Opis akcji UB w gospodarstwie Dziachanów na Ignasinie w dniu 8 września 1946 roku

 

Partyzanci Ignasin 1945

Żołnierze oddziału ppor. Antoniego Kopaczewskiego „Lwa” (stoi pierwszy z lewej). 1946 r.

Dnia 8 września 1946 r. został zatrzymany przez U.B. w Lublinie Ziętek Władysław ps. „Hejnał”, „Nieznany” – komendant rejonu organizacji „WIN”. W toku przesłuchania zeznał, że w miejscowości Ignasin gm. Fajsławice w gospodarstwie Józefa Dziachana często przebywa Antoni Kopaczewski ps. „Lew” wraz z 5-6 ludźmi. Na podstawie tych zeznań niezwłocznie zorganizowano grupę operacyjną, złożoną z 38-miu funkcjonariuszy U.B. i M.O. i wysłano ją na miejsce.

Lew Antoni Kopaczewski

ppor. Antoni Kopaczewski ps. „Lew”

Oddział „Lwa” posiadał na Ignasinie dwie wypróbowane, stałe kwatery: zabudowania Joanny Matraszkowej oraz gospodarstwo Dziachanów, z których „Sikorka” – Michalina Dziachanówna, była łączniczką i sanitariuszką oddziału. 7 września dowódca partyzantów podjął decyzję o zmianie kwaterunku. Noc z 7 na 8 września miała być ostatnią spędzoną w gospodarstwie Dziachanów. Nad ranem obudziły ich odgłosy dalekich strzałów. Chwycili za broń. Za chwilę z kilku kierunków, ku stodole w której spali, posypały się serie broni maszynowej. Podjęli beznadziejną walkę.

„Lipa” – Wincenty Kisielewski pierwszy wybiegł ze stodoły, prowadząc na oślep ciągły ogień ze swego erkaemu. Padł martwy po kilkunastu krokach. Wtedy „Lew” krzyknął do „Liska”:

– Leć do mieszkania! Jak ciebie aresztują, powiedz, że zatrzymaliśmy ciebie siłą. Nie znasz nas!

Po tych słowach „Lew” i „Aniołek” jednocześnie wybiegli ze stodoły, strzelając ze swoich empi. Ich automaty umilkły niemal jednocześnie, już po kilku sekundach. „Lisek” wyjrzał przez szparę w deskach: dostrzegł martwego „Lipę”, w innym miejscu nieruchome sylwetki „Lwa” i „Aniołka”. W środku pozostało już tylko dwóch – on oraz „Leśny” – Tadeusz Dziachan. Ten powiedział, rezygnując z ucieczki:

– Skacz do domu! Ja zostaję. Może się uda…

„Lisek” wypadł z wrót stodoły i zygzakiem przebiegł ku mieszkaniu. Ścigał go jadowity syk kul. Dopadł drzwi sieni, a tam spod jego stóp dobiegł go głos:

– Tu, do nas!

To była piwnica. Skoczył do środka. W półmroku dostrzegł sylwetki i twarze całej rodziny Dziachanów oraz żony „Aniołka” – Janiny. Jeszcze nie wiedziała, że od kilku minut jest już wdową.

Dom podpalony kulami zapalającymi, stanął w płomieniach. To samo stało się ze stodołą. Nieszczęściem, w pobliżu otworu piwnicy stało kilka worków azotniaku. Pod wpływem wysokiej temperatury płonącego domu, azotniak zaczął się topić wydzielając trujące związki. „Lisek” doradzał, aby trzymali usta jak najbliżej ziemi. Czteroletnia córka Dziachanów — Ania, krzyczała nieprzerwanie, wchłaniając większe dawki oparów azotniaku. Wkrótce umilkła, jak się potem okaże, śmiertelnie zatruta gazem. Jej ojciec uniósł ją wyżej w nadziei, że u sufitu piwnicy będzie więcej czystego powietrza, lecz Ania bezwładnie już zwisała z jego ramion. Wkrótce i on padł nieprzytomny.

Po dopaleniu się ognia, z piwnicy ubecy wydobyli martwych: Stanisława Dziachana, jego córkę Anię, żonę Helenę oraz nieprzytomną żonę „Anioła”, a także siostry: Michalinę, („Sikorkę”) i Władysławę Dziachan. „Lisek” wydostał się o własnych siłach. W świetle poranka, w otoczeniu ubeków ujrzał „Nieznanego”. Zrozumiał, kto był sprawcą tragedii i jak do niej doszło.

W pobliżu obory dostrzegł kolejną ofiarę pacyfikacji. Był to Józef Dziachan. Noc spędzał w oborze. W trakcie strzelaniny wybiegł na zewnątrz — i tak już został, dzieląc los pozostałych ofiar.

A co działo się z Tadeuszem Dziachanem? Kiedy już pozostał sam w stodole, zaszył się w słomie. Płonąca stodoła pełna snopków, całkowicie zwęgliła jego ciało. Nie próbował uciekać. Wolał śmierć w płomieniach niż kule ubeków lub tortury. Przez kilka dni nikt nie wiedział czy przeżył, uciekł, co się z nim stało. Żywiono nadzieję, że był jedynym, który zdołał wymknąć się ze stodoły. Po kilku dniach, pod szczątkami spalonej stodoły, znaleziono i rozpoznano jego zwęglone zwłoki.

Zabici żołnierze

Zabici podczas walki w Ignasinie żołnierze z oddziału „Lwa”. Leżą od lewej:Władysław Sampolski „Anioł”, Józef Dziachan „Pościgowy”, Stanisław Pędrak „Poleszuk”, Antoni Kopaczewski „Lew”, Wincenty Kisielewski „Lipa”. Zdjęcie wykonane przez UB, 8 IX 1946 r.

Pośrednim sprawcą stuprocentowego sukcesu ubeków, okazał się „Poleszuk”. W nocy zszedł z warty, udał się do zabudowań Bronisławy K. odległych od Dziachanów o około 150 metrów. Nad ranem został zaalarmowany warkotem zbliżających się dwóch samochodów – chevroleta i studebakera. Na widok wysypujących się z nich ubeków i kabewistów oddał kilka ostrzegawczych strzałów, aby zaalarmować kolegów, a następnie pędem skierował się w stronę lasu. Nie zdołał tam dobiec. Padł pod celnym ogniem wroga. Dla śpiących w stodole było już za późno na ucieczkę. Wszyscy ujęci członkowie oddziału otrzymali wieloletnie wyroki więzienia.

Pomnik Ignasin Dziachan

Pomnik na Ignasinie upamiętniający wydarzenia z 8 września 1946 roku. Na drugim planie widoczne zarośla rosnące w miejscu, w którym stały kiedyś budynki gospodarcze Dziachanów.

Opracowano na podstawie książki Henryka Pająka „Oni się nigdy nie poddali”

SM