Szkoła w Boniewie do likwidacji?

Tak szkoła w Boniewie wyglądała jeszcze kilka lat temu

Znów gęstnieje atmosfera wokół Szkoły Podstawowej w Boniewie-Ignasinie. Władze chcą jej likwidacji, a mieszkańcy z uporem podejmują kolejną walkę o jej przetrwanie. Za kilka dni o jej losie zdecyduje wójt.

Walka o szkołę w Boniewie (a raczej o jej likwidację) to wieloletnia wojna na wyniszczenie. Władze głośno nie zdradzają swoich planów, ale co jakiś czas podejmują kolejną decyzję, która utrudnia działanie placówki. Dla przykładu, dwa lata temu uruchomiono busa dowożącego uczniów z tej części gminy do szkoły w Fajsławicach, mimo tego, że szkoła w Boniewie jest znacznie bliżej. W efekcie kilkoro rodziców zdecydowało się na przeniesienie swoich dzieci do innych szkół. – My nie możemy liczyć na taką pomoc – skarży się jedna z matek dzieci uczęszczających do szkoły w Boniewie. – Sami musimy sobie radzić. Ja od lat nie mogę pójść do pracy, bo bus nie odwiezie i przywiezie mi dziecka.

To oczywiście nie jedyna próba nacisku na lokalną społeczność. Mieszkańcom Ignasina i Boniewa nie raz dawano do zrozumienia, że nie mogą liczyć na remonty dróg czy inne inwestycje, bo ich pula z budżetu jest przeznaczana na dotowanie szkoły. – To bzdura – twierdzi mieszkaniec Ignasina – Z budżetu gminy dotowani są wszyscy uczniowie w naszej gminie. Rozumując w ten sposób, wójt powinien zaprzestać remontów wszędzie, a nie tylko u nas.

Koszty funkcjonowania placówki to koronny argument zwolenników jej likwidacji. W tym roku, w budżecie gminy przewidziano kwotę 280 tys. zł na tą szkolę. 206 tys. zł na „podstawówkę”, a 76 tys. zł na przedszkole. Jednak większość z tych pieniędzy to subwencja oświatowa (przyznawana z budżetu państwa na każde dziecko w wysokości 5300 zł). Gmina dopłaca ze swojej kieszeni 100 tys. zł, jednak żadna ze szkół w naszej gminie nie jest rentowna i do edukacji każdego ucznia dokładamy ponad 3000 zł rocznie, bez względu na to, do której szkoły uczęszcza. Należy mieć na uwadze także to, że po likwidacji szkoły gmina będzie musiała przejąć na siebie koszty utrzymania gmachu – głownie ogrzewania, a więc zatrudnienia dwóch palaczy i zakup opału na cały rok. Oszczędności, jeżeli jakiekolwiek będą, to nieznaczne.

Z środków szkoły wykonano niedawno remont elewacji budynku. Po likwidacji placówki ciężar jej utrzymania będzie  musiała przejąć gmina. To głównie koszty ogrzania budynku, a więc  zatrudnienia  dwóch palaczy  i opału

Wczoraj władze gminy po raz kolejny w sposób dobitny pokazały, jaki mają stosunek do uczniów i rodziców z Boniewa. Na początku roku dyrekcja szkoły zwróciła się do wójta o kontynuację umowy użyczenia nieruchomości. Obecna kończy się w sierpniu. Zaniepokojeni brakiem decyzji rodzice i nauczyciele, zjawili się wczoraj kilkunastoosobową grupą na sesji Rady Gminy. Zanim zebranie rozpoczęło się na dobre, przewodniczący rady gminy Andrzej Wójcik, zapowiedział, że sprawa nie będzie głosowana na tej sesji, bo nie leży to w kompetencjach radnych.  Mieszkańcy przedstawili swoje argumenty, a następnie, dając wiarę zapewnieniom Wójcika, opuścili zebranie. Ten jednak na koniec posiedzenia złamał obietnicę i zarządził głosowanie nad pozostawieniem szkoły. Zabronił przy tym radym wstrzymania się od głosu.  Większość z radnych nie mała wyrobionego zdania. Za dalszym funkcjonowaniem placówki opowiedziało się tylko pięciu z piętnastu radnych.

Co to oznacza? Właściwie nic, bo decyzję w sprawie podejmie sam wójt. Ten, udzielając wkrótce odpowiedzi dyrekcji szkoły w Boniewie, zapewne powoła się na głosowanie radnych. Umywając tym samym ręce.

Mieszkańcy Ignasina i Boniewa znają doskonale historię szkoły w Suchodołach, która po tym jak opuścili ją uczniowie, została zdewastowana i nadaje się już tylko do rozbiórki. Nie chcą, aby taki los spotkał budynek, który budowali ich ojcowie i dziadkowie w ramach czynu społecznego.

– Rozumiałbym, gdyby gmina miała jakieś poważne plany dotyczące wykorzystania budynku szkoły – twierdzi Andrzej z Ignasina – Na przykład, gdyby powstał tu jakiś zakład pracy, w którym zatrudnienie znalazłoby kilka osób. Ale z tego co wiemy, gmina nie robi nic w tym kierunku. Jak we wrześniu nie przyjdą do niej dzieci, to za jakiś czas szkoła umrze. A to jedyne miejsce, gdzie na co dzień możemy spotkać sąsiadów. Zabiera nam się coś, co mieliśmy od pokoleń, wokół czego kiedyś żyły trzy wsie, a nie daje nic w zamian. Nie będzie na to naszej zgody.

SM