Protest

Początkowo nic nie zapowiadało, że niektóre wydarzenia tego dnia staną się tak głośne, iż dzień trzeba będzie powtórzyć, już bez tych wydarzeń.

PUNKTUALNIE o szóstej rano (słońce już wysoko, bo czerwiec) przewodniczący Komisji Wyborczej Mieczysław Ornal unosi uroczyście wiązankę kwiatów, aby wręczyć ją osobie, która jako pierwsza wrzuci swój głos do urny. Wytypowana pani woźna szkoły w Boniewie, szkoły, w której mieści się punkt wyborczy, peszy się i zapiera w drzwiach. Wysuwa się przed nią obywatel Adamiak, śpieszący się do pracy w lubelskiej FSC. Konsternacja: kwiaty – mężczyźnie? Adamiak umie się znaleźć: natychmiast przekazuje wiązankę stremowanej woźnej.

Lu_0_20_758_001

No – i wybory rozpoczęte.
Członek kolegium wyborczego, 33-letni rolnik Józef Wroński przyszedł już o piątej rano, aby – zgodnie z poleceniem przewodniczącego – sprawdzić, czy wszystko jest w porządku. Zaglądał przez szparę wnętrza urny: była pusta, czyli wszystko w porządku.
Zgodnie z przewidywaniami, ruch niewielki, narastający tylko po zakończeniu kolejnej mszy. Komisja nudzi się: jedni grają w karty, drudzy wymykają się na zaplecze, jeszcze inni wyskakują do domów na posiłek. Także Wroński wychodzi kilkakrotnie. Jedynie przewodniczący Ornal trwa na posterunku; co jakiś czas składa telefoniczne meldunki.
Około szesnastej stan głosowania budzi niepokój. Prezesi – GS, spółdzielni usług rolniczych i dyrektor banku wyruszają żukiem do zabudowań. Niedługo po tym pojawiają się pierwsi ponagleni.
Wroński zauważa, ze niektórzy wyborcy wrzucają do urny koperty nie tylko za siebie, ale i za rodziny. Ktoś z komisji – podobnie, Ostrzega:
-Nie róbcie tego! Tak nas nie szkolili.
Sekretarzowi Komitetu Gminnego, Januszowi Kielichowi, zapowiada, że protokołu z tak przeprowadzonych wyborów nie podpisze, gdyż nastąpiły naruszenia ordynacji wyborczej.
– Zrobi pan, jak będzie uważał – słyszy.
Po zamknięciu punktu wyborczego komisja kończy podliczanie głosów. Jest godz. 22.40. W miejscu przeznaczonym na parafkę Wroński pisze: „Odmawiam podpisu”. W miejscu przeznaczonym na uwagi motywuje swoje postępowanie: prowadzono agitację we wsi Ignasin, komisja dopuszczała do wrzucania kopert za nieobecnych.
W sali przykra cisza. Pierwsi odzyskują głos panowie z zaplecza. Po nich – niektórzy członkowie komisji: – To, po co w ogóle liczyliśmy głosy? Po co się tyle napracowaliśmy?
Burza głosów, na Wrońskiego sypią się pioruny. Przewodniczący Ornal i dwaj członkowie komisji udają się do siedziby Urzędu Gminy w Fajsławicach.
Młody przedstawiciel województwa:
-Co was skłoniło do tego, że chcecie zbojkotować wybory, że nie idziecie linią porozumienia?
– Przez trzy dni się szkoliłem, a akurat w gospodarstwie pilnie potrzeba było pielić buraki. Nie chcę zmarnować tego czasu. Nauczyli mnie, że trzeba przestrzegać ordynacji wyborczej – szczerze odpowiada Wroński.
-Czego mu nie obiecaliście? – Zwraca się do szefów gminy gość z województwa, najwidoczniej niewierzący w „platoniczną” motywację czynu Józefa Wrońskiego.

Lu_0_20_758_002

Niedoświadczony rolnik, młody przecież człowiek, zaczyna się orientować w rozwoju wypadków. W trybie przyśpieszonym. Coś za coś: taki jest mechanizm. Wśród wielu skłębionych myśli przenika mu głowę wspomnienie dyżuru w czasie sprawdzania list wyborczych. Była wolna sobota, nikt nie przychodził Wroński z nudów zatelefonował do naczelnika i spytał o te dziesięć belek stropowych, które mu wcześniej obiecano na rozpoczętą budowę stodoły. Usłyszał w słuchawce: ”Masz te belki”. Tamtego sobotniego wieczoru nikt nie sprawdził się na liście. Zamiast dziesięciu belek Wroński otrzymał dwie, i to takie, jakich potrzebował. Teraz dźwięczą mu w uszach słowa: „Czego mu nie obiecaliście?”.
– Może chcesz zostać bohaterem? – Stara się odgadnąć intencje rolnika sekretarz Kielich.
– Po, co pchał się pan do komisji i teraz tyle nam narobił brudu? – Docieka przedstawiciel województwa.
– Ja się nie pchałem, sam nie wiem, kto mnie wytypował. – O swoim członkostwie w komisji dowiedziałem się z zawiadomienia pocztowego.
– No, chłopie, narozrabiałeś – rzuca ktoś z boku. – Będzie sprawa.
– Trudno, wezmę adwokata – odpala bez namysłu Wroński, którego przytłacza nadmiar wydarzeń.
Proponują: niech Wroński napisze aneks, kto, za kogo wrzucał głosy, po imieniu i nazwisku. Jest bardzo zmęczony. Pisze. Podpisuje się. Nie składa jednak podpisu na nowym protokole wyborów napisanym już w Urzędzie Gminy.
O drugiej w nocy strażacki samochód odwozi go do domu. Żona w nerwach, że lepiej nie mówić. Nie śpią do rana. Trzęsą się. Czekają…
Mijają dni. Spokój.
Wroński jedzie do Fajsławic, do przewodniczącego komisji Ornala. Jakie są losy protestu? Ornal przechowuje dokumenty wyborcze w domu, ale mówi, że nie są do wglądu.
Rolnik jedzie do Lublina, ale w Wojewódzkiej Komisji Wyborczej o jego proteście nikt nic nie wie. Wśród dokumentów nadesłanych z gminy Fajsławice znajduje się nowy protokół z obwodu nr 5 w Boniewie – już bez uwag Wrońskiego. Po napisanym przez niego aneksie nie ma śladu.
Zostało jeszcze czterdzieści godzin, aby zgodnie z regulaminem mógł zostać rozpatrzony protest w sprawie wyborów. Wroński wysyła list: Państwowa Komisja Wyborcza w Warszawie. Podczas szkolenia nie pouczono członków komisji, jakie są dokładne adresy organów odwoławczych. Po kilku dniach list wraca z adnotacją: „adresat nieznany”.
Termin odwołania miną, Wroński wie, że przegrał.
Najzupełniej bez przekonania postanawia poinformować o zdarzeniu Kancelarię Rady Państwa. Nieszczęsny list składa na pół, – aby było widać, że wysłał z gminy w odpowiednim terminie – i wysyła.
Odpowiedź przychodzi nie z Kancelarii, lecz z Państwowej Komisji Wyborczej, – czyli pierwszego adresata. PKW prosi nadawcę o udokumentowanie w ciągu siedmiu dni zarzutów, które skłoniły go do protestu. Ten odpisuje, że uzasadnienie złożył na piśmie – i to w dziewięciu jednakowo brzmiących egzemplarzach – na ręce przewodniczącego Komisji Wyborczej w Boniewie, ob. Ornala, zatem już dawno powinno być przekazane oficjalną drogą do stolicy.
Kolejna odpowiedź nadchodzi z Sądu Najwyższego. Sprawa wyborów w Boniewie, Gmina Fajsławice, będzie rozpoznana na posiedzeniu jawnym 24 września 1984 r. Zapewnia się, że jeśli Wroński stawi się – zostanie wysłuchany.

Lu_0_20_758_003

24 września. Sąd Najwyższy w Warszawie. Na wokandzie – wybory w Boniewie. Przedstawiciel woj. Komisji Wyborczej wznosi o oddalenie protestu Wrońskiego, jako bezzasadnego: rolnik zaczął podważać procedurę, gdy jasne było, że udział w wyborach wzięła ponad połowa uprawnionych do głosowania, dokładnie 245 osób spośród 463 potencjalnych wyborów.
– Wybory są ważne i kilka nieprawidłowo oddanych głosów, – jeśli to prawda – nie ma istotnego znaczenia. – Tak twierdzi prokurator.
Sąd postanawia odroczyć posiedzenie i dopuścić do zeznań świadków.
17 października, ponownie Sąd Najwyższy. Świadkowie: przewodniczący Komisji Wyborczej w Boniewie, jego zastępczyni, sekretarz i mąż zaufania. Przewodniczący zezna, że niektórzy wyborcy zgłaszali się do niego z pytaniem, czy mogą głosować za nieobecnych. Nie zgadzał się na to. Uważa, że agitacji nie było. Jego zastępczyni przyznaje, że głosowała za męża i córkę. Sekretarz komisji wrzucił koperty za żonę i matkę. Mąż zaufania, który miał czuwać nad prawidłowością przebiegu wyborów, ujawnia, że również głosował za żonę.
Józef Wroński przedstawia Sądowi trzy oświadczenia wyborców z obwodu Boniewo, którzy przyznają, że głosowali za swych bliskich.
Przedstawiciel Woj. Komisji Wyborczej w Lublinie twierdzi, że nieprawidłowości w procedurze nie miały większego wpływu na wynik wyborów.
Prokurator wnosi o oddalenie protestu.
Sąd postanawia wezwać na następną rozprawę dalszych świadków tych, których pisemne oświadczenia przedstawił Wroński.

Lu_0_20_758_005

Rolnik wraca pędem na swoje 10 hektarów. Wyjazdy kradną mu bezcenny czas, prosi o pomoc sąsiada. Żona ma wystarczająco dużo roboty przy trojgu małych dzieciach. Niedawno padła im krowa – niedopilnowana.
24 października kilku panów przeprowadza z Wrońskim rozmowę. Obiecują mu kombajn zbożowy. Podają inne propozycje. Aby tylko nie pojechał do Warszawy na kolejną rozprawę. Radzą mu zachorować, proponują pomoc w tym względzie. Gdy rolnik i to przyjmuje bez entuzjazmu, apelują do jego rozwagi:
– Jesteśmy od przestrzegania praworządności.
– Ja też działam praworządnie, bronię ordynacji wyborczej – odpowiada z niezmiennym uporem.
W dwa dni później Wroński otrzymuje z Sądu Najwyższego zawiadomienie, iż trzem zgłoszonym przez niego nowym świadkom nie zostały doręczone wezwania na rozprawę, gdyż „według relacji urzędu pocztowego świadkowie w podanych przez Obywatela miejscowościach są nieznani”.
„Nieznanych świadków” spotyka codziennie w Ignasinie.
2 listopada. Sąd Najwyższy. Sędzia pyta Wrońskiego, gdzie są jego świadkowie i wymachuje pocztowymi zwrotami zawiadomień.
Na to Wroński przedstawia Sądowi zaświadczenie z USC w Fajsławicach. Wynika z niego, że wymienieni świadkowie mieszkają w podanych miejscowościach. Okazuje też oświadczenie urzędu pocztowego w Fajsławicach: wezwania dla wymienionych osób nie napłynęły.
Sprawa wyjaśnia się: Sąd wysłał wezwania do Boniewa, ale nie w woj. lubelskim, lecz w woj. włocławskim, dlatego niedoszły. Wezwanie dla sekretarza Komisji Wyborczej w Boniewie, ob. Węgrzyna było zaadresowane prawidłowo.
Wroński prosi o przesłuchanie dalszych pięciu świadków. Sąd odracza posiedzenie. Na powrót rolnika czekają coraz bardziej zaciekawieni sąsiedzi.

Lu_0_20_758_006

12 listopada. Józef Wroński pisze do Sądu Najwyższego oświadczenie. Żali się na to, że nie znajduje wsparcia ze strony prokuratora i Wojewódzkiej Komisji Wyborczej w Lublinie, a przecież to tym właśnie stronom powinno zależeć na wychwyceniu nawet najmniejszych uchybień w wyborach!
Na dzień przed kolejną rozprawą ktoś nierozpoznany zawiadamia telefonicznie ośrodek zdrowia w Fajsławicach o tym, że Wroński jadąc samochodem spowodował wypadek w wyniku, którego zginęło dziecko. Rzekomy zabójca naradza się z żoną: na ile ten dziwny telefon jest ostrzeżeniem?
14 listopada. Ponownie Sąd Najwyższy. Brak kilku świadków, o których przesłuchanie wystąpił Wroński. Ktoś leży w szpitalu, innych usprawiedliwiają zaświadczenia lekarskie o nagłej chorobie. Ci, którzy przybyli, nie mają nic do powiedzenia.
Prokurator wnosi o oddalenie protestu.
Sąd postanawia odbyć następne posiedzenie.
28 listopada. Wroński wyrusza z Lublina do Warszawy pociągiem o 4 rano. Przed Otwockiem pociąg zatrzymuje się w polu. Po chwili ogłaszają, że będzie stał półtorej godziny. Wroński oblicza, że nie zdąży na rozprawę. Wyskakuje z pociągu. Łapie „okazję”, którą podjeżdża kilka kilometrów. Dalsze osiem kilometrów forsownego marszu. W Otwocku łapie taksówkę. Zajeżdża pod gmach Sąd na Świerczewskiego w ostatniej chwili, tuż przed jedenastą.
Na początku posiedzenia prokurator i przedstawiciel Woj. Komisji Wyborczej w Lublinie wnoszą o oddalenie protestu.
Sąd przesłuchuje świadka Łaniaka, który zeznaje, że głosował za żonę.
Adwokat Plisecki, reprezentujący Wrońskiego, po raz pierwszy zwraca uwagę, że zeznający przed sądem członkowie Komisji Wyborczej w Boniewie potwierdzili, że został sporządzony drugi protokół wyborczy, aby ordynację wyborczą uznać za naruszoną.
Narada sędziów trwa ponad godzinę. Orzeczenie jest następujące: „Sąd postanowił unieważnić wybory do Gminnej Rady Narodowej w Fajsławicach w woj. lubelskim, w obwodzie głosowania nr 5 w Boniewie, w okręgu wyborczym nr 4. Nowe postępowanie wyborcze należy rozpocząć od głosowania w obwodzie”.
W uzasadnieniu Sąd podaje, że od zasady głosowania osobistego nie ma wyjątku. Dlatego też nieistotne jest ustalenie liczby osób głosujących za innego wyborcę.

Były przewodniczący Komisji Wyborczej w Boniewie, Mieczysław Ornal (36 lat pracy w GS Fajsławice, obecnie zastępca głównego księgowego) nie chce rozmawiać o tym, co się stało. Sprawa przebrzmiała.
– Wszystko powiedziałem na rozprawie. To przekracza granice przyzwoitości, te najścia. Dla całej komisji to było przeżycie. Chcieliśmy dobrze, wyszło, że zrobiliśmy źle.
Wstaje z fotela, patrzy gniewnie.
– Tak, to ja – mówi z rezygnacją – sfałszowałem wybory. – Bez słowa wychodzi z pokoju.
Sekretarz Komitetu Gminnego, Janusz Kielich zaznacza, że nikt Wrońskiego nie będzie szanował. Ostatnio władze mu pomogły: GS, po interwencji, przyjął od niego kontraktowany mak.
Inspektor do spraw rad narodowych, Ewa Kotasz, mówi krótko:
– Jestem za demokracją. Brzydko się stało, że Komisja Wyborcza pozwoliła sobie na te odstępstwa. A Wroński dopiął swego.
Sklepowa Helena Rozwałka, wiceprzewodnicząca nieszczęsnej Komisji Wyborczej, ma pretensje do Wrońskiego:
– Tyle on nam zdrowia i nerwów popsuł! Jak szukał świadków, to niejeden mu powiedział: czego chcesz, czego się czepiasz? Po co robić tyle hałasu o te siedem głosów, które wrzuciliśmy za nieobecnych?
Magazynier GS, Józef Fornal, były członek Komisji Wyborczej, zastanawia się:
– Dlaczego się uparł, żeby protokołu nie podpisać – na Boga nie wiem. Mówiliśmy mu kilka razy: dlaczego się opierasz, podpisz, niech tam leci. A Wroński stale: nie i nie! Czy jemu teraz nie będzie gorzej w życiu? Z ludźmi to nie, ale z „górą”?
Sekretarz Komisji Wyborczej, Alfons Węgrzyn, prowadzi 10-hektarowe gospodarstwo na Ignasinie. Twierdzi, że działalność społeczna już go nie interesuje. Głosował za matkę chorą po wylewie. Nie obchodzi go, co mówi się na wsi o wyborach.
– Do Wrońskiego nie mam żalu – mówi.
Piotra Drobka już po raz drugi mieszkańcy Ignasina wybrali sołtysem. Ma półtora hektara i sporą szklarnię.- Ludzie tutaj – uważa sołtys – są zgrani. O sprawie wyborów jak mówią, to po cichu. Jakby się czegoś obawiali. – Na Wrońskiego sołtys nie powie złego słowa. Spokojny, szanowany, nigdy nie widziano go pijanego.
– Jak złożył protest – mówi Piotr Drobek – nie wierzyliśmy, że wygra. Nikt ze wsi mu nie pomagał.
Józef Wroński – niepozorny, szczupły, o pociągłej twarzy. 10 lat temu przejął gospodarstwo po dziadku. Mieszkali w szopie. Postawił dwuizbowy dom wraz z oborą. Teraz zabrał się za stodołę. Ukończył zaoczne technikum rolnicze. Jeden z tych, którzy w latach siedemdziesiątych pozostali na wsi. Rodzeństwo zdobyło wykształcenie i wywędrowało do miasta, a on schylił się nad ziemią, jak jego ojciec i dziadek.
Gdy wspomina niedawne przeżycia, mówi, że czuje na ciele zimny pot. Ludzie, których nie zna, przysyłają mu kartki i listy z podziękowaniami, życzą mu wszystkiego dobrego. W jednym z listów jest takie zdanie: „Jesteśmy za to wszyscy współwinni, ponieważ winę za istnienie zła ponoszą nie tylko ci, którzy złu nie zapobiegają”.

Jerzy Morawski

Ps. Z woli Sądu Najwyższego wybory do Gminnej Rady Narodowej w Fajsławicach w woj. lubelskim, w obwodzie głosowania nr 5 w Boniewie, w okręgu wyborczym nr 4 odbyły się po raz drugi dnia 20 stycznia br.

Artykuł ukazał się 27 stycznia 1985 r. w Przeglądzie Tygodniowym  Nr 4 (185)