Samorząd nasz powszedni

michał.stępniak

Ustawa o samorządzie gminnym ma szczytne założenia, ale w praktyce jest często obchodzona i duża strefa działalności władzy gminy jest poza jakąkolwiek kontrolą – mówi Pogotowiu Dziennikarskiemu Michał Stępniak, pomysłodawca i redaktor naczelny serwisu Fajsławice 24.


 

Czy zajmuje się Pan kontrolą władzy w gminie Fajsławice?

Niestety tak. Niestety, bo jest to bardzo obciążające. Zajmuje dużo czasu. Często dochodzi do konfliktów. Pojawiają się nerwy i stres. Ale ktoś musi to niestety robić. Musi, bo obecna formuła samorządu terytorialnego się nie sprawdza. Ustawa o samorządzie gminnym ma bardzo szczytne założenia, ale w praktyce sprawdza się raczej słabo. Wójtowie czy burmistrzowie, rządzący od kilkunastu lat, nauczyli się obchodzić ustawowe zabezpieczenia i w tej chwili w większości małych gmin, przynajmniej tych które znam, mamy do czynienia z czymś na kształt autorytaryzmu. Cała władza znajduje się w rękach wójta. Radnym przyznano najważniejsze kompetencje, czyli władzę uchwałodawczą i kontrolną, w stosunku do poczynań wójta. Niestety nie pomyślano o wyposażeniu ich w odpowiednie narzędzia i środki, dające im niezależność. Najczęściej nie mają wiedzy merytorycznej, nie potrafią czytać i analizować przepisów. Są uzależnieni w tym zakresie od wójta. Wielokrotnie sam słyszałem, jak radni nie potrafili uzasadnić podjętych decyzji, tłumacząc się swoją niewiedzą.

Może Pan dać jakiś przykład?

Kilka miesięcy temu wójt opublikował zaległą listę umorzeń podatków powyżej 500 zł, za lata 2010-2012. Wywołało to burzę w opinii publicznej w gminie, ponieważ co roku podatki umarzano najbogatszym mieszkańcom, przy okazji dobrym znajomym wójta. Widząc co się dzieje, zażądałem na łamach serwisu, wyjaśnienia tej sprawy przez Komisję Rewizyjną Rady Gminy Fajsławice. Presja społeczna była tak duża, że radni z Komisji spotkali się w tej sprawie dwukrotnie. Na koniec zajęli jedynie stanowisko, w którym orzekli, że nic złego się nie stało. W protokole z posiedzenia Komisji można przeczytać, że radni nie rozpoznali merytorycznie żadnego przypadku bo uznali, że się nie znają na takich sprawach i muszą zaufać wójtowi. Dlatego ich prace nie zakończyły się merytorycznym rozstrzygnięciem w formie protokołu z kontroli i zaleceń pokontrolnych. Nie mam pewności, ale w aktualnej kadencji Komisja Rewizyjna nie przeprowadziła żadnej kontroli w Urzędzie Gminy Fajsławice. Mimo, że jest to jej podstawowa kompetencja.

Może po prostu gmina jest dobrze zarządzana i radni nie muszą kontrolować wójta?

Gdy prawie rok temu byłem na sesji Rady Gminy, po raz pierwszy od dłuższego czasu, zauważyłem, że radni stoją murem za wójtem. Nie dyskutują na sesjach, wszystkie uchwały zaproponowane przez wójta przyjmują jednogłośnie. Wydawało mi się to nieco dziwne, ale w jakiś sposób mi to nawet zaimponowało. Zacząłem się zastanawiać – co jest tego przyczyną? Charyzma wójta? Sprawne zarządzanie? Zacząłem zbierać ziarnko do ziarnka i po pewnym czasie okazało się, że prawda jest dużo bardziej prozaiczna.
Nasz dzisiejszy samorząd toczy choroba korupcji politycznej. Panuje powszechne przekonanie, że jak ktoś dorwał się już do władzy, to ma prawo z tego korzystać. Wójt to wykorzystuje i po jakimś czasie w garści ma większość radnych. Najczęściej spotykanym przykładem takiej korupcji jest zatrudnianie bliskich radnych. Taki radny traci niezależność i nikt mi nie powie, że kiedykolwiek będzie w stanie sprzeciwić się wójtowi. Sposobów na skorumpowanie radnych jest wiele, a nasi wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast, przez ostatnich kilkanaście lat, się w tym znakomicie wyspecjalizowali.
Dlatego właśnie uważam, że jest potrzebna społeczna kontrola władzy. Wiem, że jest RIO, jest NIK, sanepid, czy wojewoda, ale jak wójt podporządkuje sobie radę, to poza kontrolą pozostaje potężny obszar działań władz gminy. Zresztą i do organów kontroli znalazłoby się trochę uwag.

A czwarta władza? Mamy w przecież w Polsce wolne media?

Duże komercyjne media pojawiają się w małych gminach raz na parę miesięcy i zazwyczaj wtedy, gdy wywęszą jakąś sensację. Musi być też ktoś, kto poinformuje media profesjonalne. Doniesie im o sprawie którą warto opisać. A w małych wiejskich gminach panuje zwyczaj prania brudów we własnym domu. Kiszenia się we własnym sosie.
U mnie w gminie do niedawna pełną władzę nad opinią publiczną miał wójt i jego najbliższe otoczenie. On decydował jakie informacje i kiedy docierają do mieszkańców. Mógł budować w ten sposób swój wizerunek. Robił to przez rozmowy indywidualne, spotkania wiejskie, wydawał też jedyne w gminie czasopismo. Efekt był taki, że np. ludzie nie widzieli, iż na przestrzeni ostatnich kilku lat miał na głowie postępowania prokuratorskie. Mieszkańcy nic o tym nie wiedzieli, bo nie miał im kto o tym powiedzieć.
Rejony wiejskie są strasznie zaniedbane pod względem własnych mediów. Nie ma kto opisywać lokalnej rzeczywistości i budować niezależnej opinii publicznej. Nie ma też kto kształtować tożsamości lokalnej, a tego typu rzeczy to podstawa tego, żeby gmina się rozwijała. Media takie jak moje, zorientowane na jedną gminę, to rzadkość. Nie jesteśmy atrakcyjni dla reklamodawców, zapewne nigdy też nie będziemy przynosić dochodów.

Rozmawiała Inez Brodowska

Fragment wywiadu opublikowanego na łamach serwisu: http://www.pogotowiedziennikarskie.pl, pod tytułem „Czwarta władza w Fajsławicach”

Cały wywiad można znaleźć TUTAJ.