Przy niskiej frekwencji wygra obecny wójt [Analiza sytuacji przedwyborczej na zakończenie kampanii]

Przy niskiej frekwencji wygra obecny wójt 1

Kampania wyborcza dobiega już końca. Wybory odbędą się w najbliższą niedzielę. Kandydaci ubiegający się o stanowisko wójta byli w tym roku bardzo aktywni. Mając nadzieje na wygraną, starali się przekonać wyborców programami wyborczymi, plakatami, bilbordami, ulotkami, a nawet bezpośrednimi rozmowami podczas odwiedzin mieszkańców w domach. O tym, kto wygra wybory na stanowisko wójta, zdecyduje jednak w największym stopniu frekwencja przy urnach, a nie wysiłek włożony w kampanię wyborczą. Z dużym prawdopodobieństwem można stwierdzić, że jeżeli mieszkańcy w niedzielę zostaną w domu, władza pozostanie nadal w rękach obecnego wójta – Tadeusza Chruściela.

Dlaczego tak jest? Działa tutaj mechanizm opisany naukowo już jakiś czas temu.  W małych gminach, gdzie liczba mieszkańców nie przekracza 5000 osób, wójt kontroluje bezpośrednio lub pośrednio około 300 stanowisk pracy. Należą do nich urzędnicy, pracownicy szkół, spółek gminnych i innych jednostek. Jeżeli liczbę tych pracowników pomnożymy przez liczbę członków ich rodzin, uzyskamy wynik w wysokości tysiąca osób uzależnionych gospodarczo od wójta. Do głosowania w takich gminach chodzi zazwyczaj około 40% uprawnionych, czyli mniej więcej 2000 osób. W tej grupie jest około tysiąca osób zależnych finansowo od wójta, którzy bojąc się zmian związanych ze zmianą władzy, głosują na dotychczasowego włodarza.

U nas dodatkowo na korzyść obecnego wójta działa to, że stoi za nim gminna Ochotnicza Straż Pożarna, której szefuje i która daje mu dodatkowych kilkaset głosów. Obecny wójt przy niskiej frekwencji wyborczej, może więc liczyć na poparcie przekraczające 50% głosów w pierwszej turze. To sprawia, że jest głównym pretendentem do objęcia stanowiska wójta w naszej gminie. To też wyjaśnia dlaczego bez problemu wygrywał wybory w poprzednich latach.

Rozmawiając z mieszkańcami naszej gminy w ostatnim czasie, wyczuwam wyraźne podekscytowanie wyborami. W wielu wypowiedziach pojawia się nadzieja na zmiany i potrzebę rozliczenia tego, co działo się w gminie przez ostatnie lata. Moi rozmówcy zachwalają swoich faworytów i wytykają obecnemu wójtowi jego występki, stawiając niejednokrotnie mocne zarzuty. Żeby wyczuć ten nastrój, wystarczy zerknąć do licznych komentarzy użytkowników, jakie ostatnio pojawiały się pod artykułami opublikowanym w naszym serwisie. Te i tak wyglądają jednak blado przy tych, jakie w ostatnim czasie pojawiły się na forum Dziennika Wschodniego.

Wyraźne pragnienie zmian widoczne jest też w wynikach sondażu trwającego aktualnie na naszej stronie, a opublikowanego tydzień temu. Zadaliśmy w nim pytanie „Na kogo zagłosujesz w wyborach na wójta gminy Fajsławice?”. Przy bardzo dużej ilości osób które oddały głos, sięgającej w chwili obecnej 500 głosów, jedynie 18% osób głosujących opowiedziało się za obecnym wójtem. Nasi czytelnicy najchętniej na stanowisku wójta zobaczyliby Radosława Idzika (41% głosów), a zaraz za nim Grzegorza Lipę (36% głosów). Na wyniki te trzeba wziąć jednak dość dużą poprawkę. Nasz serwis odwiedzają najczęściej osoby młode, które niechętnie biorą udział w życiu publicznym. Jeżeli nie zdecydują się na udział w wyborach, ich wirtualne poparcie na nic zda się obydwu młodym kandydatom.

Do zmiany aktualnej władzy trzeba by więc „pospolitego ruszenia”. Zmiana wójta byłaby możliwa jedynie w przypadku, gdyby frekwencja przekroczyła znacznie 50% uprawnionych do głosowania.  To wynik, którego nie notowano już od dawna. Czy to się uda, dowiemy się już za kilka dni, w nocy z niedzieli na poniedziałek. Zobaczymy, czy obudzimy się wtedy w nowych Fajsławicach, czy wszystko zostanie po staremu. Będziemy mieli wójta takiego, na którego zasłużyliśmy.

My oczywiście konsekwentnie zachęcamy Was do udziału w tym święcie demokracji, jakim są wybory. Dysproporcja pozycji z jakich startuje obecny wójt i jego konkurenci skłania jednak do zadania następującego pytania: Czy to jest jeszcze demokracja?