. W końcu o wiele łatwiej będzie kandydować. Progi rejestracyjne dla kandydatów (podpisy, założenie komitetu) nie są trudne. Wobec tego można spodziewać się większej liczby kandydatów. Może wielkiej burzy nie będzie, ale z pewnością pojawi się więcej nowych twarzy.

Z drugiej strony, może się skończyć tak, jak w przypadku jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do senatu. Okazało się, że mandaty podzieliły między siebie największe partie. Trzeba pamiętać, że to już przeważnie nie będą kampanie siermiężne – z lat 90. Jak ktoś chce wygrać, to musi mieć pieniądze i odpowiednio przygotowaną strategię wyborczą. Bez takich środków trudno mówić o jakiejkolwiek szansie na zwycięstwo.

Na ile taka sytuacja wzmocni rolę komitetów lokalnych?

– Ogromnie. To będzie przede wszystkim ich czas. Wynika to z kilku powodów. Po pierwsze, jak już mówiłem, zmieniła się ordynacja wyborcza, która będzie promowała lokalnych liderów. Do tej pory trzeba było wstępować do partii, po drugie partie będą nie będą skłonne do przeznaczania poważnych środków na kampanie. Dzięki czemu łatwiej będą mogły się wybić lokalni liderzy.

Ale w dalszym ciągu możemy mieć sytuacje, kiedy cześć włodarzy rządzi po trzy czy cztery kadencje.

– Faktycznie to jest duży problem. Wciąż mamy ogromną przewidywalność wyborów, ponieważ w wielu miastach będą kandydować dotychczasowi prezydenci i burmistrzowie. Taka sytuacja nie sprzyja demokracji. Jeśli ktoś jest prezydentem przez 10 lat albo 15 lat, to przeważnie mamy do czynienia ze skostniałym układem.

Spokojnie jestem w stanie wyobrazić sobie sytuację, kiedy wielu znakomitych prezydentów, czy burmistrzów, mogłoby się realizować poza samorządem. W pewnych obszarach wprowadza się kadencyjność. I tam się to sprawdza. Zatem dlaczego nie w wyborach samorządowych? Po pewnym czasie powinna pojawić się „świeża krew”.

Dlaczego?

– Przewietrzenie i zmiana potrzebna jest wielu urzędach. Niech nikt mi nie mówi, że będzie to kolejna kreatywna kadencja. Jakiś czas temu przeprowadzałem badania na temat dalszych losów osób, które przegrały wybory. Wie pan, co się z nimi dzieje? W większości ich potencjał nie jest wykorzystany przez lokalną wspólnotę. Kandydat, który wybory przegra, nie działał dalej na rzecz społeczności. Nie znajdziemy go w żadnej organizacji pozarządowej. Trwa tak tylko od wyborów do wyborów.

Mamy ogromną przepaść między ludźmi, którzy mają władzę i tymi, którzy jej nie mają. Tworzy się kasta, która jest u władzy i jest uprzywilejowana – taka lokalna elita. Z drugiej strony są ci, którzy władzy nie mają i bardzo trudno jest im ją zdobyć. W Polsce pomiędzy byciem rządzonym, a byciem u władzy nie ma niczego pośredniego. W Szwecji jest na przykład stanowisko zastępcy radnego. Taka osoba wcale nie pobiera diety, ale obserwuje, jak prowadzi się działalność publiczną – i zdobywa doświadczenie. Ci ludzie pracują społecznie dla lokalnej społeczności. U nas, niestety, na razie tak nie jest.

Pozostałą część wywiadu znajdziecie na http://www.portalsamorzadowy.pl