Palenie róży i inne dawne obrzędy

palenie-rozy

Źródło zdjęcia: Blogpublika.com

Z czasów kiedy byłem dzieckiem pamiętam, jak do mojej babci, ściągali nawet z daleka ludzie, w celu odprawienia dziwnych, jak się teraz wydaje, obrzędów. Jednym z nich było „palenie róży”, które było obrzędem leczniczym, ale były tez inne, mające na celu zdejmowanie uroków lub ochronę mieszkańców domu. Dokładne relacje z obrzędu „Palenia róży” znalazłem na stronie lubelskiego Teatru NN i jego treść zamieszczam poniżej.

Jeżeli wy także pamiętacie podobne stare obrzędy, chcielibyście się podzielić tą wiedzą z innymi użytkownikami naszej strony, lub znacie osoby które je odprawiały, piszcie do nas na adres redakcja@fajslawice24.pl. Postaramy się spisać te relacje i umieścić na naszej stronie.

Róża to jest tak. Albo jest jaku, krostka, która wyrzuci, różowa z białym łebkiem i to sie zaogni albo nawet u nas też uważali, ze to róża jeżeli zęby, po prostu dziąsło było czerwone, cały policzek zapuchnięty, czerwony. To wtedy ladzie mówili, że to jest róża, sie wdała. I właśnie przychodzili spalać to róże. Róże sie spalało przed zachodem, słonka albo przed wschodem. I spalało sie ją trzy razy, dopiero wtedy pomagało.

Chora siadała na krześle. Ta kobieta, która tą różę zamawiała, robiła dziewięć gałek ze lnu. Kładła je na stole czerwono chustko przykrywała twarz lub to miejsce, jeżeli ktoś miał na ręce czy gdzieś to krostke, to przykrywała czerwoną chustką. I wtedy brała gromnice zapaloną i stawiała przy tej chorej i mówiła:

Różo, różyczko, zanim sianko zajdzie uciekaj za, góry, za lasy zgiń, przepadnij na zawsze.
I wtedy podpalała po jednej gałce nad tym chorym miejscem. Kiedy ona [gałka J.A.] się paliła nad tym, kobieta wzięła ręko na opak i dmuchała ju w górę. I te dziewińć gałek spaliła nad tym. I jak te gałki szły w górę, to znaczy, ze pomagało. I to przez trzy dni kolejne sie robiło. Trzy razy przed wschodem czy przed zachodem słonka.

KP, Wólka Kątna, 1987

Ja biorę len świecony, który święci sie w Gromniczno i te świece. Robię dziewięć takich gałek z tego. Nakrywam to miejsce ręcznikiem czystem, i po jednej gałce to świeco pale. Po jednej gałce. Jak spalę i odmówię modlitwę, która przypada, wykręcam to miejsce, w którym te gałki były i dokładam do buzi, i niech pare minut trzyma się tak. No, jak wystygnie ten ręcznik. Później każe żeby z pszennych otrąb albo z soli zwykłej, białej nagrzać na ciepło w woreczek i przyłożyć taki kompres. I to już wystarczy. Róża ta ma minąć do trzeciego dnia może jeszcze boleć.

Głodno, 1970

Źródło: Teatr NN